Polskie Towarzystwo Ochrony Przyrody „Salamandra”
 

Problem gołębi w mieście – jak go rozwiązać w sposób etyczny?

W 2017 roku, w ramach projektów obywatelskich, na stronie Biura Informacji Publicznej Urzędu Miasta Poznania pojawiła się dość nietypowa propozycja… unicestwienia gołębi miejskich. Informacje zamieszczone w opisie projektu były szokujące: autorka proponowała zabicie całej populacji gołębi przez zagazowanie wyłapywanych wcześniej stad. Działania takie miałyby być prowadzone aż do momentu całkowitej eksterminacji ptaków. Ten pomysł jest tyleż absurdalną i barbarzyńską, co absolutnie nieskuteczną metodą ograniczenia uciążliwości związanych ze współzamieszkiwaniem ludzi i gołębi w aglomeracji miejskiej.

Gołębniki są obecnie najbardziej etyczną metodą ograniczenia populacji gołębi w miastach. W Paryżu pomysł ten sprawdza się od lat

Gołębniki są obecnie najbardziej etyczną metodą ograniczenia populacji gołębi w miastach. W Paryżu pomysł ten sprawdza się od lat
Fot. AERHO

Jak stwierdzono po kilku dekadach badań naukowych, luki powstałe w wyniku ograniczenia populacji gołębi, są w krótkim czasie uzupełniane nowymi pokoleniami. W przeszłości projekty ograniczenia populacji gołębi były prowadzone w różnych miastach na świecie, jednak nigdy nie wpłynęły ostatecznie na ograniczenie liczebności żyjących w nich ptaków. Program drastycznego ograniczenia populacji gołębi miejskich w Barcelonie (Hiszpania) w latach 80. XX w. pokazał, że kiedy zastosowano nieetyczną regulację przez uśmiercenie całej populacji, zagęszczenie osobników na kilometrze kwadratowym zmniejszyło się z 948 w 1986 roku do… 940 w roku 1990, czyli różnica była praktycznie nieodczuwalna. Zjawisko to zachodzi wówczas, gdy zmniejszenie presji konkurencyjnych osobników umożliwia wzrost liczebności osobników korzystających z tych luk. Innym przykładem jest Szwajcaria, gdzie w Bazylei próbowano wprowadzić podobny program między rokiem 1980 a 1984. Badania naukowe prowadzone po „oczyszczeniu” miast z gołębi pokazały, że po likwidacji większości stad ptaki, które przeżyły masakrę, natychmiast przystępowały do lęgów, szybko uzupełniając obniżony poziom liczebności populacji. Natomiast nowa, tzw. populacja zastępcza szybko urosła, osiągając poziom liczebności sprzed badań. W takim wypadku całe stada migrują między miastami z bardziej zatłoczonych obszarów. Na szczęście poznański projekt został odrzucony z przyczyn etycznych, finansowych i sanitarnych. Najważniejsze jednak, że uznano go za społecznie niepotrzebny.

Gołębie są symbolem aglomeracji miejskiej. Zdrowe, dobrze wyglądające ptaki świadczą o wysokim standardzie miasta. Badania wykazały, że skrzydlaci mieszkańcy są bardzo ważnymi towarzyszami codziennego życia miast. Dowiedziono z całą pewnością, że ich obecność, możliwość obserwacji i karmienia często staje się jedyną terapią ludzi osamotnionych i chorych. Gołębie miejskie są również naturalną atrakcją turystyczną, nieodłącznym elementem starych dzielnic oraz uniwersalnym i oczekiwanym składnikiem krajobrazu staromiejskiego w każdym państwie na świecie1.

