Polskie Towarzystwo Ochrony Przyrody „Salamandra”
 


Jubileuszowe FOTO-EKO

FOTO-EKO

W 2006 roku (już po raz piętnasty!) do biura „Salamandry” przybyli tłumnie przedstawiciele naszej krajowej fauny i flory. Rzecz jasna – nie samodzielnie, ale jako utrwalone za pomocą aparatu fotograficznego obrazy. W sumie odwiedziło nas ponad tysiąc ssaków, ptaków, gadów, płazów, różnorodnych bezkręgowców i barwnych roślin. Wiele zdjęć zasługiwało na wyróżnienie, niestety nie mogliśmy nagrodzić wszystkich. 5 października 2006 roku, jury w składzie: Adriana Bogdanowska, Ewa Olejnik, Andrzej Kepel, Piotr Skórnicki oraz Przemysław Wylegała, z ciężkim sercem dokonało wyboru laureatów: I miejsce – Mariusz Oszustowicz z Tych za zdjęcie pt. „Jak w bajce”, II miejsce – Mateusz Kowalski z Podkowy Leśnej za zdjęcie pt. „Pustułka”, III miejsce ex aequo – Antoni Kasprzak z Wronek za zdjęcie pt. „Lot” i Marcin Sacha z Tarnowa za zdjęcie pt. „Parawan”. Wyróżnienia otrzymali: Paweł Batycki z Elbląga za zdjęcie pt. „Trójkąty”, Andrzej Cichowicz z Brzuzego za zdjęcie pt. „Jesienne mazy”, Patrycja Ciosek z Warszawy za zdjęcie pt. „Rogaś”, Bartosz Czerwonka z Poznania za zdjęcie pt. „Sąsiad Strażnika Czasu”, Saturnina Homan z Sulmierzyc za zdjęcie pt. „Dudek”, Henryk Janowski z Reska za zdjęcie pt. „Amory”, Antoni Kasprzak z Wronek za zdjęcia pt. „Taaaka była” oraz „...odczep się...”, Piotr Kierzkowski z Gdańska za zdjęcie pt. „Grudniowa sjesta”, Henryk Kościelny z Tarnowskich Gór za zdjęcie pt. „Trojaczki”, Mateusz Kowalski z Podkowy Leśnej za zdjęcie pt. „Rybitwy białoskrzydłe”, Waldemar Krasowski z Zabrodzia za zdjęcie pt. „Na łowy o zachodzie”, Agnieszka i Robert Laskowscy z Ostrowa Wlkp. za zdjęcie pt. „Poderwaniec”, Dorota Maszyk z Krakowa za zdjęcie pt. „Oddech zimy”, Mariusz Oszustowicz z Tych za zdjęcie pt. „Czysta woda”, Jan Padoł z Tarnowa za zdjęcie pt. „Konwersacja”, Zbigniew Polaczyk z Poznania za zdjęcie pt. „Topniejące Tuczno”, Mateusz Ściborski z Gdańska za zdjęcia pt. „Brzask na Wyspie Sobieszewskiej” i „Warmińskie mgły” oraz Grzegorz Zalewski z Poznania za zdjęcie pt. „Pajęczyn czar”.


I miejsce

„Jak w bajce”

„Jak w bajce”
Fot. Mariusz Oszustowicz


II miejsce

„Pustułka”

„Pustułka”
Fot. Mateusz Kowalski


III miejsce ex aequo

„Lot”

„Lot”
Fot. Antoni Kasprzak


„Parawan”

„Parawan”
Fot. Marcin Sacha


Wyróżnienia

„Trójkąty”

„Trójkąty”
Fot. Paweł Batycki


„Sąsiad Strażnika Czasu”

„Sąsiad Strażnika Czasu”
Fot. Bartosz Czerwonka


„Dudek”

„Dudek”
Fot. Saturnina Homan


„Amory”

„Amory”
Fot. Henryk Janowski


„Taaaka była”

„Taaaka była”
Fot. Antoni Kasprzak


„...odczep się...”

„...odczep się...”
Fot. Antoni Kasprzak


„Grudniowa sjesta”

„Grudniowa sjesta”
Fot. Piotr Kierzkowski


„Rybitwy białoskrzydłe”

„Rybitwy białoskrzydłe”
Fot. Mateusz Kowalski


„Oddech zimy”

„Oddech zimy”
Fot. Dorota Maszyk


„Konwersacja”

„Konwersacja”
Fot. Jan Padoł


„Topniejące Tuczno”

„Topniejące Tuczno”
Fot. Zbigniew Polaczyk


„Jesienne mazy”

„Jesienne mazy”
Fot. Andrzej Cichowicz


„Rogaś”

„Rogaś”
Fot. Patrycja Ciosek


„Trojaczki”

„Trojaczki”
Fot. Henryk Kościelny


„Poderwaniec”

„Poderwaniec”
Fot. Agnieszka i Robert Laskowscy


„Czysta woda”

„Czysta woda”
Fot. Mariusz Oszustowicz


„Warmińskie mgły”

„Warmińskie mgły”
Fot. Mateusz Ściborski


„Brzask na Wyspie Sobieszewskiej”

„Brzask na Wyspie Sobieszewskiej”
Fot. Mateusz Ściborski


„Pajęczyn czar”

„Pajęczyn czar”
Fot. Grzegorz Zalewski


„Na łowy o zachodzie”

„Na łowy o zachodzie”
Fot. Waldemar Krasowski


Najlepsze zdjęcia można obejrzeć na wystawie pokonkursowej, składającej się z 29 fotografii. Po raz pierwszy eksponowana była w listopadzie, podczas Międzynarodowych Targów Ekologicznych POLEKO 2006. Przez cały rok wystawa będzie wypożyczana zainteresowanym instytucjom. W maju planujemy ekspozycję w poznańskim Ogrodzie Botanicznym.

Ewa Olejnik


Prawo (nie)doskonałe

Rospuda, Rospudy, Rospudzie, Rospudę...

Na początku roku przetoczyła się przez Polskę pierwsza od wielu lat ogólnonarodowa debata na temat związany z ochroną przyrody. Najczęściej powtarzanym, odmienianym przez wszystkie przypadki wyrazem była nazwa rzeki, znanej do tej pory głównie niezbyt licznym pasjonatom kajakarstwa oraz jeszcze mniej licznym przyrodnikom – Rospuda. Innymi wyrazami, których używalność nadzwyczajnie wzrosła, były: ekolog, drzewo, obwodnica, alternatywa, torfowisko..., a także prawo, dyrektywa, decyzja, trybunał... Mimo panujących w lutym mrozów, temperatura dyskusji była wysoka. Pojawiały się różne argumenty, slogany, epitety, figury retoryczne... emocje. Kto ma rację? Jak się w tym połapać?

Cechą współczesnych przekazów medialnych jest skrótowość. Jeśli ktoś chciałby wypowiedzieć przed kamerą myśl na tyle złożoną, że czas potrzebny na jej wypowiedzenie jest dłuższy niż 15 sekund, może być pewny, że mu się nie uda. W połowie wypowiedzi dostanie kolejne pytanie na zupełnie inny temat. Stąd, jeśli problem jest bardziej złożony, trudno liczyć, że ze szklanego ekranu pozna się jego dogłębną analizę. Nieco większe możliwości daje słowo pisane. Czasem można uzyskać nawet 5 stron na objaśnienie zagadnienia. Na takiej powierzchni, można pokusić się o przedstawienie kilku problemów związanych nawet z tak skomplikowaną sprawą, jak prawne aspekty lokalizacji obwodnicy Augustowa.

O co ta awantura?

