Nietoperzowa wścieklizna w Szczecinie – nic nowego, nic groźnego

W związku z dwoma przypadkami europejskiej wścieklizny nietperzowej stwierdzonymi ostatnio w Szczecinie i wyznaczeniem tam „obszarów zagrożony wystąpieniem wścieklizny zwierząt”, wyjaśniamy, że choroba ta stale występuje u niektórych gatunków nietoperzy, jest niemal zupełnie niegroźna dla ludzi i innych zwierząt, a wprowadzanie ograniczeń wynika z przestarzałych, nieadekwatnych przepisów, a nie z rzeczywistego, poważnego zagrożenia.

wypuszczanie-mroczka Nietoperzowa wścieklizna – spokrewniona z wścieklizną klasyczną (tą spotykaną np. u psów czy lisów), jest stale obecna w Szczecinie, całej Polsce i Europie u kilku gatunków nietoperzy, w tym przede wszystkim u mroczków późnych. Jest chorobą charakterystyczną dla tej grupy zwierząt. To, że tylko od czasu do czasu jest stwierdzana, wynika z tego, że tylko ułamek promila chorych i martwych nietoperzy jest poddawanych badaniom.

Podejmowane w takich przypadkach pozorne „działania zaradcze” powodują zagrożenie dla nietoperzy. Szacuje się, że w ubiegłym roku panika wywołana przez pochopne działania władz weterynaryjnych i alarmistyczne doniesienia niektórych mediów, związane z kilkoma wykrytymi przypadkami wścieklizny nietoperzowej w Poznaniu, w samej tylko Wielkopolsce doprowadziły do zabicia przez ludzi około 2000 – 3000 nietoperzy i zniszczenia co najmniej kilkunastu ich kolonii rozrodczych. Dotyczyło to wyłącznie lub w miażdżącej większości zdrowych nietoperzy, z gatunków, u których choroba ta nie była nigdy stwierdzana. Jednocześnie, jeśli zniszczeniu uległa choć jedna kolonia, w której występowały zainfekowane nietoperze – rozproszenie obecnych w niej zwierząt mogło jedynie przyczyniać się do rozprzestrzeniania tej choroby, a nie jej ograniczania. Miejmy nadzieję, że dzięki umiarkowaniu i pomocy mediów oraz rozsądkowi mieszkańców województwa zachodniopomorskiego tegoroczne przypadki ze Szczecina nie przyniosą tak opłakanych skutków.

Podstawowe fakty

Poniżej przedstawiamy zestawienie najważniejszych faktów na temat wścieklizny spotykanej w Polsce u nietoperzy.

  • W Europie znanych jest kilka szczepów wirusa wścieklizny nietoperzowej, z tego w Polsce do tej pory potwierdzono obecność dwóch (jednego tylko raz). Na naszym kontynencie u nietoperzy nie występuje wirus wścieklizny klasycznej.
  • Wszystkie szczepy europejskiej wścieklizny nietoperzowej atakują praktycznie wyłącznie nietoperze. Nauce znanych jest tylko kilkanaście przypadków zarażenia się tymi wirusami innych ssaków, w tym nigdy w Polsce (badania są prowadzone od kilkudziesięciu lat). Dla porównania, wirus wścieklizny klasycznej co roku zabija 55–60 tysięcy ludzi. To, że Polskie przepisy w większości przypadków nie rozróżniają tych rodzajów wścieklizny, wynika z ich archaiczności.
  • U mroczków późnych wirus EBLV-1 (najpospolitszy ze szczepów europejskiej wścieklizny nietoperzowej) występuje stale i dość pospolicie. Badania w innych europejskich krajach wskazują, ze przeciętnie 20% znalezionych na ziemi, niezdolnych do lotu mroczków późnych jest nim zarażonych. Nie powoduje to istotnego zagrożenia dla zdrowia publicznego. Nietoperze te prawdopodobnie mogą tę infekcję przechorować i wyzdrowieć. Jeśli będzie się je regularnie badało - będzie się też stale znajdywało nietoperze zakażone.
  • Chore na wściekliznę nietoperze nie wykazują agresji, nie atakują ludzi i zwierząt. Pierwszym objawem jest zwykle osłabienie, urata zdolności lotu i nadpobudliwość na nagłe dźwięki (skutkująca nagłym ruchem i skrzeczeniem), a później apatia i kłopoty z przełykaniem.
  • Europejską wścieklizną nietoperzy można się zarazić w wyniku kontaktu znacznej ilości wydzielin ciała nietoperzy (przede wszystkim śliny) z otwartą raną, ew. błoną śluzową. Ludzie mogą więc ulec zakażeniu w wyniku ugryzienia przez chorego nietoperza, a np. koty czy kuny – w wyniku jego zjadania.
  • Całkowicie skutecznym sposobem do zredukowania ryzyka zarażenia wścieklizną nietoperzową przez człowieka do zera, jest stosowanie elementarnej zasady – żadnego dzikiego zwierzęcia, zwłaszcza wyglądającego na chore, nie chwyta się gołą ręką. A jeśli już zrobiliśmy tę głupotę, chwyciliśmy, zostaliśmy ugryzieni i okazało się, że zwierzę jest chore, należy udać się do lekarza w celu otrzymania szczepionki i ew. surowicy.

