Polskie Towarzystwo Ochrony Przyrody „Salamandra”
 


Buczyna Szprotawska musi zginąć?

Około czterdzieści kilometrów na południe od Zielonej Góry leży miejscowość Szprotawa. Jeszcze dalej na południe od niej na mapie widnieje duża zielona plama. Są to Bory Dolnośląskie. Na ich skraju, na wschód od Szprotawy, znajduje się niezwykle interesujący obiekt przyrodniczy - rezerwat „Buczyna Szprotawska”.

Fragment rezerwatu „Buczyna Szprotawska”

Fragment rezerwatu „Buczyna Szprotawska”
Fot. Andrzej Kepel

Mimo, iż granice rezerwatu nie są zbyt dobrze oznakowane, nie sposób się pomylić. Nagle, z dość monotonnego lasu sosnowego, wchodzimy do zielonego, pełnego ptasiego śpiewu raju. Od czasu do czasu przez świergot skrzydlatego drobiazgu przedrze się przenikliwy głos dudka lub dzięcioła czarnego. Nasz wzrok przykuwają wyrastające z miękkiego, zielonego kobierca ogromne pnie. Niewprawne oko nie rozpozna gatunku drzewa, do którego należą. Przyzwyczailiśmy się, że widywane przez nas buki mają pnie o średnicy do kilkudziesięciu centymetrów, pokryte gładką, jakby nieco srebrzystą korą. Tymczasem otaczające nas, biegnące ku niebu kolumny o niemal dwumetrowej średnicy, są z zewnątrz grubo spękane, gęsto porośnięte różnymi gatunkami porostów. Niewiele też pomoże, jeśli spojrzymy do góry. Możemy co najwyżej dostać zawrotu głowy. Pnie biegną prosto ku niebu, a korony rozpoczynają się na niebotycznej wysokości. Bez silnej lornetki, nie dojrzymy z ziemi kształtu liści. Odpowiedź znajdziemy łatwiej na ziemi. Suche, pogięte, zeszłoroczne liście, a przede wszystkim charakterystyczne orzeszki, należą niewątpliwie do przedstawiciela leśnej arystokracji - BUKA.

Rzeczywiście, znajdujemy się w lesie, w którym królują olbrzymie, stare buki. Ich wiek ocenia się na ponad sto sześćdziesiąt lat! Rosnące tu też gdzieniegdzie dęby czy lipy dorównują swym sąsiadom wiekiem i rozmiarami.

Choć miejscami znacznie przerzedzony, las zachował jeszcze dużo uroku

Choć miejscami znacznie przerzedzony, las zachował jeszcze dużo uroku
Fot. Andrzej Kepel

Właśnie aby chronić te wspaniałe drzewa, utworzono tu w latach sześćdziesiątych rezerwat o powierzchni ponad 150 hektarów.

Nie tylko drzewa, lecz również sporo mniejszych, rosnących w runie roślin może spowodować u botanika szybsze bicie serca. Wiele z nich, to gatunki chronione. Także zoologowie znajdą tu coś dla siebie. O wielkiej różnorodności ptaków już wspominałem. Teraz proponuję jeszcze raz przyjrzeć się uważnie owym leżącym na ziemi orzeszkom, zwanym bukwią. Niektóre z nich są w charakterystyczny sposób ponadgryzane. Jest to ślad żerowania niewielkiego, nadrzewnego gryzonia - popielicy (zobacz: O popielicy słów kilka...).

Obecność na tym terenie popielic stwierdzono już w latach pięćdziesiątych. Nie przykładano jednak wówczas większej wagi do tego faktu i wkrótce informacja ta poszła w zapomnienie. Badania prowadzone ostatnio przez członka naszego towarzystwa - Mirosława Jurczyszyna potwierdziły, iż w rezerwacie wciąż żyje spora ich populacja. Warto podkreślić, że jest to ostatnie w Zachodniej Polsce zachowane stanowisko tych ginących zwierząt. Jednocześnie ich liczebność oraz obszar lasu bukowego, z którym związana jest ich egzystencja, są wystarczająco duże aby zapewnić im przetrwanie, a w przyszłości być może ponowne rozprzestrzenienie na inne tereny. Fakt ten dostarcza o wiele ważniejszego argumentu na rzecz ochrony rezerwatu „Buczyna Szprotawska” niż wszystkie pozostałe razem wzięte.