Gołębie są symbolem aglomeracji miejskiej. Zdrowe, dobrze wyglądające ptaki świadczą o wysokim standardzie miasta

Gołębie są symbolem aglomeracji miejskiej. Zdrowe, dobrze wyglądające ptaki świadczą o wysokim standardzie miasta
Fot. Tomasz Krzyśków

Po nieudanym programie eksterminacji gołębi w Bazylei w latach 90. wprowadzono tam nową metodę ograniczania populacji gołębi w mieście2. Zaczęto budować gołębniki, czyli sponsorowane i nadzorowane domki dla gołębi. Podobny program wprowadzono we Francji i Holandii. Ustawiono kwadratowe pomieszczenia na wysokich metalowych kolumnach w miejscach, gdzie zagęszczenie populacji było największe. Procedura wprowadzania takiego programu przebiega etapowo. Najpierw wiosną grupy gołębi są odławiane w miejscu, gdzie zazwyczaj żerują. Następnie są umieszczane w klatce w specjalnie przystosowanym do tego celu samochodzie, który przewozi ptaki do ich nowych domków. Konstrukcja takiego gołębiego domku jest dokładnie taka sama jak gołębników, w których dawniej hodowano przydomowe gołębie. W jednym domku jest co najmniej pięćdziesiąt miejsc lęgowych dla par w małych budkach albo na stanowiskach zbudowanych z desek umożliwiających gniazdowanie. Oczywiście sprawa osiedlenia się w nowym miejscu wcale nie jest prosta. Początkowo, czyli tuż po przywiezieniu „przymusowych osadników” do wspólnego gołębnika, otwory wlotowe muszą być przez miesiąc zablokowane siatką. Jest to działanie niezbędne, aby ptaki zaakceptowały przeprowadzkę i przyzwyczaiły się do nowego miejsca, zanim zostaną wypuszczone. W ten sposób, mając swobodny dostęp powietrza, zdrowy i wysokogatunkowy pokarm (koniecznie nasiona), wodę oraz oddzielne, wyłożone sianem miejsca gniazdowe (konieczny jest regularny dozór, aby zapobiegać ewentualnym walkom między najbardziej temperamentnymi osobnikami), zwierzęta dobierają się w pary. Powoli zaczynają akceptować nowe lokum. W tym samym czasie służby weterynaryjne kontrolują stan zdrowia ptaków. Kiedy minie okres przymusowego oswajania się z nowym miejscem, otwory w domku zostają otwarte i gołębie mogą stopniowo poznawać najbliższe otoczenie. I tylko wtedy, mając gniazdo w bezpiecznym i komfortowym miejscu, ptaki zasiedlą gołębnik na stałe (co potwierdziły badania prowadzone w ramach wyżej wspomnianego programu). Jest jeszcze inna, mniej inwazyjna metoda oswajania dziko żyjących gołębi z nowym miejscem. Polega ona na regularnym dokarmianiu ich w miejscu nowo powstałego gołębnika. W ciągu roku ptaki przyzwyczają się i zasiedlą nowe miejsce. Najistotniejszy w projekcie jest etap ostatni, gdy ptaki składają jaja. Wyspecjalizowany pracownik, oddelegowany do opieki nad gołębnikiem, zabiera część (nie wolno zabrać wszystkich jaj z gniazda, aby nie sprowokować ptaków do bezpowrotnego opuszczenia gołębnika) i wymienia je na sztuczne, podobne do prawdziwych. Jest to działanie niezbędne, aby ptaki dalej prowadziły normalny tryb życia. Ta technika pozwala na zatrzymanie gołębi w ustalonym miejscu, skuteczną regulację populacji w sposób zgodny z naturą zwierząt i etyką człowieka. Dodatkowym pożądanym efektem jest skupienie okolicznych gołębi w wyznaczonym miejscu, co zmniejsza zasiedlanie pobliskich balkonów i minimalizuje niedogodności, na które uskarżają się mieszkańcy. W Bazylei populacja 20 tysięcy gołębi na początku programu spadła do 10 tysięcy w ciągu 50 miesięcy3. Wprowadzenie w przestrzeń miejską gołębników wraz z kampanią informacyjną o dokarmianiu tylko w oznaczonych miejscach oraz kontrolą weterynaryjną, skutkowało również w przypadku innych miast Szwajcarii. Projekt zainspirował też inne kraje europejskie, czego wynikiem było np. pojawienie się domków w kilku dzielnicach Paryża. Władze stolicy Francji opracowały podobny program przy współpracy organizacji pozarządowych oraz samorządów lokalnych. Zaangażowano również firmy wyspecjalizowane w utrzymywaniu czystości oraz w budownictwie. Projekt odniósł tak duży sukces, że gołębnikami zainteresowali się właściciele budynków wynajmujący mieszkania socjalne (i to nie tylko w dzielnicach, ale i na obrzeżach miasta), wprowadzając to rozwiązanie na swoich posesjach. W Holandii zainicjowano budowę gołębników na dachach najwyższych budynków w mieście4.