Czy dolina Rospudy to „dziedzictwo kulturowe”, jak twierdzi Minister Środowiska? Twór jakich wiele, który powstał dzięki działalności lokalnej społeczności – wycięciu lasu i użytkowaniu łąk w dolinie rzecznej? Liczne ekspertyzy zdecydowanie potwierdzają coś odmiennego – w spornym miejscu znajduje się duży kompleks przepływowych torfowisk alkalicznych, powstałych w wyniku akumulacji torfów turzycowo-mszystych, zachodzącej w sposób niezakłócony od ok. 1–2 tysięcy lat. Badania torfu potwierdzają, że teren ten – poza wąską strefą na obrzeżach – nigdy nie był zalesiony. Jest to wg współczesnej wiedzy jedyny duży płat tego typu torfowiska w Europie, który przetrwał do dziś w stanie modelowym, praktycznie niezakłóconym przez działalność człowieka. Inne torfowiska tego typu, np. nad Biebrzą, są częściowo osuszone lub w inny sposób przekształcone w wyniku gospodarowania. Z tym doskonałym stanem siedliska wiąże się występujące na nim bogactwo świata roślin, grzybów i zwierząt. Tak – zasługą Polski i lokalnych społeczności jest to, że tego unikatowego siedliska do tej pory nie zniszczono. Nie jest to jednak powód, aby można było to zrobić teraz. Przeciwnie – mając coś absolutnie unikatowego, jesteśmy szczególnie odpowiedzialni za to, aby to dziedzictwo uszanować i zachować dla przyszłych pokoleń.

Projekt inwestycji, stanowiący przedmiot sporu, dotyczy wybudowania w poprzek tej doliny, w jednym z jej najszerszych miejsc, nowej drogi, długości 17,1 km, o statusie drogi ekspresowej (dwa pasy ruchu w każdym kierunku), omijającej miasto Augustów. Nad torfowiskiem, na odcinku o długości powyżej 500 m, droga ta ma przebiegać po estakadzie opartej na 10 przęsłach. Ma także przeciąć kompleksy leśne Puszczy Augustowskiej – w tym miejsca gniazdowania wielu rzadkich i chronionych ptaków.

Jak to z tą Naturą 2000 jest?

Czy w związku z tym, że procedury związane z planowaniem i uzyskiwaniem pozwoleń na budowę drogi w tym miejscu rozpoczęły się przed przystąpieniem Polski do UE, Polska rzeczywiście nie jest zobowiązana do przestrzegania unijnego prawa ochrony przyrody w odniesieniu do tej inwestycji? Czy rzeczywiście – jak twierdzi Rząd – wystarczy, że spełnione zostały wymagania prawa krajowego? Komisja Europejska, rozpoczynając przeciwko Polsce postępowanie w sprawie niewykonania zobowiązań wynikających z prawa wspólnotowego, jest przeciwnego zdania.

Czy paragrafy uratują dolinę Rospudy?

Czy paragrafy uratują dolinę Rospudy?
Fot. Kamila Brzezińska, CMOK (zmodyfikowane komputerowo)

Zatwierdzony przebieg drogi przecina istniejący od 2004 r. ptasi obszar Natura 2000 (obszar specjalnej ochrony ptaków „Puszcza Augustowska”), a także obejmujący prawie to samo terytorium proponowany specjalny obszar ochrony siedlisk. Ów siedliskowy obszar Natura 2000 jest „jedynie” proponowany przez organizacje pozarządowe w tzw. Shadow List, jednak Rząd Polski w swoich pismach do Komisji Europejskiej deklarował zamiar włączenia go do oficjalnej polskiej propozycji. Nie ma zresztą innej możliwości – ze względu na unikatowe walory przyrodnicze i spełnienie wszystkich kryteriów, bez tego obszaru Polska propozycja sieci nie ma szans na zatwierdzenie przez Komisję Europejską.

Od daty wstąpienia do Unii Europejskiej (1 maja 2004 r.) w stosunku do Polski ma zastosowanie art. 6 ust. 2 (w powiązaniu z art. 7) Dyrektywy Siedliskowej UE. Oznacza to, że Polska, jako państwo członkowskie, ma obowiązek podejmować odpowiednie działania w celu uniknięcia na obszarach Natura 2000 pogorszenia stanu siedlisk i znaczącego niepokojenia tych gatunków, dla których ten obszar został wyznaczony (Europejski Trybunał Sprawiedliwości potwierdził ten obowiązek np. w wyroku w sprawie C-117/00 przeciw Irlandii). Komisja Europejska konsekwentnie broni stanowiska, że jeśli kraj członkowski nie dopełnił obowiązku zgłoszenia do sieci jakiegoś kwalifikującego się obszaru siedliskowego, nie zwalnia go to z obowiązku jego ochrony. W przypadku istniejącego ptasiego obszaru Natura 2000, nie ma żadnych wątpliwości, że obowiązek ten Polski dotyczy.

Czy ta inwestycja może zaszkodzić?

Nie będę tu cytował sprzecznych wypowiedzi, wygłaszanych w mediach przez przedstawicieli Rządu. Przy analizie prawnej istotne są dokumenty. Według raportu oddziaływania tej inwestycji na środowisko, budowa drogi, a szczególnie mostu, przez dolinę rzeki Rospudy spowoduje pogorszenie stanu siedlisk, niepokojenie oraz zagrożenie miejsc lęgowych 17 gatunków ptaków, dla których ten obszar Natura 2000 wyznaczono. Władze polskie potwierdziły istnienie tych zagrożeń w decyzji środowiskowej z 18 października 2006 r., zezwalającej na realizację tego projektu pod pewnymi warunkami, wśród których jest zapewnienie rekompensaty strat siedlisk, jakie poniosą te gatunki ptaków. Oznacza to, że przyjęto, iż inwestycja zmieni status ochrony tego obszaru na mniej korzystny niż przed realizacją projektu, a więc naruszony zostanie art. 6 ust. 2 Dyrektywy Siedliskowej.

A jak wygląda poziom zagrożenia, jakie inwestycja ta może sprowadzić na unikatowe torfowisko? Problem w tym, że... tego nie wie nikt! Oceny przedstawione przez polskie władze nie zawierają jasnych konkluzji co do prawdopodobnego wpływu tej inwestycji na stosunki wodne obszaru – a te są wszak kluczowe dla zachowania tego siedliska. Raport oddziaływania na środowisko stwierdza, że budowa opartego na 360 palach tymczasowego mostu technologicznego (potrzebnego podczas budowy estakady) spowoduje szkody w zbiorowiskach roślinnych oraz powierzchni terenu w strefie budowy. W kwestii prawdopodobnego wpływu projektu na stosunki wodne obszaru, w przesłanych Komisji dokumentach, użyto takich stwierdzeń, jak: „można sądzić”, „wydaje się jednak”... W jednym z raportów autorzy zalecają wykonanie dodatkowych badań terenowych dla ustalenia rzeczywistego systemu zasilania siedlisk w dolinie w wodę. 28 lutego br. Minister Transportu ogłosił podczas konferencji prasowej, że zlecił specjalistom opracowanie takiej technologii budowy estakady, aby nie zaszkodzić dolinie. Trochę... późno. Najpierw powinno się zbadać stosunki wodne i ocenić wpływ, jaki inwestycja (a właściwie wszystkie jej racjonalne opcje) może mieć na środowisko, a dopiero potem podejmować decyzję.

Najwyższe ciało eksperckie w tej dziedzinie – Państwowa Rada Ochrony Przyrody – wypowiedziała się w tej sprawie kilkukrotnie – w czerwcu 2004 r., październiku 2005 r., sierpniu 2006 r. i marcu 2007 r. Konkluzja była zawsze taka sama. Forsowana lokalizacja obwodnicy Augustowa stanowi poważne zagrożenie dla unikatowych siedlisk doliny Rospudy, a istnieją możliwości, których nie uwzględniono w procesie decyzyjnym, a które wyglądają na o wiele mniej szkodliwe. Jest to więc rozwiązanie niedopuszczalne z przyrodniczego i prawnego punku widzenia.

Kompensacja nie wystarczy?