Rytuały Inspekcji Weterynaryjnej

Powiatowy Lekarz Weterynarii w Szczecinie w zasadzie nie miał wyjścia. Postąpił zgodnie z prawem, mimo że z jego wypowiedzi cytowanych przez niektóre media wynika, że zapewne zdaje sobie sprawę z braku realnego sensu tych działań.

Po stwierdzeniu wścieklizny u nietoperzy powiatowi lekarze weterynarii wyznaczają zwykle „ogniska wścieklizny” (w okolicy miejsca znalezienia nietoperza oraz „strefy zagrożenia” w promieniu 5 km. Samo wyznaczenie strefy jest obowiązkiem wynikającym z przestarzałych przepisów (z roku 2005). Ale promień ten brany jest z Instrukcji Głównego Lekarza Weterynarii z roku 2003, dotyczącej generalnie wścieklizny. Instrukcja ta przestała obowiązywać w roku 2005. Promień ten w wypadku nietoperzy nie ma żadnego uzasadnienia. Zdrowy nietoperz podczas jednej nocy może przelecieć łatwo 30 km na żerowisko i z powrotem (podczas zaczynającej się właśnie migracji – znaczenie więcej), a chory traci zdolność lotu i może przejść co najwyżej kilkadziesiąt metrów. W większości przypadków ewentualnie racjonalnie uzasadniona mogłaby być strefa o promieniu ok. 100 m. Ale władze weterynaryjne albo nie mają takiej wiedzy, albo boją się wydawać decyzje znacząco różne od tych podejmowanych wcześniej w podobnych wypadkach.

„ogniska wścieklizny” nakazuje się różne działania, np. jego dezynfekcję. Wszyscy wiedzą, że to nie ma jakiegokolwiek sensu, bo wirus wścieklizny na świeżym powietrzu i słońcu ginie maksymalnie po 2 godzinach, a i tak praktycznie nie przenosi się za pośrednictwem ziemi czy przedmiotów, których dotykał nietoperz. Mimo to za publiczne pieniądze prowadzi się takie rytualne czynności.

„strefie zagrożenia” wprowadza się też różne nakazy i zakazy – np. obowiązek prowadzenie psów na smyczy czy brak zgody na organizację imprez z udziałem ssaków – np. psów. Tymczasem nauce do tej pory nie jest znany żaden przypadek zakażenia psa wirusem europejskiej wścieklizny nietoperzowej. Powiatowi lekarze weterynarii zwykle wiedzą, że te działania nie mają żadnego sensu, ale czasami także zaznaczają, że się z nich cieszą, bo po opublikowaniu ostrzeżeń w prasie wielu ludzi szczepi swoje psy. Czyli kosztem chronionych nietoperzy podnosi się poziom przestrzegania obowiązku szczepienia, który powinien być egzekwowany przez władze na podstawie niedziałającego w Polsce systemu raportowania szczepień i rejestracji psów.