Negatywne odczucia części społeczeństwa wobec gromadzenia się gołębi w miastach, wraz z lękiem przed obrzeżkami (kleszczami gołębimi, groźnymi dla człowieka – Argas reflexus), uciążliwością odchodów i potencjalnymi chorobami, są zjawiskiem światowym. Wiążą się one z niezrozumieniem zależności, jakie od dawna człowiek tworzył z tymi ptakami. Gołąb miejski (Columba livia f. urbana) pochodzi z hodowli, czyli został wyselekcjonowany genetycznie i towarzyszy człowiekowi od wieków. Gatunek ten stał się zależny od strefy zamieszkiwanej przez człowieka i właśnie to środowisko jest dla niego naturalne. Ponadto piony i poziomy budynków podobne są do klifów u wybrzeży oraz do kamienistych stoków gór, które zasiedlane były przez jego przodka: gołębia skalnego (Columba livia). Aby ograniczyć sytuacje konfliktowe, często związane z emocjonalnymi reakcjami wobec naszych skrzydlatych współmieszkańców, warto się zastanowić nad znalezieniem sposobu na bezkonfliktowe współżycie w warunkach miejskich.

Obecnie gołębnik jest najbardziej etyczną metodą ograniczenia populacji gołębi. Z powodzeniem można ją zastosować również w Polsce, uwzględniając kontekst lokalnej dynamiki populacji ptaków, która może być różna w określonych miejscach. Równocześnie metoda ta mogłaby być pomocna w rozpoznawaniu i zrozumieniu miejsca zwierząt w ekosystemie miejskim. Mowa tutaj o szeroko pojętej edukacji wskazującej na konieczność wpuszczenia do naszego współczesnego życia tych, którzy towarzyszyli nam od zawsze – zwierząt wolnożyjących. Na koniec przytoczę główne hasło drugiego międzynarodowego sympozjum: „échanges: leVIVANTenVILLE” („zmiany: ŻYJĄCwMIEŚCIE”), które odbyło się w Lyonie w październiku 2009 roku: dzisiaj chodzi o odkrycie najlepszego sposobu, w jaki możemy współistnieć z otaczającymi nas żywymi istotami.

Alexandre Flesch
Ten adres pocztowy jest chroniony przed spamowaniem. Aby go zobaczyć, konieczne jest włączenie w przeglądarce obsługi JavaScript.

  1. D. Haag-Wackernagel (1998). Die Taube: Vom heiligen Vogel der Liebesgöttin zur Strassentaube, Schwabe, ISBN 3796510167, Basel.
  2. Zobacz: Gołębie – ozdoba, czy zmora miasta? – SALAMANDRA 1/2007.
  3. D. Haag-Wackernagel (1995). Regulation of the street pigeon in Basel. Wildlife Society Bulletin, Vol. 23, No. 2, s. 256-260, ISSN 0091-7648.
  4. Zobacz: Pigeon lofts in the Netherlands.


Wyspy Życia w dolinie Odry

Mało kto zdaje sobie sprawę jak bardzo Odra, powszechnie znana i urocza wizytówka pogranicza zachodniego, zmieniła się pod wpływem ręki ludzkiej. Przed wieloma laty wody tej wielokorytowej, szerokiej i naturalnie meandrującej rzeki wprowadzono w stosunkowo proste jednorodne koryto, umocnione i zabudowane faszynami. Diametralnie zmieniono jej charakter. Dlaczego? Między innymi dlatego, że w przeszłości rzeki pełniły funkcję współczesnych autostrad. Statki, niczym dzisiejsze ciężarówki i składy kolejowe, transportowały duże ilości towarów pomiędzy aglomeracjami Europy.