Zwolennicy zatwierdzonego przebiegu trasy podkreślają, że zostaną przeprowadzone działania kompensujące straty, i to na niespotykaną w Polsce skalę. Mają one całkowicie zrównoważyć, a nawet przerosnąć szkody. Podkreśla się, że posadzonych zostanie wielokrotnie więcej drzew niż ich będzie wyciętych. Wylicza się, ile sztucznych zbiorników wodnych zostanie stworzonych oraz ile hektarów drogowcy będą musieli co roku kosić. Czy to nie wystarczy? Proponowane w tym wypadku działania kompensacyjne to niestety rażący przykład niezrozumienia przepisów oraz zasad ochrony przyrody. Po pierwsze – nie młodnik, nie stawy i nie kośne łąki stanowią o walorach tego obszaru. Ich tworzenie nie może więc zrównoważyć ew. strat w siedliskach ptaków czy torfowiskach. Po drugie – nie wiadomo, czy rozpoczęcie koszenia naturalnych siedlisk nie spowoduje degradacji ich obecnych walorów, a więc dodatkowych szkód przyrodniczych. Po trzecie – skandalem jest, że część „kompensacyjnych” zalesień planowanych jest na obszarze proponowanym do ochrony w ramach sieci Natura 2000 ze względu na występowanie na nim suchych, piaszczystych, wapnistych muraw (siedliska o znaczeniu priorytetowym dla Wspólnoty), a także ze względu na występowanie dwóch ściśle chronionych gatunków roślin – sasanki otwartej i leńca bezpodkwiatkowego. Działania takie nie tylko nie mogą być uznane za rekompensatę strat przyrodniczych w innym miejscu, ale dodatkowo spowodowałyby niedopuszczalne zniszczenie kolejnych walorów!

Jeśli nie tędy, to kędy?

„Nie ma alternatywnej propozycji – to, co proponują ekolodzy, to tylko kreska na mapie” – słyszeliśmy wielokrotnie w serwisach informacyjnych. Tymczasem ta kreska, to właśnie zobrazowanie alternatywnej możliwości przeprowadzenia trasy obwodnicy! Organizacje pozarządowe nie są od tego, aby tworzyć techniczne plany. Przy wybieraniu przebiegu trasy należało przeanalizować wszystkie racjonalne możliwości i wybrać najmniej szkodliwą. Tymczasem z nieznanych przyczyn, proponowanej przez obrońców Rospudy wersji przez Chodorki, nie uwzględniono w analizach. Tak – przed wstąpieniem do Unii nie było takiego obowiązku. Ale gdzie zdrowy rozsądek i umiejętność przewidywania?

Niektórzy uczestnicy obozu nad Rospudą rzeczywiście byli tam służbowo – policjanci mieli spisywać dane osobowe protestujących oraz „chronić ich przed gniewem narodu”

Niektórzy uczestnicy obozu nad Rospudą rzeczywiście byli tam służbowo – policjanci mieli spisywać dane osobowe protestujących oraz „chronić ich przed gniewem narodu”
Fot. Adam Tarłowski



Oczywiście droga w alternatywnej lokalizacji też będzie stwarzała pewne zagrożenia. Jednak pod wieloma względami jest ona lepsza od obecnie zatwierdzonej. Przecinałaby dolinę w jednym z najwęższych miejsc – poza obszarem siedliskowym Natura 2000 i w takim miejscu obszaru ptasiego, w którym występuje zdecydowanie mniej chronionych ptaków, z bardziej pospolitych gatunków. Omijałaby środkową, najcenniejszą część doliny. Dzięki możliwości przecięcia rzeki przez jednoprzęsłowy most, zapewnionoby nienaruszalność torfowiska. Te siedliska, które mogłyby być zagrożone zniszczeniem przez budowę drogi, są zdecydowanie bardziej pospolite w Polsce i w większości nieobjęte ochroną prawną. Ponadto w tym miejscu istnieją większe szanse na stworzenie skutecznych przejść dla zwierząt, a więc uniknięcia przerwania korytarza ekologicznego. Pewne niebezpieczeństwo wiąże się z możliwością wypadku drogowego związanego z wyciekiem szkodliwych substancji. Mogłoby to spowodować skażenie położonych niżej cennych obszarów. Oznacza to, że także w tym miejscu należałoby zastosować rozwiązania techniczne minimalizujące prawdopodobieństwo wystąpienia takiej katastrofy.

Co na to Unia?

Komisja Europejska już od prawie 2 lat zwraca uwagę polskiego Rządu na wątpliwości prawne dotyczące kilku inwestycji drogowych w południowo- wschodniej Polsce – w tym planów obwodnicy Augustowa. Pierwsze pisma, słane 5 kwietnia 2005 r., 3 lutego 2006 r. i 31 lipca 2006 r., miały charakter próśb o wyjaśnienia i informacje. Jednak 12 grudnia 2006 r. Komisja przesłała pismo zawierające uwagi formalne (letter of formal notice), rozpoczynając w ten sposób tzw. etap przedsporny procedury prawnej w sprawie o niewykonanie zobowiązań wynikających z prawa wspólnotowego. Komisja Europejska poinformowała w nim, że jej zdaniem przepisy są łamane, i wezwała do usunięcia niezgodności z prawem. Zwrócono w nim uwagę na wszystkie wymienione wyżej i jeszcze kilka innych niezgodności tej inwestycji z dyrektywami Ptasią i Siedliskową UE. Zgodnie z procedurą, polski Rząd mógł albo zastosować się do tych zaleceń, albo przesłać wyjaśnienia, próbując przekonać Komisję, że prawo nie jest łamane. Jednocześnie do czasu wyjaśnienia sprawy powinien wstrzymać działania wskazane przez Komisję jako niezgodne z prawem. Rząd przygotował i przesłał odpowiedź 15 lutego 2007. W międzyczasie jednak wydano wiążące decyzje, rozstrzygnięto przetarg i wykonawca rozpoczął prace (pomiary geodezyjne). Z jednej strony spowodowało to znaną reakcję organizacji ekologicznych („obóz nad Rospudą”), dzięki której sprawa stała się znana opinii publicznej, a z drugiej – bezprecedensowo szybką odpowiedź Komisji Europejskiej. Kolejnym i ostatnim krokiem w przedspornym etapie postępowania jest przesłanie tzw. uzasadnionej opinii (reasoned opinion). Zwykle takie opinie są przyjmowane na specjalnych posiedzeniach Komisji, organizowanych co kwartał, a zainteresowane rządy otrzymują ponownie dwa miesiące na odpowiedź lub wycofanie się z decyzji wskazywanych jako sprzeczne z prawem. Ponieważ jednak pojawiło się niebezpieczeństwo, że zanim skończą się procedury, unikatowe i niemożliwe do odtworzenia walory zostaną zniszczone, zwołano nadzwyczajne posiedzenie Komisarzy i już 28 lutego przesłano uzasadnioną opinię (podobnie jak letter of formal notice – dotyczącą nie tylko obwodnicy Augustowa, ale i innych inwestycji drogowych w NE Polsce). Jednocześnie dano Polsce jedynie 7 dni na odpowiedź. Odpowiedź została wysłana 6 marca. Przez pracowników Komisji została oceniona jako „nieprzyjemna”. Starano się w niej wytknąć błędy w pismach Komisji oraz powtórzono argument, że procedura uzgadniania tej inwestycji rozpoczęła się przed wejściem Polski do UE.

Co dalej?

Powyższy argument Komisja uznaje za „nie na temat”. Nie zarzuca się bowiem Polsce naruszenia unijnych procedur, których w tej sprawie rzeczywiście nie musiała przestrzegać, lecz działania mogące pogorszyć stan obszaru Natura 2000 – a więc naruszenie art. 6 ust. 2 Dyrektywy Siedliskowej oraz art. 6, 10 i 174 Traktatu Wspólnotowego, ustanawiających zasady kompleksowej ochrony, lojalności wszystkich władz państwowych, przezorności oraz zrównoważonego rozwoju. Dlatego w najbliższych dniach Komisja z pewnością zdecyduje o przekazaniu sprawy do Europejskiego Trybunału Sprawiedliwości. Jednocześnie zapewne złoży wniosek, by Trybunał zastosował „środek tymczasowy”, czyli wydał nakaz wstrzymania prac do czasu rozstrzygnięcia sprawy.