Niestety, gdy wejdziemy w głąb rezerwatu, zachwyt szybko ustępuje zdziwieniu a wkrótce przygnębieniu. Pierwszą, dość nietypową dla rezerwatu rzeczą, na którą się napotykamy, są sterty pociętego i poukładanego w równe stosy drewna. Nieco dalej, przy drodze leżą, jeszcze nie pocięte, pnie olbrzymich buków. Teren wokół zryty jest kołami najcięższych ciągników, których trzeba było użyć, aby wywlec ścięte kolosy z głębi lasu. Co tu się dzieje?

Ścięte pnie i stosy równo poukładanego drewna, to widok którego nie powinniśmy tu spotkać

Ścięte pnie i stosy równo poukładanego drewna, to widok którego nie powinniśmy tu spotkać
Fot. Andrzej Kepel

Zanim na to odpowiemy, trzeba zaznaczyć, że nie jest to rezerwat ścisły, w którym niedopuszczalna byłaby wszelka ludzka ingerencja, lecz częściowy.

Dozwolone jest więc w nim prowadzenie ograniczonej działalności gospodarczej, zapewniającej zachowanie walorów obiektu. Jej zakres, rozmiar i rozkład w czasie ustalany jest w dziesięcioletnim planie urządzania lasu, zwanym operatem.

W dobie pełnego samofinansowania, posiadanie na swoim terenie rezerwatu częściowego stało się dla nadleśnictw dość kłopotliwym ciężarem. Zalecane przez operaty zabiegi pielęgnacyjne sporo kosztują. Jednocześnie wszelkie dochody można z tych terenów uzyskiwać jedynie przy okazji owej pielęgnacji. Nic więc dziwnego, że daje się zauważyć w wielu obiektach tendencję do „pełnego” wykorzystywania cięć sanitarnych i odnowień.

Na terenie rezerwatu „Buczyna Szprotawska” przez cały czas prowadzi się cięcia sanitarne. Ich celem jest usunięcie martwych drzew, mogących być źródłem chorób i szkodników. Niestety, aby udało się sprzedać uzyskane tą drogą drewno - cięcie często przeprowadza się, gdy drzewo jest jeszcze żywe, a obumarła jedynie jego część. Można więc zobaczyć powalone olbrzymie buki, które miały dość żywych konarów, aby jeszcze przez wiele lat pełnić niezwykle ważną funkcję utrzymywania różnorodności przyrodniczej w rezerwacie. To właśnie takie drzewa są siedliskiem wielu gatunków owadów, to w ich dziuplach gniazduje wiele ptasich rodzin, to w nich wreszcie znajdują schronienia popielice. Poniesionej przez przyrodę straty nie zrównoważy kiepski zysk ze sprzedaży pozaklasowego drewna z przeznaczeniem na opał.

Niestety nad rezerwatem zawisła obecnie o wiele poważniejsza groźba niż cięcia sanitarne. Operat zaleca odmłodzenie drzewostanu. Na czym ono polega? Na części terenu zastosowano już tak zwaną rębnię gniazdową. Polega ona na wycięciu „dziur” w zwartym drzewostanie i doprowadzeniu do obsiania ich bukiem. W miarę wzrostu młodych drzew, gniazda te byłyby powiększane aż do całkowitego wyparcia starodrzewia. Na dodatek niektóre z utworzonych gniazd są zbyt duże, i z powodu braku osłony, zamiast buków rosną tam inne, bardziej światłolubne gatunki. Na większości terenu rezerwatu postanowiono jednak zastosować rębnię częściową. W pierwszym, już zrealizowanym etapie doprowadza się do zmniejszenia zwartości drzewostanu. W powstałych po wycięciu pojedynczych drzew lukach rosną młode buczki. Po kilku latach przeprowadza się drugą rębnię, w której wyniku pozostaje jedynie około 30% starych drzew. Realizacja tego drugiego etapu była początkowo planowana na ubiegłą zimę. Na szczęście przesunięto ją na kolejny, tak zwany, rok nasienny, który może nastąpić za dwa - trzy lata. Gdy młode buki osiągnęłyby wiek około 30 lat, ścięto by resztę wiekowych olbrzymów. Mielibyśmy wtenczas w rezerwacie młodnik, który musiałby rosnąć jeszcze dalsze 30 - 40 lat, zanim drzewa zaczęłyby wytwarzać bukiew, tak niezbędną do życia popielic i wielu innych zwierząt.

Popielice nie doczekałyby jednak wycięcia ostatnich starych drzew. Są one przystosowane do życia w koronach. Gdy drzewa są na tyle przerzedzone, że korony nie stykają się ze sobą - środowisko przestaje być dla popielic sprzyjające. Ponieważ w pobliżu nie ma innych potencjalnych siedlisk - zwierzęta te musiałyby na tym obszarze wyginąć. Rezerwat opuściłoby również wiele gatunków ptaków.