Rybitwy rzeczne na pływającej wyspie w Kaleńsku

Rybitwy rzeczne na pływającej wyspie w Kaleńsku

Odrę przekształcono, by sprostać wymogom owego transportu. Z rzecznego nurtu wyeliminowano naturalne piaszczyste wyspy, a wraz z nimi bogactwo tamtejszej przyrody. Podobny zakres przekształceń dotyczy wielu rzek, np. Warty, Noteci, Bobru i wszystkich większych rzek Europy na zachód od Wisły (ta szczęśliwie ocalała i jest pierwszą, patrząc od zachodu, z naturalnym charakterem większej części swojego koryta). W ten oto sposób gatunki żyjące na wyspach rzecznych niemal wyginęły na większej części kontynentu, w tym w zachodniej połowie naszego kraju. Tymczasem pod koniec XX wieku nieopodal koryta Odry powstały trzy kopalnie żwiru, a wraz z nimi pokopalniane jeziora (Bielinek, Chlewice, Kaleńsko) z piaszczystymi wyspami. Ze względu na bezpośrednie sąsiedztwo Odry ptaki potraktowały je jak wyspy rzeczne. Pojawiły się tam ponownie gatunki (chronione zarówno prawem polskim, jak i europejskim), które w konsekwencji wspomnianych przekształceń stały się skrajnie nieliczne. Pokopalniane wyspy natychmiast zyskały więc wielką wartość przyrodniczą. Jednak konsekwencje szkodliwych zmian w środowisku przyrodniczym okazały się dalej idące, niż można było przypuszczać. Co roku wiosną ptaki pojawiały się w imponującej liczebności (na podstawie dotychczasowych obserwacji). Ich spektakularne zaloty teoretycznie zwiastowały jak najlepszy finał lecz... przez dekadę (!) rokrocznie ptaki traciły swoje lęgi (m.in. zagrożone wyginięciem ostrygojady Haematopus ostralegus czy rybitwy białoczelne Sternula albifrons). Dwukrotnie udało się wyprowadzić część lęgu nielicznym rybitwom rzecznym (Sterna hirundo) i sieweczkom rzecznym (Charadrius dubius), choć w obu tych przypadkach pisklęta obserwowano tylko do pewnej, niesamodzielnej fazy rozwoju. Lęgi ginęły najczęściej jako ofiary inwazyjnych gatunków obcych: norki (wizona) amerykańskiej (Neovison vison) i szopa pracza (Procyon lotor) lub od wezbranych wód rzeki. Próby powstrzymania drapieżników (np. za pomocą odłowów pułapkami czy grodzenia wysp) nie przynosiły rezultatów. Smutny los tej garstki ptaków wydawał się przesądzony...

Dramatyczna sytuacja ptaków zainicjowała łańcuch działań zaradczych podjętych przez Fundację Zielonej Doliny Odry i Warty. Początkowo własnymi środkami, następnie przy wsparciu Funduszu Norweskiego (Eea Grants) w 2015 r. na pokopalnianych akwenach w Kaleńsku i Chlewicach powstały trzy tzw. Wyspy Życia. Są to wielkie (o powierzchni 100 m2 każda) pływające platformy lęgowe, imitujące naturalne wyspy. Różnica polega na tym, że swą budową (pionowe ścianki i „parapet” nad nimi) wyspy te zabezpieczają ptasie lęgi przed wtargnięciem drapieżników lądowych i − jako konstrukcje pływające − przed negatywnymi skutkami wahań lustra wody. Oczekiwany efekt ekologiczny przedsięwzięcia wiązał się z dotychczasową liczebnością, czyli kilkunastoma parami rybitw rzecznych, kilkoma parami rybitw białoczelnych i jedną do dwóch par ostrygojadów. Celem działań Fundacji było zapewnienie tym ptakom możliwie wysokiego sukcesu lęgowego. Efekt zaskoczył nawet największych optymistów. Już pierwszy sezon (2015 r.), kiedy istniała tylko jedna wyspa pływająca, przyniósł imponujące liczby: 49 gniazd rybitw rzecznych i około stu ich piskląt (liczonych w fazie podlotów) oraz odpowiednio dziewięć par rybitw białoczelnych i 27 piskląt, z których wszystkie odleciały o własnych siłach na zimowisko! W końcu też, po latach kibicowania, ujrzeliśmy pisklę ostrygojada, które stało się ulubieńcem publiczności − oglądaliśmy je codziennie podczas pobieranej u rodziców nauki samodzielności aż do czasu, gdy w pełni rozwinięte odleciało na zimę. Według bazy danych Ornitho.pl było to jedyne pisklę ostrygojada widziane w Polsce na przełomie minimum dwóch lat. Oddaje to smutną rzeczywistość tego gatunku w naszym kraju i jednocześnie wagę Wysp Życia dla jego przetrwania. Warto tu dodać, że cała krajowa populacja ostrygojadów szacowana jest raptem na kilkanaście par! Następne lata funkcjonowania Wysp Życia przynosiły kolejne rekordy. Cieszyła rosnąca liczebność gniazdujących ptaków, ale największą wartością były bezpiecznie odchowane pisklęta.