Warto zaznaczyć, że trwają także krajowe procedury, mające wstrzymać prace do czasu zmiany lokalizacji trasy. Np. 27 grudnia 2006 r. Rzecznik Praw Obywatelskich zaskarżył decyzję Wojewody Podlaskiego o środowiskowych uwarunkowaniach zgody na realizację obwodnicy Augustowa jako niezgodną z ustawą o ochronie przyrody (poprzez niespełnienie przesłanek warunkujących wydanie decyzji) oraz z Konstytucją RP (poprzez nieuwzględnienie zasady zrównoważonego rozwoju i ochrony środowiska). Wniósł o uchylenie tej decyzji, a do tego czasu o wstrzymanie jej wykonania. Dodatkowo okazało się, że część gruntów na terenie planowanej inwestycji nie została wykupiona ani wywłaszczona i należy do protestujących organizacji lub osób. Zgodnie z prawem, uniemożliwia to realizację inwestycji.

Po raz pierwszy od lat w wielu polskich miastach ludzie wyszli na ulice, by zamanifestować swój stosunek do przyrody i jej niszczenia. Na zdjęciu – jedna z manifestacji w Poznaniu.

Po raz pierwszy od lat w wielu polskich miastach ludzie wyszli na ulice, by zamanifestować swój stosunek do przyrody i jej niszczenia. Na zdjęciu – jedna z manifestacji w Poznaniu.
Fot. Tomasz Kalinowski

Co nam grozi? Jeśli po zastosowaniu przez ETS środka tymczasowego prace zostaną wstrzymane, a potem Polska podporządkuje się wyrokowi – to „jedynie” strata czasu, no i trochę wstydu. Jeśli Rząd spróbuje się nie podporządkować, to w kolejnych wyrokach Trybunał może zasądzić poważne kary – w tym ogromne opłaty za każdy dzień zwłoki w podporządkowaniu się jego decyzjom. Tych kar się nie płaci. One są odejmowane od pieniędzy, które Polska dostałaby z Unii – m.in. na budowę dróg.

Skoro sprawa jest tak oczywista, to skąd ten samobójczy upór? Czy to tylko nieuzasadniona wiara w swoją nieomylność? Myślę, że nie. Po pierwsze – zbliżają się wybory do sejmiku na Podlasiu, więc niektóre partie chcą zdobyć głosy poprzez „nieprzejednaną obronę mieszkańców”. Ale istotniejsza jest chyba świadomość, że Rospuda to jedynie wierzchołek góry lodowej. W Polsce szykuje się sporo inwestycji, które są szkodliwe dla przyrody i sprzeczne z przepisami UE. Część z nich planowana jest ze środków unijnych. Jeśli Rząd przyzna, że jego obowiązkiem jest skuteczna ochrona przyrody, a nie jedynie przestrzeganie krajowych procedur, nie w pełni zgodnych z prawem UE – będzie musiał ustępować i w innych podobnych wypadkach. Idzie więc w zaparte. Miejmy nadzieję, że jednak się opamięta. Bo jeśli dojdzie do kar – ucierpimy wszyscy.

Andrzej Kepel


Jak chronią wydrę nasi zachodni sąsiedzi?

SALAMANDRA 2/2005 (21)

W nawiązaniu do artykułu o ochronie wydry, który ukazał się w numerze 2/2005 Magazynu Przyrodniczego SALAMANDRA, chciałbym zwrócić uwagę na pewną właściwość ryb karpiowatych, która sprawia, że dla wydry są one trujące. Oczywiście nie dyskwalifikuje to karpia jako jej ofiary, ale może tłumaczyć, dlaczego wydra często pozostawia go na brzegu nieruszonego lub tylko nagryzionego. Przyczyną jest zawarty w mięśniach ryb karpiowatych enzym tiaminaza. Białko to odpowiedzialne jest za rozkład tiamin – witaminy B1. Niedostatki tej witaminy objawiają się brakiem apetytu, wymiotami, naprzemiennymi stanami otępienia i pobudzenia, prowadząc do dysfunkcji układu krążenia, nerwowego, a nawet całkowitego paraliżu z zejściem śmiertelnym. Dla ludzi tiaminaza zawarta w rybach nie jest niebezpieczna, ponieważ ulega szybkiemu rozkładowi podczas gotowania lub smażenia, a surowych ryb się w Polsce nie jada. Z przykrymi skutkami jej działania spotykają się czasami hodowcy kotów czy gadów, gdy karmią je surowymi rybami, albo odpadami z ryb. Wśród naszych karpiowatych najwięcej tiaminazy zawierają mięśnie leszcza, a następnie właśnie karpia. Enzym ten występuje także w niektórych roślinach (skrzyp polny, jaskry), w zepsutych produktach spożywczych – w pleśniach i niektórych glonach.

O problemie tym dowiedziałem się od doktora Stefana Sikory z Akademii Rolniczej w Poznaniu, któremu udało się doprowadzić do rozmnożenia wydry w niewoli. Początki hodowli były jednak ciężkie. Jak się później okazało, właśnie z powodu karmienia zwierząt odpadami ze stawów rybnych – niewymiarowymi karpiami i leszczami. Wydry traciły zdolność poruszania łapami, miały trudności z oddychaniem... Dopiero po podaniu dużych dawek antybiotyków wracały do zdrowia. Po przestudiowaniu literatury zwrócono uwagę na tiaminazę. Podanie antybiotyków zabijało bakterie w przewodzie pokarmowym zwierząt, dostarczając im niezbędnych witamin. Gdy z pokarmu podawanego wydrom wykluczono surowe karpiowate, dodano pełnoziarniste zboża i kilka ziół, niepokojące objawy minęły.

Paweł Szablewski

Od Redakcji

Określenie, że ryby karpiowate są trujące dla wydr, jest nieco przesadne. Dzikie wydry zjadają karpie i, mówiąc trywialnie, nie trują się. Gdy ich dieta jest różnorodna (wiele gat. ryb, płazy) i zawiera tylko domieszkę karpia, efekty negatywne nie występują. Niezdrowa jest przesada – objawy pojawiają się u wydr karmionych głównie karpiami w warunkach hodowlanych. Ciekawe, że gdy porównamy zagęszczenia karpia i innych ryb w zbiorniku wodnym do udziału tych ryb w pokarmie wydr, widać, że niektóre gat. są wyraźnie preferowane, natomiast karp zjadany jest w proporcjach niższych niż by to wynikało z jego dostępności.






Listy do Redakcji

Kwiecień w Puszczy

W pierwszych dniach kwietnia białowieskie grądy prezentują się nader powabnie. Dno lasu lśni czystą bielą zawilców, urozmaiconą tu i ówdzie plamami błękitnych przylaszczek i purpurowych kokoryczek. Korony grabów, ledwo zaznaczone seledynowymi listkami, pozwalają słońcu malować kwiaty leśnych geofitów. Przyrodnicy nazywają to rozmijanie się kwitnienia roślin runa z rozwojem liści drzew – aspektem wiosennym.

Wśród gwaru ptasich głosów wyraźnie słychać maleńkiego mysikrólika i pogwizdującego kowalika
Fot. Cezary Korkosz (2x)

W błogiej nieświadomości jakichkolwiek aspektów, tuż przy ziemi kwitną miodunki, fiołki, piżmaczki, szczawiki.... Nieco wyżej wawrzynek wilczełyko i porzeczki. Najbliżej błękitnego nieba olchy, topole, wierzby, wiązy. Po prostu kwiecień. Ścieżkę dźwiękową tego spektaklu wypełniają malutkie mysikróliki i zniczki, nieco większe sikory, pełzacze, kowaliki, średnia liga drozdów, dzięciołów... Cały, niemal już kompletny, chór ptasich śpiewaków. W rześkim wiosennym powietrzu zmysł węchu pieszczą kwiatowe estry i aromaty pierwszych wiosennych grzybów – smardzy, z nieco metaliczną nutą butwiejących liści.

