Polskie Towarzystwo Ochrony Przyrody „Salamandra”
 


Prace na blokach


Fot. Andrzej Batycki

Po raz kolejny na poznańskich Ratajach zobaczyć można pracujących w pocie czoła alpinistów! To znak, że tak jak w poprzednich latach, PTOP „Salamandra” we współpracy ze Spółdzielnią Mieszkaniową „Osiedle Młodych” prowadzi prace mające na celu uniemożliwienie ptakom zakładania gniazd w budynkach przeznaczonych do ocieplenia. Takie działania mają na celu zapobieganie masowemu zabijaniu piskląt podczas prac remontowych realizowanych w okresie lęgowym. Wyniesione z poprzednich lat doświadczenia pozwalają nam uniknąć ewentualnych błędów. Prace ociepleniowe są jedną z ważnych przyczyn spadku liczebności niektórych gatunków ptaków w naszych miastach, zwłaszcza jerzyków i wróbli. PTOP „Salamandra” jest w trakcie przygotowywania poradnika na temat ocieplania budynków w zgodzie z zasadami ochrony przyrody. Będziemy w nim przekonywać o konieczności montowania na wyremontowanych blokach skrzynek lęgowych dla ptaków. Opracowanie to zostanie rozesłane do wszystkich spółdzielni mieszkaniowych w Polsce.

Przemysław Wylegała
Andrzej Batycki

































Interwencje nietoperzowe

W ciągu ostatniego półrocza przeprowadziliśmy ok. 30 interwencji związanych z ochroną nietoperzy. Dotyczyły one głównie przejmowania zwierząt zabłąkanych w mieszkaniach i na klatkach schodowych, ale bywały też przypadki, gdy trzeba było zaopiekować się nietoperzami, które nagle straciły kryjówkę (np. ktoś odkrył zimujące zwierzęta podczas rozbiórki piwnicy). Coraz więcej osób zdaje sobie sprawę, że nietoperze objęte są ochroną i zgłasza podobne przypadki. Niestety, mimo że liczba zgłaszanych próśb o interwencję jest znacząca, wciąż nie udaje nam się zainteresować tym problemem władz miasta ani organów ochrony przyrody.

Radosław Jaros















































Szkolenia dla starostw i nie tylko

7 marca br. specjaliści z „Salamandry” przeprowadzili w Czempiniu szkolenie dla sokolników z całej Polski, dotyczące przepisów związanych z posiadaniem i obrotem ptakami chronionymi. W drugiej połowie marca „Salamandra” zorganizowała 5 szkoleń (w Poznaniu, Toruniu, Warszawie, Lublinie i Katowicach) dla urzędników ze starostw powiatowych, dotyczących zasad rejestracji zwierząt objętych przepisami Unii Europejskiej, a także wydała poradnik na ten temat. Jest to pierwsza od czasu wprowadzenia 6 lat temu obowiązku rejestracji publikacja wyjaśniająca jej zasady.

Znamienne jest, że w odniesieniu do przepisów regulujących handel chronionymi gatunkami zwierząt, szkolenia dla instytucji mających zajmować się ich przestrzeganiem, prowadzone są przez organizacje pozarządowe. Wobec bierności organów rządowych trudno się dziwić, że Polska wyróżnia się negatywnie na tle innych krajów Unii Europejskiej pod względem skali nielegalnego handlu okazami chronionych roślin i zwierząt. Dlatego „Salamandra” stara się temu przeciwdziałać, prowadząc działania edukacyjne.

Andrzej Kepel

































Wielkopolska wiatrakami stoi?


Fot. Adriana Bogdanowska

Otrzymujemy coraz więcej informacji na temat planowanej budowy ferm wiatrowych w Wielkopolsce. Niestety często okazuje się, że wiatraki mają stanąć na gruntach sąsiadujących z terenami chronionymi, m.in. obszarami Natura 2000.