Samiec ostrygojada noszący pokarm dla piskląt na wyspę pływającą

Akcja z wolontariuszami polegająca na usypywaniu i umacnianiu brzegów naturalnych wysp. Prace te pomagają zwiększyć powierzchnię tych wysp

Bilans lęgowy zainstalowanych w latach 2015−2017 łącznie czterech Wysp Życia podaje wartości, o których wcześniej nie śmieliśmy marzyć: 922 pisklęta rybitw rzecznych, 61 piskląt rybitw białoczelnych, 10 piskląt ostrygojadów, około 50 piskląt sieweczek rzecznych. Liczebność kolonii rybitwy rzecznej osiągnęła w 2017 r. historyczną wartość 252 par, co oznacza najsilniejszą populację w zachodniej połowie kraju! Wyjątkowo interesujące dane dotyczą tutejszej populacji rybitw białoczelnych. Status liczebności tego gatunku został określony jako skrajnie nieliczny w Polsce, która dzięki Wiśle i tak odgrywa najważniejszą rolę dla zachowania tego gatunku wśród wszystkich krajów Europy. A w zachodniej Polsce jest to gatunek niemal wymarły, dlatego stał się on głównym celem przedsięwziętych zabiegów ochroniarskich. Według dostępnych źródeł rybitwa białoczelna niechętnie korzysta z pływających platform. Potwierdzają to doświadczenia organizacji krajowych i zachodnioeuropejskich. Również na Wyspach Życia zaobserwowano sporą dozę nieufności „białoczółek” do tego typu konstrukcji − długo unikały platform, skorzystały z nich dopiero wtedy, gdy jedną z nich zainstalowano tuż przy dotychczasowym lęgowisku na wyspie naturalnej (plądrowanej regularnie przez norkę amerykańską). Za sukces należy więc uznać samo istnienie kolonii lęgowej tych rybitw na wyspie pływającej. W 2017 r. ptaki te założyły na niej aż 17 gniazd, a świadomość, że pisklętom nie grozi żadne z dotychczasowych niebezpieczeństw, napawała dodatkową otuchą. W kontekście wcześniejszych klęsk lęgowych każde nowe życie tego gatunku uznać należy za bezcenne!

Jesienią 2017 roku zainstalowano dwie duże platformy lęgowe na akwenie w Bielinku

Akcja wolontariuszy polegająca na oczyszczeniu wyspy z roślinności

Wyspy stały się chętnie odwiedzaną perełką przyrodniczą, a ich sukces zainicjował dalsze wydarzenia. Zaczęło się od kontaktu zainteresowanych samorządów, współpracy z właścicielami (sektor publiczny i gospodarczy), by... po miesiącach formalności, w marcu 2017 r., doszło do podpisania umowy z Centrum Koordynacji Projektów Środowiskowych na instalację kolejnych pięciu pływających platform lęgowych. Tym razem projekt przewidywał zainstalowanie wysp na stupięćdziesięciokilometrowym odcinku doliny Odry, od Słubic do Bielinka (dokąd w połowie listopada 2017 r. przetransportowano już dwie wielkie platformy).