Wrrrrrrrr. Świdrujący dźwięk daleko niesie się po skąpanym w promieniach słońca lesie. Czy to przebudowa drzewostanu lub zabiegi pielęgnacyjne? A może to ratowanie Puszczy przed wrogiem publicznym numer 1 – kornikiem?

Wiekowe świerki stoją na straży ostatnich skrawków Puszczy

Wiekowe świerki stoją na straży ostatnich skrawków Puszczy
Fot. Adriana Bogdanowska

Tak, to „akcja ratunkowa”. Pada dwustuletni świerk. Zostanie okorowany, pozbawiony gałęzi i sprzedany. Człowiek „ratuje” Puszczę, która rośnie tu od niemal siedmiu tysięcy lat. Rośnie razem z kornikami, wcześniej karygodnie lekceważonymi. Niemal centymetrowej długości bielojad olbrzymi (Dendroctonus micans) i zaledwie milimetrowy skrycik najmniejszy (Crypturgus pusillus), tudzież inni złoczyńcy z rodziny kornikowatych (Scolytidae), toczą krwawy bój z drwalami uzbrojonymi w piły spalinowe. Stawka jest wysoka. Ostatnie skrawki Puszczy – pozostałości lasów naturalnych, które niegdyś pokrywały europejski niż.

Za królów w złotych koronach ludzie całkiem próżnowali, pozwalając rosnąć Puszczy Białowieskiej, jak jej się chciało. Za carów też nieco się lenili, pozyskując drewno wyłącznie zimą i to za pomocą jakże prymitywnych narzędzi. W II, III i IV RP wzięli się wreszcie do roboty, „aktywnie chroniąc” białowieskie lasy. W maju 2003 roku zwiększono nawet plany pozyskania drewna. Pozwoli to jeszcze skuteczniej „ratować” Puszczę, której aż 30% zachowało do dzisiaj cechy lasu naturalnego.

Obok „aktywnej ochrony lasu” tworzy się także rezerwaty. Ostatnio powstał nawet wielki rezerwat – Lasy Naturalne Puszczy Białowieskiej. Jesienią 2005 roku, zapewne w ramach zabiegów hodowlanych, od zmierzchu do świtu trwała tam kanonada sztucerów, boków, dwu i trójlufek z lunetkami i bez lunetek. Leśnymi dróżkami ciągnęli dzielni myśliwi w dżipach z pozyskanymi jeleniami i całą resztą zwierzyny, którą trzeba było objąć zabiegami selekcyjnymi w nowo utworzonym rezerwacie. Koniec z lenistwem!

Dno lasu lśni czystą bielą zawilców, urozmaiconą tu i ówdzie plamami purpurowych kokoryczy

Dno lasu lśni czystą bielą zawilców, urozmaiconą tu i ówdzie plamami purpurowych kokoryczy
Fot. Adriana Bogdanowska

Starożytny grecki historyk Herodot pisał, że w jego czasach można było podróżować z Tangeru w Maroku do Aleksandrii w Egipcie wzdłuż wybrzeża Afryki Północnej – w cieniu zielonego listowia. Wówczas tereny te zamieszkiwali Berberowie. Na małych poletkach uprawiali zboża, a po rzekach pływali łodziami z trzciny pochodzącej z tysięcy kilometrów kwadratowych mokradeł, pokrywających teren obecnej Sahary zaledwie kilkaset lat przed narodzeniem Chrystusa. Pośród Berberów osiedlili się Fenicjanie. Zakładali miasta-państwa i prowadzili handel z większością ówczesnego świata. Potrzebowali solidniejszych łodzi, dużo łodzi. Budowali je z drewna. Potrzebowali więcej pól uprawnych, by zarobić więcej pieniędzy. Karczowali więc i wypalali lasy.

Wystarczyło kilkaset lat, by żyzną zieloną krainę obfitującą w rzeki i mokradła, ptaki i słonie, lwy i nosorożce, przekształcić w największą na świecie pustynię. Podobny scenariusz pieniądz napisał Mezopotamii, południowej Grecji, Turcji... i wielu innym obszarom Ziemi. Około 400 roku przed Chrystusem narodził się w Grecji ruch „zielonych”. Na jego czele stali Platon i Arystoteles. Myśliciele ci już wówczas dostrzegli współzależność pomiędzy wycinaniem lasów i erozją gleby. Platon pisał, że ziemia jest jak ciało wyniszczone przez chorobę, w którym znikły wszystkie miękkie, żywe części, a pozostał jedynie goły szkielet.

Kwiecień w Puszczy. Wieczór. Wysoko, z korony trzystuletniego dębu, niesie się głos drozda śpiewaka – Filip, Filip, Filip, trafił, trafił, trafił. W pobliskim olsie wyprosiła się locha. Dziesiątka pręgowanych, sytych dziczków spokojnie zasnęła przy matce. Tumak, ryś, wilk i łasica ruszają na łowy. Z pobliskiego świerkowego boru na torfie dochodzi fletowy gwizd sóweczki.

Przyrodnicy ślą petycje o rozszerzenie Białowieskiego Parku Narodowego na obszar całej Puszczy i protestują przeciwko bezsensownym ingerencjom w odwieczne, pierwotne ekosystemy. Czy to wystarczy?

Tomasz Lippoman

Od Redakcji

W lasach Puszczy Białowieskiej występują świerki – drzewa charakterystyczne dla obszarów górskich oraz stref chłodnych. Zmiany klimatyczne sprawiają, że granica ich naturalnego występowania cofa się na północ. Rosnące w pogarszających się warunkach świerki są osłabione i bardziej podatne na ataki różnych owadów. Walka z tym zjawiskiem poprzez zwalczanie „szkodników” jest więc z góry skazana na niepowodzenie, a co najwyżej może przyspieszyć zanik tego gatunku drzewa w Puszczy. Jeśli naturalne procesy (np. wzrost liczby naturalnych wrogów owadów atakujących świerki lub ponowne ochłodzenie klimatu) nie zatrzymają tego wymierania, świerki stopniowo ustąpią miejsca gatunkom ciepłolubnym.


Shqiperia – przyrodnicze impresje z wyprawy do Albanii

Część I

Albania już czterokrotnie była celem naszej wyprawy – rok po roku, wiosną, latem i jesienią, penetrowaliśmy kolejne regiony niewielkiej republiki, określanej przez jej mieszkańców egzotyczną nazwą Shqiperia. Być może trzeba było odrobiny szaleństwa, aby nie posiadając samochodu terenowego, porwać się na drogi, których znaczna część ma charakter poszerzonych ścieżek dla osłów (wykorzystywanych jednak powszechnie przez popularne tu stare mercedesy). Nasz wyprawowy polonez kombi (a ostatnio volvo) przechodził tam naprawdę ciężkie chwile. Dla lepszego obrazu należałoby jeszcze dodać przeczytane opowieści o obyczajach górskich plemion, na czele z krwawą zemstą rodową (gjakmarrja), ciągnącą się ponoć przez dziesiątki lat, zgodnie z zasadą, że „krew się nie starzeje”.