W wielu miejscach ściółka leśna została całkowicie rozryta przez ciągniki

W wielu miejscach ściółka leśna została całkowicie rozryta przez ciągniki
Fot. Andrzej Kepel

Tablica informacyjna

Tablica informacyjna
Fot. Andrzej Kepel

Te pocięte buki mogły jeszcze rosnąć wiele lat, dając schronienie różnym zwierzętom

Te pocięte buki mogły jeszcze rosnąć wiele lat, dając schronienie różnym zwierzętom
Fot. Andrzej Kepel

Podsumowując, planuje się zamienić w najbliższym czasie ostatni fragment wspaniałej, starej buczyny, w zwyczajny młodnik - dobrze jeśli bukowy. Wszelkie przyczyny utworzenia rezerwatu przestaną istnieć i będziemy mieli do czynienia ze zwykłym, objętym gospodarką lasem.

Nie mamy zamiaru tracić sił i czasu na dochodzenie kto i dlaczego zadecydował o zagładzie rezerwatu. Po prostu mamy zamiar do tego nie dopuścić! Ciągle nie jest za późno, aby uratować ten niezwykle cenny obiekt. Wciąż jeszcze stanowi on dogodne miejsce bytowania popielic i innych cennych gatunków zwierząt i roślin. Poczynione do tej pory cięcia mogą przyczynić się do urozmaicenia struktury wiekowej drzewostanów, co może zapoczątkować naturalny cykl odnawiania się lasu. Warunkiem jest natychmiastowe zaprzestanie dalszej działalności gospodarczej w rezerwacie. Można tego dokonać na dwa sposoby. Pierwszy, to zmiana kwalifikacji całego rezerwatu z częściowego w ścisły. Druga możliwość to zmiana operatu. Mógłby on zezwalać jedynie na najbardziej niezbędne zabiegi sanitarne, obejmując jednak ochroną drzewa dziuplaste. Do pomyślenia jest również wersja mieszana, zakładająca objęcie ochroną ścisłą jedynie najcenniejszych części rezerwatu. Aby wybrać optymalną wersję, konieczne są szczegółowe badania przyrodnicze.

Polskie Towarzystwo Ochrony Przyrody „Salamandra” pragnie podjąć akcję ratowania rezerwatu. Jednak do tego, tak jak przy realizacji wszelkich przedsięwzięć potrzebne są co najmniej trzy rzeczy: ludzie chętni do pracy, środki umożliwiające działanie oraz życzliwość i współpraca osób odpowiedzialnych za podjęcie decyzji.

Jak dotąd, spotkaliśmy się z życzliwym przyjęciem i pomocą w nadleśnictwie. Mamy nadzieję, że podobnie jak w przypadku rezerwatu „Meteoryt Morasko”, naszym niejako naturalnym sojusznikiem będzie Wojewódzki Konserwator Przyrody. Jeśli zaś chodzi o ludzi i środki - zastanów się - może i TY mógłbyś się jakoś włączyć?

„Buczyna Szprotawska” nie może zginąć!

Andrzej Kepel


O popielicy słów kilka...

Jest początek sierpnia. W starym bukowym lesie zapadła już ciepła bezwietrzna noc. Wraz z gęstniejącymi ciemnościami las staje się coraz bardziej tajemniczy. Wokół słychać jakieś szmery, piski, cichną ostatnie ptasie kłótnie. W tej nieco już sennej, kojącej atmosferze, która nawet mieszczuchom wydaje się nie całkiem wroga, zaczynają rozlegać się dźwięki zgoła niecodzienne. Zrazu pojedyncze, potem coraz częstsze, jedne ciche, inne głośne, krótkie i natarczywe lub zawodzące: krii, uii, uiiii ...

Popielica

Popielica

Któż obdarzony jest tym intrygującym głosem? W silnym świetle latarki dostrzec możemy przemykające wśród gałęzi zwinne, nieco mniejsze od wiewiórki zwierzę, o szarawym futerku i puszystym ogonie. Owo tajemnicze stworzenie to popielica (Glis glis), zwana też niekiedy pilchem - gryzoń z rodziny popielicowatych (Gliridae). Ponieważ popielice są niezwykle ciekawskie, istnieje duża szansa zobaczenia ich w chwili, gdy przysiądą na którejś z niższych gałęzi, by obejrzeć sobie dwunogiego intruza. Nie baczą wówczas nawet na skierowany w ich stronę snop światła. Naszą uwagę przyciągają przede wszystkim duże, błyszczące oczy. Również spore i bardzo ruchliwe są ich uszy. Jeśli się dokładnie przyjrzymy, zobaczymy, że futerko na brzuszku jest jasne i wyraźnie kontrastuje z ciemniejszym, szaro - popielatym grzbietem.