Równie skuteczne, a mniej kosztowe, byłoby odtańczenie jakiegoś tańca odstraszającego wirusa z okolicy.

Rola mediów

W komunikatach medialnych często podawane są nieprawdziwe lub nieprecyzyjne informacje. Np. powtarzane są sensacyjne doniesienia o „zaatakowaniu” człowieka przez chorego nietoperza, co zawsze okazuje się nieprawdą (nietoperze, także chore, nigdy nie atakują, a ugryźć mogą jedynie przy próbie ich chwytania niezabezpieczoną odpowiednio ręką). Powtarza się także nieprawdziwą informację, że chore nietoperze są aktywne w dzień, czego nie robią osobniki zdrowe. W rzeczywistości zdrowe nietoperze bardzo często są aktywne w dzień (zwłaszcza późnym popołudniem), a chore wcale nie są aktywne, bo utrata lotu jest jednym z pierwszych objawów europejskiej wścieklizny nietoperzowej.

wSzczecinie Dość powszechna jest także praktyka ilustrowania tekstów o wściekliźnie u nietoperzy zdjęciami losowo wybranymi z darmowych zasobów internetowych. Zwykle przedstawiają one tropikalne nietoperze owocożerne, albo inne groźnie wyszczerzone, czyli niefachowo fotografowane, przestraszone zdrowe zwierzęta, często z gatunków, u których nietoperzowa wścieklizna nie występuje. Jest to nie tylko nieetyczne, ale przede wszystkim wprowadza czytelników w błąd, gdyż sugeruje nieprawdziwy obraz objawów wścieklizny nietoperzowej. Ma to często fatalne skutki dla nietoperzy, a może mieć i dla ludzi.

Nie namawiamy, by lekceważyć ryzyko, nawet jeśli jest znikomo małe. Adekwatnym działaniem byłyby kampanie informacyjne, przypominające, że nie należy chwytać gołymi rękoma żadnych nieznanych zwierząt. Dodatkowo wskazane jest profilaktyczne szczepienie osób, które na co dzień mają styczność z chorymi nietoperzami (np. strażnicy miejscy, pracownicy azyli dla dzikich zwierząt).

Warto jednocześnie podkreślić, że obecnie (lipiec, sierpień) młode nietoperze uczą się latać. Wiele z nich ląduje omyłkowo na ziemi (skąd często nie umie ponownie wystartować do lotu) czy wlatuje przez otwarte okna do mieszkań. Nie wynika to z żadnej choroby, tylko z braku doświadczenia młodocianych zjadaczy komarów.

Wszystkie nietoperze są w Polsce i Europie objęte ochroną gatunkową i zasługują na pomoc. Gdy ktoś znajdzie nietoperza potrzebującego pomocy i nie wie, jak to zrobić, może zadzwonić np. pod nietoperzowy telefon alarmowy Polskiego Towarzystwa Ochrony Przyrody „Salamandra” (508 898 120), gdzie dyżurny specjalista udzieli mu odpowiedniej porady.

Andrzej Kepel

 


O autorze:
dr Andrzej Kepel od 27 lat prowadzi badania i programy ochrony nietoperzy. Jest m.in. członkiem Komitetu Doradczego Porozumienia o Ochronie Populacji Europejskich Nietoperzy EUROBATS oraz Grupy Specjalistów ds. Nietoperzy w Międzynarodowej Unii Ochrony Przyrody (IUCN).


Działania interwencyjne PTOP „Salamandra” dotyczące nietoperzy w roku 2020 są częściowo finansowe ze środków otrzymanych od NIW-CRSO w ramach Programu Rozwoju Organizacji Obywatelskich na lata 2018-2030.

NIW-logotyp