„Rydwan” – popularny albański wehikuł

„Rydwan” – popularny albański wehikuł
Fot. Alek Rachwald

Ten zapomniany zakątek Europy nie jest jednak – jak można by przypuszczać – nieskażoną ostoją dzikiej przyrody ani schronieniem ludzi żyjących wciąż w pradawny, niezakłócony cywilizacją sposób. Wręcz przeciwnie! Pięćdziesiąt lat najbardziej ekstremalnej formy komunizmu, później zaś rabunkowa gospodarka i anarchiczny stosunek miejscowych społeczności do własnego otoczenia, sprawiły, że z egzotycznej i dzikiej krainy pozostały jedynie strzępy. Albania została nie tyle – jak kraje Europy Zachodniej – zabudowana i uporządkowana, ile zatruta metalami ciężkimi, pokryta surrealistycznymi ruinami betonowych konstrukcji, stosami śmieci, haliznami po wyciętych lasach oraz usypiskami osadów, naniesionych na skutek erozji z ogołoconych zboczy. Po archaicznych, barwnych obyczajach niewiele pozostało, choć ocalała (podobno) praktykowana gdzieniegdzie krwawa zemsta.

Czegóż w takim kraju jak Albania może poszukiwać przyrodnik? Pierwsze oznaki dewastacji mogą odstraszyć turystów i badaczy, jednak w tym spustoszonym krajobrazie zachowały się tak przyrodnicze, jak i historyczne perełki. Obok sypiących się, betonowych blokowisk i fabryk znajdziemy stare meczety, cerkwie z zachwycającymi freskami, kamienne mosty z czasów tureckich i ruiny średniowiecznych zamków. Obok śmietnisk, kopalń i hałd natkniemy się na dzikie góry i interesującą szatę roślinną, której nie brak endemitów – gatunków niespotykanych nigdzie indziej na świecie. W Albanii, mimo rozpowszechnienia broni palnej i kłusownictwa, utrzymały się też wielkie ssaki drapieżne, o czym przekonaliśmy się sami, znajdując tropy niedźwiedzia brunatnego (Ursus arctos) w gęsto zaludnionym krajobrazie, niedaleko granicy z Macedonią. Wielkie jeziora i laguny są obszarami ważnymi dla ochrony ptaków w skali całej Europy. W głębokich jaskiniach bułgarscy speleolodzy odnaleźli nie tylko kilometry nowych korytarzy i studni, ale również dziesiątki nowych dla Albanii owadów, skorupiaków, pajęczaków i wijów, wśród nich również trzy gatunki nieznane w ogóle światowej nauce! Jednak o wielu grupach tamtejszych roślin i zwierząt wiadomo do dzisiaj niewiele. Chciałbym się podzielić strzępami wrażeń na temat albańskiej przyrody, wyniesionymi z czterech wypraw, zrealizowanych wspólnie z dwoma innymi przyrodnikami – Konradem Sachanowiczem z Torunia i Alkiem Rachwaldem z Warszawy.

Skalne ogródki

Albanię cechuje największa na naszym kontynencie koncentracja masywów górskich zbudowanych z serpentynitu, co sprzyja występowaniu bogatej, ściśle związanej z takim podłożem flory. Serpentynit jest skałą powstającą z przeobrażenia skał magmowych pod wpływem wysokiej temperatury i przy udziale wody (np. w miejscach styku płyt kontynentalnych na dnie oceanu). Jest zielony lub zielonoszary, wietrzejąc przyjmuje jednak barwę brązową lub brązowożółtą. Gleby wykształcone w szczelinach serpentynitowych skał są bardzo ubogie w wapń, niezwykle zaś bogate w magnez, stanowiąc jedyne siedliska wielu unikalnych gatunków roślin. W Polsce do takich należy malutka paproć – zanokcica serpentynowa (Asplenium adulterinum), rosnąca u nas wyłącznie w Sudetach i na ich pogórzu. Dzięki staraniom naszego kraju, włączono ją do Załącznika II unijnej Dyrektywy Siedliskowej, będącej podstawą wyznaczania europejskiej sieci ostoi przyrody Natura 2000.

Północna brama

Dwa z 250 000 bunkrów – pamiątka po totalitarnym szaleństwie – dziś we władaniu przyrody

Dwa z 250 000 bunkrów – pamiątka po totalitarnym szaleństwie – dziś we władaniu przyrody
Fot. Mateusz Ciechanowski


Wjeżdżających od północy do Albanii wita najpierw rozległe, płytkie Jezioro Szkoderskie, przez które przebiega granica z Czarnogórą. Standard nawierzchni drogi po drugiej stronie granicznego szlabanu błyskawicznie spada, zaś po lewej rozciągają się rzucające na wszystko cień, wapienne góry – przedpole Alp Północnoalbańskich. Ich zbocza pokryte są suchymi, kolczastymi zaroślami, wśród których wiosną uwijają się nieliczne ptaki, m.in. trznadle czarnogłowe (Emberiza melanocephala). Wyschnięte w sierpniowym słońcu krzaki łatwo stają w ogniu, o ile wcześniej nie zostaną zjedzone przez kozy. W efekcie, nagie wapienne zbocza i rumowiska są jeszcze bardziej ponure, choć ogrom północnych gór i głębokość ich dolin może budzić zachwyt podróżnych.



Góry północnej Albanii – malowniczy „fiord” w dole to w rzeczywistości jezioro zaporowe potężnej elektrowni wodnej

Góry północnej Albanii – malowniczy „fiord” w dole to w rzeczywistości jezioro zaporowe potężnej elektrowni wodnej
Fot. Alek Rachwald

Tajemnicze Alpy Północnoalbańskie pozostają niedostępne dla naszego wehikułu, więc musimy się skierować jedyną przejezdną drogą na południe, prowadzącą przez płaską równinę u podnóża gór. Jest ona zbudowana ze żwirów i rumoszu, późną wiosną i latem zupełnie pozbawiona wody, przecięta korytami rzek, suchymi jak pieprz przez dziewięć miesięcy w roku. Ubogą trawiastą roślinnością żywią się stadka owiec. W połowie września, kiedy rozpoczyna się tu druga wiosna, w oczy rzucają się fioletowe kwiaty zimowitów jesiennych (Colchicum autumnale). Równina jednak nie jest bynajmniej bezludna – wszędzie w polu widzenia dostrzeżemy rozrzucone wioski. Towarzyszy im jednak coś jeszcze – betonowe kopuły, lekko obsypane ziemią... To tylko niektóre z 250 tys. bunkrów, jakie kazał wznieść komunistyczny dyktator, Enver Hoxha (wym. Hodza), aby obronić Albanię przed atakiem światowej koalicji imperialistów, do której w swym szaleństwie zaliczył stopniowo nie tylko Stany Zjednoczone i Jugosławię, ale też... Związek Sowiecki i Chiny. Dziś w konstrukcjach tych Albańczycy trzymają owce, kozy i inne zwierzęta, zabezpieczając wejścia prowizorycznymi płotkami z kolczastych gałęzi... W sąsiedztwie bunkrów dostrzegamy kępy dziwnej krzewinki, rosnącej w zaskakująco równych rzędach. Po bliższym przyjrzeniu się, rozpoznajemy uprawy lawendy wąskolistnej (Lavandula angustifolia), tej samej, która rozsławia swymi fioletowymi kwiatami pola francuskiej Prowansji.