Każdy rok życia popielic składa się z dwóch okresów: „nieaktywnego” - od listopada do kwietnia i „aktywnego” - mniej więcej od maja do października. W okresie zimowym, gdy trudno o pokarm, zapadają w stan zwany hibernacją. Zwinięte w kłębek, leżą popielice w podziemnych norach. Temperatura ciała, która normalnie wynosi ok 36 oC, spada do temperatury otoczenia, czyli kilku lub kilkunastu stopni. Pozwala to na zwolnienie procesów życiowych zwierzęcia i przeżycie tego niekorzystnego czasu bez pobierania pokarmu. Korzystają wówczas jedynie z tłuszczu, który nagromadziły w swoim ciele jesienią.
Wiosną, po przebudzeniu, popielice przenoszą się do innego rodzaju kryjówek, takich jak dziuple, budki ptasie itp. Dni spędzają w ukryciu, a na poszukiwanie pokarmu wychodzą o zmierzchu. Odżywiają się pączkami i liśćmi drzew, owadami, ptasimi jajami, a pod koniec lata i jesienią, również wszelkiego rodzaju owocami. Szczególnie chętnie zjadają orzeszki bukowe, czyli tzw. bukiew.

W środku lata przychodzą na świat młode. Jest ich zwykle 4 - 5. Są bezradne, nagie i ważą zaledwie 1-2 gramy. Samica wychowuje je bez pomocy samca. Młode popielice szybko rosną i już we wrześniu można je zobaczyć przemykające wysoko wśród gałęzi. Większość nocy popielice spędzają w koronach drzew. Są wspaniałymi akrobatkami. Równie łatwo przychodzi im bieganie po cienkich gałązkach i skakanie z jednej na drugą, jak i szybkie wspinanie się po grubych pniach.

Popielice mieszkają głównie w starych, mieszanych lub liściastych lasach, posiadających gęsty, różnogatunkowy podrost. Mogą tam znaleźć zarówno dostateczną ilość pokarmu, jak i odpowiednią liczbę kryjówek (wypróchniałe wnętrza drzew, dziuple dzięciołów, szczeliny po uderzeniach piorunów itp.). Większość naszych gospodarczo wykorzystywanych lasów, najczęściej monokultur sosnowych, jest nieodpowiednia dla tych ssaków.
Wycinanie dużych obszarów lasów mieszanych i liściastych, dzielenie całych kompleksów leśnych na mniejsze uprawy rozdzielone otwartymi powierzchniami, a także nadmierne przerzedzanie starych drzewostanów, powoduje wymieranie popielicy w miejscach, w których dotąd występowała. Popielica jest w Polsce gatunkiem prawnie chronionym, ale to nie wystarcza dla jej przetrwania. Jeżeli chcemy zapobiec całkowitemu wyginięciu tych miłych i ciekawych zwierząt w naszym kraju, musimy przede wszystkim dbać o przetrwanie potrzebnych im do życia siedlisk.

Mirosław Jurczyszyn


Chronić wysypisko śmieci ?

Nocną ciszę, przerywaną jedynie odgłosami przejeżdżających w oddali samochodów, zakłóca donośny, przenikliwy terkot. Z początku dochodzi z jednego miejsca stawu, potem z innego, w końcu zdaje się, że cały zbiornik huczy i wibruje tym dźwięcznym odgłosem. Trwają gody ropuchy paskówki...

Godujący samiec ropuchy paskówki w zbiorniku wodnym na szczycie wysypiska śmieci

Godujący samiec ropuchy paskówki w zbiorniku wodnym na szczycie wysypiska śmieci
Fot. Andrzej Kepel

Najpierw było kilka zakończonych niepowodzeniami wypraw w różne, często odległe od siebie miejsca w Poznaniu, w których kiedyś widziano ropuchę paskówkę. Penetrowanie nocą wielu zbiorników wodnych i ich sąsiedztwa oraz szukanie kijanek nie przyniosło efektu. Wreszcie jeden z kolegów z PTOP „Salamandra” pochwalił się, że słyszał dziwne głosy w pobliżu Suchego Lasu pod Poznaniem. Próbował nawet znaleźć miejsce skąd dochodziły. Przeszedł nocą kawał drogi - bez rezultatu. Postanowiłem sprawdzić stawek znajdujący się tuż obok wysypiska śmieci w Suchym Lesie. Miejsce niby nieciekawe, a nóż...