Choć sezon lęgowy jest w pełni i z podsumowaniem musimy poczekać do lipca, to kilka wiadomości o bieżącej sytuacji możemy już przedstawić. Do najciekawszych i najważniejszych należy wyklucie się czterech piskląt ostrygojada w jednym gnieździe (!). Taka liczba jaj to rzadkość (zwykle są 2–3). A dzieje się to na wyspie Kaleńskiej. Widok rodzinnej szóstki tych ptaków należy do przewspaniałych! Druga para ostrygojadów (w Chlewicach) wciąż wysiaduje swoje trzy jajeczka. W chwili obecnej gniazduje tu również 17 par rybitw białoczelnych. To rekord ustanowiony w poprzednim roku, lecz mamy wrażenie, że doleciała co najmniej jedna para. Co ciekawe, w tym roku białoczółki gniazdują nie na jednej, lecz na dwóch wyspach pływających, najwyraźniej ptaki przezwyciężają swoją niechęć do takich instalacji. Przy niemal zerowym sukcesie lęgowym tego gatunku na naturalnych wyspach ma to istotne znaczenie dla bezpiecznego odchowania piskląt. Pierwsze już są, kilka dni temu wykluł się malec, za nim trzy następne. Wkrótce będą kolejne. Rybitw rzecznych mamy „mrowie”, zupełnie przestaliśmy się obawiać o los nadodrzańskiej populacji, łącznie zajmują one trzy duże wyspy, bardzo szczelnie wypełniając je gniazdami. Teraz wysiaduje około 200 ptaków, lecz wciąż wiele par tokuje, będą więc następne gniazda. Praca przy Wyspach Życia, choć wymagająca oddania i troski, odwdzięcza się po stokroć.

Pokopalniany akwen Chlewice

Rodzina rybitw białoczelnych na Wyspie Życia w Kaleńsku

Głównym założeniem projektu jest bezpieczeństwo lęgów, lecz szczęśliwie warunek ten daje się połączyć z możliwością prowadzenia obserwacji ptaków w sposób całkowicie bezinwazyjny. Możliwość bezpośredniej obserwacji tańców godowych czy karmienia piskląt przyczyniła się do szybkiego pojawienia się znacznej liczby entuzjastów Wysp Życia. Doszło nawet do tego, że osoby (w tym sporo okolicznych mieszkańców) niewykazujące wcześniej zainteresowania przyrodą wyrażały chęć podjęcia realnych działań na rzecz jej ochrony! Z tych inicjatyw zawiązał się sformalizowany ruch wolontariuszy, który działa regularnie na różnych polach. Oprócz okolicznych mieszkańców ową liczną gromadkę stanowią entuzjaści z całego kraju, w tym podmioty gospodarcze i publiczne. Długo by wymieniać ich pełen poświęcenia i troski wkład we wzrost skuteczności działań związanych z ochroną przyrody. I za to, w imieniu swoim i ptasiej społeczności z Wysp Życia, wszystkim Wolontariuszom serdecznie DZIĘKUJĘ.

Tekst i zdjęcia: Piotr Chara
Ten adres pocztowy jest chroniony przed spamowaniem. Aby go zobaczyć, konieczne jest włączenie w przeglądarce obsługi JavaScript.
Prezes Fundacji Zielonej Doliny Odry i Warty

Więcej na stronie www.wyspyzycia.pl, gdzie można obejrzeć film „Wyspy Życia” oraz dzięki zainstalowanej na jednej z wysp kamerce śledzić bezpośrednią transmisję losów rybitwich rodzin (obie te inicjatywy to wkład naszych Wolontariuszy).

Salamanderka

Scenariusz: Maciej Kur
Rysunki: Sławomir Kiełbus, www.kielbus.pl


Więcej w drukowanym wydaniu SALAMANDRY...



Zwierzęcy punkt widzenia, a może historia hipokryzji?