Od nizin do gór

Druga wiosna – kwitnące we wrześniu krokusy wąskolistne

Druga wiosna – kwitnące we wrześniu krokusy wąskolistne
Fot. Alek Rachwald

Za miastami Szkodra i Lezhe góry odsuwają się od morza, zaś kamieniste pogórze ustępuje żyznym, rolniczym nizinom. Są to dawne bagna, dziś całkowicie zmeliorowane, poprzecinane siecią brudnych kanałów i dolnych odcinków albańskich rzek, każdej wiosny ozdabiających nadbrzeżne zarośla girlandami plastikowych worków, szmat i innych śmieci. W gęsto zabudowanym terenie niewiele jest do oglądania, trudno tu też o miejsce pod namiot. Miejscami w oczy rzucają się jednak szuwary gigantycznej trzciny laskowej (Arundo donax), osiągającej wysokość 4–6 metrów i używanej do produkcji ustników niektórych instrumentów dętych (np. fagotu). Wiosną, w stadzie migrujących na północ swojskich jerzyków, dostrzegliśmy ich większego krewniaka, wspaniałego jerzyka alpejskiego (Apus melba), o ponad półmetrowej rozpiętości skrzydeł. Porzucając krajobraz przypominający nieco nasze Żuławy Wiślane, wjechaliśmy w góry rozciągające się na wschód od Szkodry. Kręta droga nad przepaściami przecina głębokie doliny oraz dzikie, nieuregulowane wciąż rzeki. Odarte z roślinności zbocza pokryte są rumowiskami, piargami i spękanymi blokami skał. Małe wioseczki skupiają wokół siebie poletka kukurydzy, ogrody i nieliczne wyższe drzewa, szczególnie częste nad rzekami topole włoskie (Populus nigra var. italica). W koronach topoli spotykaliśmy gniazdujące kolonijnie wróble śródziemnomorskie (Passer hispaniolensis). Na drutach siedzą też często jaskółki rudawe (Cecropsis daurica), na pierwszy rzut oka nieco podobne do naszej dymówki. Przy wejściach do bunkrów spotykaliśmy ich przylepione bokiem do stropu gliniane gniazda w kształcie butelek z wąskimi szyjkami.

Olbrzymie trzciny laskowe – typowy widok nad nizinnymi odcinkami albańskich rzek

Olbrzymie trzciny laskowe – typowy widok nad nizinnymi odcinkami albańskich rzek
Fot. Alek Rachwald

W przeciwieństwie do gorących, wapiennych pogórzy koło Szkodry, góry na wschód od tego miasta obfitują w wodę – wszędzie spotykamy wartkie strumienie, woda leje się też z rur wbitych w przydrożne mury oporowe, ciurka przemyślnie żłobionymi rowkami, prowadzącymi życiodajną ciecz do położonych na zboczach upraw. Górskie strumienie gromadzą specyficzną faunę. Należy do nich żaba strumieniowa (Rana graeca), składająca w nich skrzek, oraz okazały niejadowity wąż – zaskroniec rybołów (Natrix tessellata), nurkujący tam w pogoni za rybami. Pamiętam chwile niepewności, kiedy liczący ponad pół metra osobnik wyskoczył jak sprężyna spod podnoszonego plecaka, zostawionego na noc koło namiotu. Gad skrył się wprawdzie w płynącym obok strumieniu, ale zdążyliśmy rzucić na niego okiem i przekonać się, że jest zaskrońcem, nie zaś np. częstą tu żmiją nosorogą (Vipera ammodytes). Tę ostatnią miałem okazję spotkać, gdy prysnęła mi spod nóg przy wejściu do górskiej jaskini na wschodzie kraju. Uchodzi ona za najbardziej jadowitego europejskiego węża, niegdyś zbierającego śmiertelne żniwo wśród chodzących boso bałkańskich wieśniaków. Nad kwiecistymi łączkami uwijają się pospolite tu pazie żeglarze (Iphiclides podalirus). Te okazałe motyle w Polsce uważane są za narażone na wymarcie, natomiast w niektórych krajach śródziemnomorskich traktowane są jak szkodniki. Ich gąsienice niszczą liście śliw, przyprawiając sadowników o niemałe straty.

Lasy, kozy i ludzie

Górskie lasy z sosną czarną

Górskie lasy z sosną czarną
Fot. Mateusz Ciechanowski

Omawiając roślinność wysokich gór świata, szczególną uwagę poświęca się zwykle położeniu górnej granicy lasu. W Albanii trzeba jednak najpierw dotrzeć do... dolnej granicy lasu, aby w ogóle zobaczyć więcej drzew. Podobnie jak w Grecji, Włoszech czy Hiszpanii, również tutaj kilka tysięcy lat intensywnego rolnictwa, wypasu i osadnictwa położyło kres drzewostanom w niższych partiach gór. Dopiero gdy kręte drogi doprowadziły nas na wysokość 700–1000 m n.p.m., oczom naszym ukazała się lesista kraina, zdominowana przez sosnę czarną (Pinus nigra), o długich ciemnych igłach i burej korze. Tu ujawnił się niezwykły geologiczny przekładaniec, tworzący albańskie góry. Zielone i brązowe serpentynity, kilka kilometrów dalej cienkie warstwy żółtawego piaskowca, następnie białoszare wapienie. Jesienią, na jednym z nagich wapiennych rumowisk, spotykamy dziesiątki subtelnych różowych kwiatów, wyrastających na bladych łodyżkach spomiędzy kamieni. To cyklameny (Cyclamen hederifolium), znane nam raczej jako rośliny uprawiane w doniczkach na parapecie. W miejscu tym znajdujemy również wielkie ślimaki Helix aspersa o pasiastych muszlach, krewniaków rozpowszechnionego u nas winniczka.

Również lasy zmieniają się z doliny na dolinę. Za kolejnym zakrętem monotonne drzewostany sosny czarnej ustępują swojskim bukom zwyczajnym (Fagus sylvatica), po drugiej zaś stronie przełęczy – wyniosłym jodłom pospolitym (Abies alba). W następnej dolinie, między leśnymi drzewami pojawiają się kasztany jadalne (Castanea sativa), zaś przy zrujnowanych barakach dostrzegamy pędy winorośli właściwej (Vitis vinifera) z bujnymi kiściami soczystych owoców, wspinające się na pnie sosen czarnych. Przed samochodem przebiegło nam stadko góropatw skalnych (Alectoris graeca), wyglądających jak nasze kuropatwy, które ktoś pomalował jaskrawymi barwami, niczym szykujących się do boju indiańskich wojowników. Częściej jednak droga okazywała się zatarasowana przez stado owiec, psy i pasterzy, przypominając nam, że krainę tę zamieszkują również ludzie. Za każdym zakrętem ujawniały się dachy domów, nie sposób też było zrobić zdjęcia górskiego krajobrazu, w którym środek kadru nie byłby przecięty drutami wysokiego napięcia. W głębokich dolinach rzeki Drinit i jej dopływów połyskiwały niebieskozielone wody zbiorników zaporowych potężnej elektrowni wodnej w Fierzë, głosząc chwałę kraju, który według komunistycznej propagandy jako pierwszy i jedyny całkowicie zakończył elektryfikację...

Chaotyczny i niekontrolowany wyrąb górskich lasów

Chaotyczny i niekontrolowany wyrąb górskich lasów
Fot. Alek Rachwald

Górskie lasy Albanii wciąż giną. Tam, gdzie przez stulecia nie docierali ludzie z siekierami, teraz pojawiają się obszary spustoszone przez niekontrolowaną wycinkę, prowadzoną przez mieszkańców na własne potrzeby. Stare chińskie ciężarówki docierają wysoko na zbocza, aby załadować pnie i kłody. Całe zbocza zostają ogołocone z wiekowych sosen i buków, z których ludzie biorą co dziesiąty pień, reszta zaś zalega na zrębach. Na haliznach tworzą się całe pola kikutów, porośnięte paprocią orlicą pospolitą (Pteridium aquilinum), tak trującą, że nie tkną jej ani wszędobylskie kozy, ani bydło, natomiast w tajemniczym celu zbierają ją albańscy górale, układając w wysokie stosy wokół ostruganych z gałęzi drzewek. Zrywka drzewa pociąga za sobą erozję zboczy i kolejna dolina pokrywa się nagimi usypiskami. Rozległe połacie gór pokrywają zarośla karłowatego dębu burgundzkiego (Quercus cerris), którego gałęzie również są ścinane i suszone w wysokich kopcach. Najdziwniejsze okazały się „drzewostany” złożone z grabów (Carpinus betulus), sięgających nam ledwie do kolan, dzięki regularnemu strzyżeniu przez kozy, wskutek czego przybrały postać miniaturowych japońskich drzewek bonsai.