Kilka dni później, nocą, podjechaliśmy pod samą bramę wysypiska. Ledwo przestał pracować silnik samochodu, już byłem pewien. Głosy, które usłyszeliśmy mogły wydawać tylko samce ropuchy paskówki (Bufo calamita). Nie dochodziły one jednak ze stawku lecz skądś dalej, jakby... z wysypiska śmieci. Rzeczywiście, na szczycie ogromnej hałdy przysypanych gliniastą ziemią śmieci utworzył się zbiornik wypełniony deszczówką. Właśnie tam postanowiła godować ta najrzadsza z naszych ropuch.

Jak sama nazwa wskazuje, od pozostałych naszych ropuch (szarej i zielonej) odróżnić ją można po charakterystycznym, przebiegającym wzdłuż kręgosłupa jasnym pasku na grzbiecie. Jest najmniejsza z naszych ropuch oraz najbardziej ciepło - i sucholubna. Występuje zwykle na terenach suchych, piaszczystych np. na wydmach, żwirowniach, polach uprawnych itp. Często spotkać ją można w pobliżu ludzkich osiedli - tak jak nieco podobną do niej ropuchę zieloną (Bufo viridis). Wszystkie nasze ropuchy, w tym także paskówka, prowadzą nocny tryb życia. Wtedy to żerują zjadając duże ilości rozmaitych owadów, ślimaków itp. W dzień chowają się w opuszczonych norkach, pod pniami, kamieniami, w zagłębieniach ziemi.

Dzięki potężnemu rezonatorowi, samiec ropuchy paskówki jest słyszalny z odległości kilku kilometrów

Dzięki potężnemu rezonatorowi, samiec ropuchy paskówki jest słyszalny z odległości kilku kilometrów
Fot. Jędrzej Tęczyński

Gody ropuchy paskówki przypadają na wiosnę (kwiecień, maj). Zwiększenie aktywności godowej występuje zwykle po silnych opadach deszczu i ociepleniu, natomiast gdy się ochładza, ropuchy przerywają gody. Zbiorniki, w których płaz ten składa jaja, to zwykle różnego typu stawki, rozlewiska czy wręcz większe kałuże, mogące wysychać podczas upałów. Często z ropuchą paskówką goduje także ropucha zielona. Zdarzają się nawet przypadki krzyżowania się tych dwóch gatunków.

Na godowisku pierwsze zjawiają się samce i wydając ów charakterystyczny głos godowy - zwabiają do zbiornika samice. Ponieważ samce siedzą tuż przy brzegu stawku, wchodzące do niego samice są natychmiast przez nie „przechwytywane”. Dochodzi wtedy do tzw. amplexus. Samiec wchodzi na grzbiet samicy, i chwyta ją pod pachami. Utrzymanie się na jej grzbiecie ułatwiają mu szorstkie modzele godowe - rogowe twory na palcach przednich kończyn. W trakcie składania przez samicę jaj, samiec oblewa je swoim nasieniem i w ten sposób zapładnia. Jaja paskówki, podobnie jak innych naszych ropuch, składane są w postaci sznurów, rozciągniętych przez samicę na dnie zbiornika, czasem przymocowanych do roślin, patyków itp. Po miesiącu - dwóch wylęgają się kijanki, których rozmiary w momencie przeobrażenia są najmniejsze spośród naszych płazów.

Ropucha paskówka nie jest może w Polsce gatunkiem ginącym, należy jednak do rzadziej u nas spotykanych płazów, a na pewno jest najrzadszą naszą ropuchą. Nasuwa się więc wniosek, że warto chronić miejsca, w których płaz ten żyje i goduje. Ale w jaki sposób chronić wysypisko śmieci!? Na szczęście nie jest to konieczne. Trzeba przede wszystkim dopilnować, by staw na szczycie hałdy nie został zasypany zanim nie przeobrażą się młode paskówki, co zwykle następuje w lipcu. Innym niebezpieczeństwem jest możliwość wyschnięcia tego zbiornika, co również mogłoby spowodować wyginięcie kijanek. W takiej sytuacji należałoby przenieść kijanki, na przykład do stawku przy bramie wjazdowej na wysypisko śmieci. Dotyczy to także kijanek innych gatunków płazów, godujących w rozlewisku na hałdzie - ropuchy zielonej, grzebiuszki ziemnej, kumaka nizinnego i żab zielonych. Staw ten ze względu na swoje położenie bardzo szybko nagrzewa się i to jest najprawdopodobniej powodem, dla którego płazy tak chętnie wybierają go na godowisko. Niestety, może to być również przyczyną jego wyschnięcia. Ważne jest, by zapobiec wyginięciu kijanek. Byłaby to duża strata dla niezbyt jednak licznej populacji paskówek w okolicach Moraska i Suchego Lasu. Jest to pole do działania dla Polskiego Towarzystwa Ochrony Przyrody „Salamandra”.