W styczniu dowiedzieliśmy się, że poznańska Akademia Rolnicza jest żywo zainteresowana taką inwestycją. Jedna z fi rm planuje postawić turbiny wiatrowe na gruntach tej uczelni. Śmigła ponad 100 wiatraków miałyby przecinać przestrzeń powietrzną wykorzystywaną m.in. przez liczne stada gęsi i żurawi. Ptaki te w bezpośrednim sąsiedztwie obszaru Natura 2000 „Jezioro Zgierzynieckie” oraz na jego terenie znajdują dogodne noclegowiska i miejsca żerowania.

Zaniepokojeni pomysłem takiej lokalizacji zgłosiliśmy ten problem Wojewódzkiemu Konserwatorowi Przyrody w Poznaniu. Każda inwestycja tego typu wymaga szczegółowego rozpoznania jej potencjalnego wpływu na środowisko przyrodnicze.

Adriana Bogdanowska



































Prawo (nie)doskonałe

Jak przetłumaczyć małpę?

Tłumacze! Ileż urozmaicenia wnoszą oni w pozornie nudne przepisy wspólnotowe! Dzięki nim analiza prawna zamienia się często w rozplątywanie detektywistycznej zagadki. W poprzednich artykułach wspominałem już o ciekawych błędach w tłumaczeniu różnych dyrektyw i rozporządzeń1. Tym razem chciałbym skupić się na zagadnieniu dotyczącym handlu małpami.

Prawo Wspólnot Europejskich jest dość skomplikowane, a przepisy weterynaryjne pod względem złożoności są w zdecydowanej czołówce. Niestety, aby rozstrzygnąć niektóre problemy prawne, trzeba zgłębić przepisy dotyczące różnych dziedzin. Często np. zagadnienia związane z ochroną zagrożonych gatunków przeplatają się z przepisami weterynaryjnymi. Obecnie wszystkie ważniejsze przepisy europejskie są już przetłumaczone na język polski – czy jednak zawsze jest to ułatwienie?

Wszystkie małpy i małpiatki objęte są ochroną Konwencji Waszyngtońskiej (CITES) oraz przepisami UE dotyczącymi ochrony zagrożonych gatunków poprzez regulację handlu nimi. Jednak ponieważ mogą one być nosicielami groźnych chorób, zagadnienia związane z ich sprowadzaniem i obrotem wewnątrzunijnym podlegają także regulacjom weterynaryjnym. Polskie przepisy zawierają przy tym liczne odwołania do uregulowań wspólnotowych.

Najważniejszą zasadą, o której mowa w prawie polskim2, jest ta, że handel małpami może się odbywać (z pewnymi wyjątkami) jedynie pomiędzy „zatwierdzonymi jednostkami, instytutami lub ośrodkami, w których utrzymuje się lub hoduje zwierzęta na potrzeby pokazów zwierząt, edukacji, ochrony i zachowania gatunków zwierząt, prowadzenia podstawowych lub stosowanych badań naukowych lub hodowli zwierząt używanych do prowadzenia takich badań”. Rodzą się jednak pytania – jakie warunki musi spełnić „jednostka, instytut lub ośrodek”, aby zostać „zatwierdzony” i móc handlować małpami? A czy zasady te dotyczą także małpiatek?

Polskie rozporządzenie mówi, że warunki, jakie musi spełniać „zatwierdzony” podmiot, zostały określone w Rozporządzeniu Komisji (WE) nr 1282/2002. Ponieważ jest to przepis weterynaryjny, poszukałem tego Rozporządzenia na stronie internetowej Głównego Inspektoratu Weterynarii. Znalazłem i... o mało nie spadłem z krzesła. W odpowiednich miejscach tego aktu (ust. 3 znowelizowanego Załącznika C do Dyrektywy 92/65/EWG) zamiast o małpach była bowiem mowa o pszczołach! Sprawdziłem jeszcze w oficjalnym serwisie prawnym Komisji Europejskiej. W tym samym rozporządzeniu, w tych samych miejscach zamiast wyrazu „pszczoły” widniały „małpy człekokształtne”. O małpach człekokształtnych jest też mowa w polskim tłumaczeniu art. 5 ust. 1 i 2 Dyrektywy Rady 92/65/EWG.

Małpy czy pszczółki?