Jeszcze nie tak dawno było to zwierzę [krowa] szczęśliwe, korzystające z troskliwej opieki gospodarza. Ciągle spotykam takie krowy na uwielbianym przeze mnie wschodzie kraju. Pasą się na łące, wieczorem dzwonią łańcuchami, muczą i pachną mlekiem. […] One są zwyczajnie piękne! I doskonale wpisują się w wiejski krajobraz. Od tysiącleci [Kruszewicz]

„Jeszcze nie tak dawno było to zwierzę [krowa] szczęśliwe, korzystające z troskliwej opieki gospodarza. Ciągle spotykam takie krowy na uwielbianym przeze mnie wschodzie kraju. Pasą się na łące, wieczorem dzwonią łańcuchami, muczą i pachną mlekiem. […] One są zwyczajnie piękne! I doskonale wpisują się w wiejski krajobraz. Od tysiącleci” [Kruszewicz]
Fot. Adriana Bogdanowska

Autorzy opublikowanej w czasopiśmie BioScience w grudniu 2017 r. Przestrogi naukowców z całego świata dla ludzkości: drugie ostrzeżenie wśród dziesięciu najistotniejszych problemów środowiskowych jako szczególnie niepokojącą wskazują rosnącą liczebność globalnej populacji przeżuwaczy (bydła domowego, owiec, kóz i bawołów) hodowanych przede wszystkim na mięso. Nie od dziś wiadomo, że hodowla zwierząt w celu zaspokojenia apetytu „mięsożerców” ma fatalne skutki dla środowiska przyrodniczego. Ale chyba nigdy dotąd kwestia kondycji środowiska ziemskiego i dobrostanu naszego gatunku nie były w tak jednoznaczny i bezpośredni sposób wiązane z grupką kilku zaledwie gatunków zwierząt, dostarczających nam różnorakich – mówiąc eufemistycznie – pożytków. Na dodatek, paradoksalnie, problem nie tkwi w niedostatku hodowanych zwierząt i widmie powszechnego głodu, ale we wciąż rosnącym ich globalnym stadzie, chociaż w żaden sposób nie przekłada się to na zmniejszenie głodującego odsetka ludzkiej populacji. To odpowiednia chwila, aby bliżej przyjrzeć się zwierzętom, ich udziałowi w dziejach cywilizacji ludzkiej i co z tym nierozłącznie związane, stosunkowi człowieka do zwierząt.


Więcej w drukowanym wydaniu SALAMANDRY...

Aleksander Dorda
Ten adres pocztowy jest chroniony przed spamowaniem. Aby go zobaczyć, konieczne jest włączenie w przeglądarce obsługi JavaScript.

Curriculum vitae chomika europejskiego

Chomik ostrożnie wchodzi na kopiec, na którym samce pozostawiają swoje ślady zapachowe

Chomik ostrożnie wchodzi na kopiec, na którym samce pozostawiają swoje ślady zapachowe
Fot. Marcin Karetta

Wiosną w umiarkowanej strefie klimatycznej wiele ssaków, jak żubr, sarna, dzik czy wilk, kończy kilkumiesięczny okres ciąży i rodzi młode. U innych gatunków, szczególnie tych, które zimą hibernują w bezpiecznych kryjówkach (np. susły, świstaki, smużki, chomiki), początek wiosny oznacza rozpoczęcie sezonu zalotów. To jest szczególnie ważny czas, w którym większość z tych zwierząt ma jedyną szansę na wydanie potomstwa.


Więcej w drukowanym wydaniu SALAMANDRY...

Urszula Eichert
Ten adres pocztowy jest chroniony przed spamowaniem. Aby go zobaczyć, konieczne jest włączenie w przeglądarce obsługi JavaScript.
Joanna Ziomek
Ten adres pocztowy jest chroniony przed spamowaniem. Aby go zobaczyć, konieczne jest włączenie w przeglądarce obsługi JavaScript.
Zakład Zoologii Systematycznej
Uniwersytet im. Adama Mickiewicza w Poznaniu

Wybór numeru

Aktualny numer: 1-2/2019

Aktualny numer