Albin Pawłowski


Dzień Ziemi 1994

Po raz pierwszy „Dzień Ziemi” obchodzono w 1970 r. w Stanach Zjednoczonych. Obecnie co roku, w okolicach 22 kwietnia, miliony ludzi na całym świecie w różnoraki sposób manifestuje przeciwko postępującej degradacji środowiska. Od paru lat różne imprezy z okazji „Dnia Ziemi” organizowane są w wielu miastach Polski. W tegoroczne poznańskie obchody włączyło się również PTOP „Salamandra”. Przygotowaliśmy z tej okazji trzy imprezy:

1. Sprzątanie Rezerwatu „Meteoryt Morasko”.

W sobotę 23.IV w samo południe, na ogłoszony w lokalnych mass-mediach apel, przy jedynej dotąd tablicy „informacyjnej” na terenie rezerwatu, zjawiło się około 50 osób.

Góra zgromadzonych pod leśniczówką śmieci wyglądała naprawdę imponująco

Góra zgromadzonych pod leśniczówką śmieci wyglądała naprawdę imponująco
Fot. Andrzej Kepel

Większość stanowiła młodzież z poznańskich szkół, ale wśród innych ochotników znalazł się nawet członek Rady Miejskiej. Na początek ustawiliśmy otrzymane od Wojewódzkiego Konserwatora Przyrody tablice z napisem „REZERWAT PRZYRODY PRAWEM CHRONIONY”. Następnie każdy z uczestników otrzymał duży worek i po podzieleniu się na dwie grupy, ruszyliśmy w las. W ciągu niespełna trzech godzin zebraliśmy pełną ciężarówkę śmieci.
Czego tam nie było! Oprócz dominujących worków foliowych i plastykowych butelek, znaleźliśmy w rezerwacie telewizor, dwa radioodbiorniki, dwie walizki, śpiwór, wózek dziecięcy i zlewozmywak i wiele innych rzeczy (niestety, nie nadających się już do naprawienia). Ze znalezionych części samochodowych można by złożyć niemal kompletne auto. Trofea złożyliśmy koło leśniczówki, skąd na własny koszt zabrało je Wysypisko Odpadów Komunalnych w Suchym Lesie. Akcję śledzili (czasami włączając się osobiście) dziennikarze z lokalnych gazet, radia i telewizji. Uczestnicy sprzątania mogli więc wieczorem obejrzeć się na szklanym ekranie.
Niestety, zdołaliśmy wysprzątać jedynie część rezerwatu. Jeszcze co najmniej drugie tyle śmieci czeka być może na kolejny Dzień Ziemi.

2. Otwarcie wystawy pokonkursowej „FOTO-EKO 1993”.

W tę samą sobotę, około dziesiątej rano, w holu Collegium Maius przy ul. Fredry, otworzyliśmy wystawę prezentującą ponad sto najlepszych prac, które napłynęły na zorganizowany przez nas Ogólnopolski Konkurs Fotografii Przyrodniczej i Ekologicznej (zobacz: FOTO-EKO 1994...). Możliwe to było dzięki uprzejmości władz Uniwersytetu im. A. Mickiewicza, które nie tylko udostępniły nam miejsce na ekspozycję, lecz także sponsorowały zakup tzw. antyram, w których umieściliśmy zdjęcia, oraz wypożyczyły specjalne stojaki. Przez cały dzień prowadziliśmy przy wystawie kiermasz wydawnictw o tematyce przyrodniczej i ekologicznej oraz zbiórkę pieniędzy na ratowanie rezerwatu Meteoryt Morasko. Wystawę można było oglądać w tym budynku jeszcze przez tydzień. Potem została ona przeniesiona do Collegium Maximum Akademii Rolniczej w Poznaniu.