Jezioro Prespa w sierpniu

Jezioro Prespa w sierpniu
Fot. Mateusz Ciechanowski

Czółno używane na bagnach Małej Prespy

Czółno używane na bagnach Małej Prespy
Fot. Mateusz Ciechanowski

Wrześniowy pobyt w górach łączył się z zimnem, ciągłym deszczem, przetaczającymi się przez doliny mgłami i niskimi chmurami. W sierpniu, kiedy tereny te piekły się w letnim słońcu, skały były areną wyścigów setek jaszczurek, zwłaszcza niespotykanych u nas murówek zwyczajnych (Podarcis muralis). Większe, jaskrawiej ubarwione gatunki, takie jak jaszczurka trójpręga (Lacerta trilineata) czy jaszczurka zielona (L. viridis), udawało nam się znaleźć jedynie w postaci rozjechanych na asfaltowych szosach placków.

W niżej położonych, cieplejszych okolicach pojawiają się dzikie figowce (Ficus carica), których dojrzałe owoce urozmaicały nam niekiedy dietę opartą o transportowane z Polski zapasy. Zbocza skalistych wąwozów, porośnięte gąszczem poskręcanych figowców, pnączy i kolczastych krzaków, okazały się ostoją... popielic (Glis glis), których donośne pochrząkiwania rozbrzmiewały w sierpniowe i wrześniowe wieczory. Gryzonie te uchodzą za ściśle związane ze starymi lasami, tymczasem tutaj trzymają się nie tylko skał, ale wręcz chronią się w podziemnych bunkrach. Właśnie w takim obiekcie miałem najbliższe spotkanie z popielicą. Zwierzątko łaziło po ścianie, w świetle latarki, kilka kroków ode mnie, po czym usiadło na betonowym gzymsie i wpatrywało się przez chwilę we mnie wielkimi, czarnymi oczami.

Jeziora wśród gór

Bagna i szuwary Małej Prespy – odległa tafla jeziora to już Grecja

Bagna i szuwary Małej Prespy – odległa tafla jeziora to już Grecja
Fot. Alek Rachwald

Podążając ku wschodowi kraju, krętymi, ale już lepszymi drogami, dotarliśmy w końcu do wielkich, położonych na wysokości około 700 m n.p.m., tektonicznych jezior. Ich pełne życia wody wyraźnie kontrastują z suchymi i porośniętymi przez kolczaste zarośla górami. Pierwsze z nich, Jezioro Ochrydzkie, jest przecięte na pół granicą albańsko-macedońską. Błękitna, uboga w substancje odżywcze woda jest tak przezroczysta, że kamieniste dno widać do głębokości 0 metrów. Nie spędziliśmy tu jednak zbyt wiele czasu, zerkając jedynie na stojących przy szosie tubylców, próbujących sprzedać przejezdnym pęczki ustrzelonych z dubeltówki... ściśle chronionych, zagrożonych wymarciem kormoranów małych (Phalacrocorax pygmaeus). Wreszcie dojechaliśmy do położonego 160 metrów wyżej jeziora Prespa, podzielonego między Albanię, Macedonię i Grecję. Inaczej niż Ochrydzkie, jest ono płytkie i muliste, zaś jego zatoki zarośnięte szuwarami trzcinowymi i rzadkimi u nas grzybieńczykami (Nymphoides peltata).

Przejrzały owoc figowca

Przejrzały owoc figowca
Fot. Alek Rachwald

Na czwartej wyprawie udało nam się również dotrzeć do wcinającej się w głąb Albanii zatoki greckiego jeziora Mała Prespa. A przynajmniej tak wyglądało to na mapie. Po przeprawie przez górską przełęcz ujrzeliśmy bagnistą dolinę, zajętą przez rozległe trzcinowiska i kożuchy grążeli żółtych (Nuphar lutea). Otwarte lustro wody dostrzegliśmy dopiero z wyższego punktu i z pewnością znajdowało się ono już w Grecji. Jeśli dolina ta jest rzeczywiście zatoką jeziora, to chyba tylko na wiosnę, kiedy topniejące śniegi podniosą poziom wody o co najmniej metr. Na przecinających Małą Prespę kanałach, mieszkańcy okolicznych wiosek łowią ryby tradycyjnymi metodami – pływają wąskimi czółnami, zbitymi z kilku desek, oraz budują płotki z trzciny, naprowadzające ofiary do sieci.

Murówka zwyczajna, pospolita jaszczurka krajów śródziemnomorskich

Murówka zwyczajna, pospolita jaszczurka krajów śródziemnomorskich
Fot. Alek Rachwald

Jeziora Prespa i Mała Prespa uchodzą za raj dla ornitologów, toteż właśnie dla ochrony ptaków powołano chroniące te tereny parki narodowe (Parku Kombetar). Na wystających z wody palikach siedzą kormorany małe i beztrosko suszą skrzydła. Towarzyszą im czaple nadobne (Egretta garzetta), spotykane w Albanii nad każdym większym jeziorem, laguną czy zbiornikiem. W szuwarach nad Prespą wypatrzyliśmy również innych przedstawicieli czaplego rodu – ślepowrony (Nycticorax nycticorax), zaś daleko od brzegu, na spokojnej tafli jeziora – pelikana kędzierzawego (Pelecanus crispus). Na wapiennych klifach i skalistych zboczach wokół jezior spotkaliśmy też egzotyczne dla nas ptaki lądowe, m.in. modraka (Monticola solitarius), niewielkiego drozda, którego samiec cechuje się jednolitym ciemnoniebieskim upierzeniem. Wśród nagich ścian licznie uwijają się kowaliki skalne (Sitta neumayer), zakładające gniazda z błota w szczelinach i pod nawisami skał. Towarzyszą im krępe, bure, podobne nieco do naszych brzegówek jaskółki skalne (Ptyonoprogne rupestris). Rumowiska wapiennych bloków i podnóża ścian porośnięte są luźnymi zaroślami bukszpanu zwyczajnego (Buxus sempervirens), znanego u nas głównie jako ozdoba wielkanocnych koszyczków ze święconką. Jest to ulubione środowisko życia myszy skalnej (Apodemus mystacinus), spotykanej w Europie jedynie na Półwyspie Bałkańskim. Gryzoń ten wyróżnia się szarawym ubarwieniem futerka – należące do tego samego rodzaju, znane nam również z Polski, myszy leśne i zaroślowe mają sierść żółtawą lub żółtobrązową. Jej niezwykle długie wibrysy (popularnie zwane wąsami) są czułym narządem dotyku i umożliwiają myszy skalnej penetrację głębokich szczelin oraz przestrzeni wewnątrz rumowisk.

Bałkański Bajkał

Jezioro Ochrydzkie istnieje od 4–10 milionów lat, zaś jego głębiny sięgają 300 metrów. W tak starym i głębokim jeziorze zdążyło wyewoluować około 200 endemicznych gatunków. Należą do nich zarówno glony, skorupiaki, gąbki, mięczaki, wypławki, jak i osiem gatunków ryb, w tym cenione przez miejscowych rybaków trocie, letnica (Salmo letnica) i belvica (Acantholingua ohridana). Tak zaawansowany proces specjacji (powstawania nowych gatunków) cechuje wiele innych, głębokich i geologicznie starych jezior, np. afrykańską Tanganikę czy syberyjski Bajkał. W sąsiednim, płytkim jeziorze Prespa endemicznych zwierząt jest niewiele. Należą do nich trzy podgatunki znanych i u nas ryb – świnki (Chondrostoma nasus prespensis), brzanki (Barbus meridionalis prespensis) i uklei (Alburnus alburnoides prespensis).

Opuściwszy wielkie bałkańskie jeziora i podążając dalej na południe, dotarliśmy wreszcie do rejonów o prawdziwie śródziemnomorskiej przyrodzie – do krainy oliwek, cyprysów i... wszędobylskich żółwi. O wszystkim tym opowiem jednak w następnym numerze „Salamandry”.

Mateusz Ciechanowski

Wybór numeru

Aktualny numer: 1-2/2019

Aktualny numer