3. Wykład dla dzieci pt. „Kochajmy Nietoperze”.

W poniedziałek 25.IV w Szkole Podstawowej nr 82 w Poznaniu przeprowadziliśmy dla dzieci z klas 1 - 3 prelekcję, połączoną z pokazem przezroczy, dotyczącą tych, budzących nieuzasadniony strach, zwierząt. Ku naszemu zaskoczeniu, małe dzieci wykazały się sporą wiedzą przyrodniczą. Nie tylko wiedziały, czym się żywią nietoperze, ale potrafiły wyjaśnić takie pojęcia jak hibernacja czy echolokacja. Mamy zamiar częściej organizować tego typu spotkania.

Ewa Olejnik

Wszystkim, którzy pomogli nam w organizowaniu obchodów oraz tym, którzy osobiście wzięli udział w poszczególnych imprezach - serdecznie dziękujemy.


Ratujmy rezerwat !!!

Poznań uważany jest powszechnie za miasto gospodarne, potrafiące dbać o swoje zabytki i jednocześnie w pełni korzystać ze wszystkich dogodności, które niesie mu jego położenie. Jest jednak w jego granicach miejsce, którego stan zdaje się przeczyć tej opinii.

„Perła w koronie”

Jak dotąd jedyna, całkowicie nieczytelna tablica „informacyjna” na terenie Moraska, podająca błędną nazwę rezerwatu

Jak dotąd jedyna, całkowicie nieczytelna tablica „informacyjna” na terenie Moraska, podająca błędną nazwę rezerwatu
Fot. Andrzej Kepel

Jak wykazała przeprowadzona ostatnio przez Polskie Towarzystwo Ochrony Przyrody „Salamandra” ankieta, niespełna 20% poznaniaków wie o istnieniu „Meteorytu Morasko”. Tymczasem ten jeden z trzech (obok „Żurawińca” i „Kokoryczowego Wzgórza”) położonych na terenie Poznania rezerwatów przyrody jest obiektem, którego walory przyrodnicze, naukowe i krajobrazowe kwalifikują go do czołówki największych atrakcji turystycznych w Europie. Na pięknym, urozmaiconym terenie ukształtowanym przez morenę czołową, w niespotykanym nigdzie indziej na terenie tak dużego miasta fragmencie doskonale zachowanego lasu o kilku typach zadrzewienia i z licznymi cennymi gatunkami roślin i zwierząt, znajduje się prawdziwe kuriozum - zespół 7 kraterów powstałych na skutek upadku meteorytu (zobacz: Rezerwat „Meteoryt Morasko” - perła Europy) Jest to siódmy co do wielkości znany obiekt tego typu na świecie i drugi w Europie. Warto zaznaczyć, że największy - bliźniaczy kompleks „europejskich” kraterów znajduje się na wyspie Saarema w Estonii i jest praktycznie niedostępny dla turystów.

Zapomniany ?

Można chyba powiedzieć, że jest to ostatni moment, aby uratować ten obiekt przed całkowitą dewastacją. Granice rezerwatu nie są obecnie w jakikolwiek sposób oznakowane. Jedyna tablica „informacyjna” jest całkowicie nieczytelna. Wszędzie walają się śmieci pozostawione przez „turystów” lub zdmuchnięte ze śmieciarek, przejeżdżających przez środek rezerwatu, w stronę pobliskiego wysypiska. Tłumy ludzi, pieszo, konno i na rowerach, w sposób całkowicie niekontrolowany rozdeptują i rozjeżdżają najcenniejsze fragmenty lasu, nie zdając sobie sprawy z walorów miejsca, w którym się znajdują. Na dokładkę, rozważana jest możliwość lokalizacji na terenie rezerwatu i w jego najbliższym sąsiedztwie, dużych inwestycji budowlanych. A moloch miasta rośnie właśnie w tę stronę.

Pomoc nadchodzi

Polskie Towarzystwo Ochrony Przyrody „Salamandra” wybrało uratowanie rezerwatu Meteoryt Morasko jako swoje pierwsze, duże przedsięwzięcie. Składa się ono z trzech zasadniczych części:
- BADAŃ NAUKOWYCH mających przynieść dokładne rozpoznanie wszystkich walorów terenu (w tym, pełną inwentaryzację florystyczną i faunistyczną) oraz umożliwić opracowanie optymalnej strategii ochrony.
- KONKRETNYCH DZIAŁAŃ OCHRONNYCH takich jak - usunięcie śmieci, wyznaczenie ścieżek, które prowadząc ludzi do najciekawszych miejsc, omijałyby tereny najbardziej wrażliwe, oznakowanie granic rezerwatu, ustawienie w odpowiednich miejscach ławek i koszy na śmieci, oddalenie gróźb „inwestycyjnych” i wiele innych. Obejmowały by one także pełne wykorzystanie otuliny, czyli obszaru lasu przylegającego do rezerwatu. Służyła by ona do zatrzymania masowego napływu ludzi, pragnących jedynie rekreacji na świeżym powietrzu.
- PRACY INFORMACYJNO - EDUKACYJNEJ, mającej przede wszystkim uświadomić lokalnej społeczności fakt istnienia tego cennego obiektu oraz potrzeby jego ochrony, a przy okazji wyczulić ją na problemy ochrony środowiska w ogóle. Realizowane jest to poprzez szeroką akcję w mass-mediach, wykłady otwarte itp. W ramach tej części mieści się też projekt zorganizowania w rezerwacie wzorowej ścieżki dydaktycznej z atrakcyjnymi tablicami informacyjnymi a także wydanie małego folderu - przewodnika, książki popularnonaukowej oraz monografii naukowej.

Sojusznicy

Zorganizowane przez PTOP „Salamandra” obchody „rocznicy” upadku meteorytu cieszyły się dużym zainteresowaniem mieszkańców Poznania

Zorganizowane przez PTOP „Salamandra” obchody „rocznicy” upadku meteorytu cieszyły się dużym zainteresowaniem mieszkańców Poznania
Fot. Andrzej Kepel

Dla powodzenia całego projektu niezwykle istotne jest zdobycie wielu sojuszników i sponsorów. Na szczęście, wszędzie, gdzie się w tej sprawie zwróciliśmy, spotykaliśmy się z życzliwym przyjęciem. Pomoc i poparcie uzyskaliśmy u Wojewódzkiego Konserwatora Przyrody w Poznaniu i w Nadleśnictwie Oborniki, które jest właścicielem zasadniczej części terenu rezerwatu, oraz od Leśniczego w Morasku. Większość potrzebnych do realizacji tego projektu środków już udało się nam zgromadzić dzięki dotacjom fundacji Regional Environmental Centre for Central and Eastern Europe w Budapeszcie, Komitetu Badań Naukowych, Wojewódzkiego Funduszu Ochrony Środowiska i Gospodarki Wodnej w Poznaniu oraz Fundacji Rozwoju Miasta Poznania. Liczymy, że resztę uda nam się zdobyć dzięki ofiarności osób prywatnych (może i Twojej) i lokalnych przedsiębiorstw.

Co już zrobiliśmy ?

Realizację przedsięwzięcia rozpoczęliśmy w marcu 1994r. Zebranie ponad tony śmieci (zobacz: Dzień Ziemi 1994), ustawienie tablic przy głównych wejściach do rezerwatu, artykuły w prasie i audycje w radiu - to dopiero początek naszej pracy. W tej chwili skupiliśmy się na pierwszej części naszego przedsięwzięcia - badaniach naukowych. Zasadnicza część dokładnej inwentaryzacji zasobów, możliwości i zagrożeń rezerwatu zostanie zakończona we wrześniu tego roku. Obecnie około trzydziestu naukowców z różnych dziedzin prowadzi tam - na nasze zlecenie - prace badawcze na ponad 20 tematów. Tak dokładne rozpoznanie umożliwi nam stworzenie optymalnego planu ochrony.

A co potem ?

Oczywiście po sfinalizowaniu pierwszego projektu, które planujemy na maj 1995r., nie mamy zamiaru porzucić tego tematu. Chcemy aby „Salamandra” wzięła Rezerwat „Meteoryt Morasko” pod stałą opiekę. Kolejnym wyzwaniem będzie odpowiednie zagospodarowanie otuliny rezerwatu oraz powiązanie tego obiektu z terenami byłego poligonu Biedrusko w jeden system spełniający zadania ochrony przyrody, dydaktyczne i rekreacyjne.

Czekamy na ciebie !

W tak dużym przedsięwzięciu przyda się każda para rąk, każda myśląca głowa a także każda „otwarta kieszeń”. Wszak większość planowanych prac wykonana być musi w oparciu o ochotniczą pracę społeczną.
Jesteśmy pewni, że nie zabraknie osób i instytucji chcących przyczynić się do ratowania Moraska. Liczymy też na pomoc wielkopolskich przedsiębiorstw.
Mamy nadzieję, że sukces akcji ochrony rezerwatu siłami organizacji społecznej stanie się przykładem do naśladowania przez inne grupy w całej Polsce.

Andrzej Kepel

Wybór numeru

Aktualny numer: 1-2/2019

Aktualny numer