Małpy czy pszczółki?
Fot. Andrzej Kepel

Czyżby więc wspólnotowe przepisy weterynaryjne dotyczyły tylko handlu małpami człekokształtnymi (goryle, szympansy, orangutany, gibony i... ludzie), a polskie przepisy rozszerzyły to na wszystkie małpy właściwe? Żeby rozstrzygnąć tę wątpliwość, trzeba zajrzeć do angielskich tekstów wspomnianych aktów prawnych. Tam w omawianych miejscach widnieje: „apes (simiae and prosimiae)”. Cóż to znaczy?

Rzeczywiście, po angielsku wyraz ape (liczba mnoga – apes) używany jest często w odniesieniu do przedstawicieli nadrodziny małp człekokształtnych (Hominoidea), do której należy także piszący te słowa i wszyscy je czytający. Jak to jednak z nazwami nienaukowymi bywa (zwłaszcza w języku angielskim), ma ona także wiele innych znaczeń. Jej pochodzenie nie jest jasne – przypuszcza się, że jest to próba naśladowania dźwięku wydawanego przez nazywane w ten sposób zwierzę (wymawia się mniej więcej jak „ejp”). Pierwotnie była to angielska nazwa stosowana w odniesieniu do pawianów. Stopniowo rozszerzono ją także na wszystkie małpy bezogonowe, w tym zwłaszcza na niektóre makaki, np. magoty (Macaca sylvanus) – po angielsku Barbary apes. Ze względu na ów „bezogonowy” charakter, zaczęto tę nazwę stosować także w odniesieniu do małp człekokształtnych. Można nią także określać wszystkie ssaki naczelne. Jednocześnie używanie popularnego angielskiego wyrazu monkey w odniesieniu np. do szympansów czy goryli (a także ludzi) uważa się za nieprawidłowe. Jest on zarezerwowany dla małp właściwych innych niż człekokształtne. Najbardziej zbliżony znaczeniowo do polskiego wyrazu „małpa” (który w znaczeniu potocznym także nie obejmuje ludzi) jest angielski wyraz „simian”. Obejmuje on wszystkie z wyjątkiem człowieka małpy właściwe (Simiiformes) – infrarząd ssaków naczelnych, którego stara, nieaktualna nazwa naukowa to Simiae.

A co z innymi niż małpy właściwe naczelnymi? W nawiasie stojącym za wyrazem apes znajduje się też wyraz prosimiae. Prosimii lub Prosimiae to naukowe nazwy wydzielanej w starych systematykach grupy niedużych, prymitywnych ssaków naczelnych, które po polsku nazywamy małpiatkami, a po angielsku prosimians lub rzadziej – half-apes (czyli półmałpami). Obecnie systematyka naczelnych jest bardziej skomplikowana. Poza tym wciąż się zmienia. Dlatego zapewne autorzy rozporządzenia nie zdecydowali się użyć nazw naukowych, choć można było. Użycie starych nazw wydzielanych niegdyś grup Simiae i Prosimiae – lecz pisanych z małych liter, miało doprecyzować, że pod pojęciem apes rozumiano w tym wypadku wszystkie małpy z wyjątkiem człowieka oraz inne naczelne zaliczane niegdyś do małpiatek (czyli simians i prosimians). Tak to jest rozumiane we wszystkich krajach UE. Jak to można było przetłumaczyć na język polski? Chyba najbardziej zbliżone byłoby: „naczelne (małpy i małpiatki)”, ale od biedy można użyć zwrotu wykorzystywanego w polskich aktach prawnych. W przepisach polskich użyto sformułowania „małpy (Simiae i Prosimiae)”. Odwołano się więc do nazw naukowych. Należy przyjąć, że chodzi o ich stare, szerokie znaczenie, obejmujące wszystkie naczelne. Przepisy te nie odnoszą się jednak do gatunku Homo sapiens, gdyż handel jego przedstawicielami jest zakazany na podstawie odrębnych przepisów. Na koniec warto jeszcze spróbować zgadnąć, skąd mogły wziąć się „pszczoły” w jednym z tłumaczeń? Otóż po angielsku pszczoła to nie tylko bee, ale w odniesieniu do pszczół miodnych (Apis spp.) także apis. Apes, apis – wszak to tylko jedna literka różnicy, w dodatku po angielsku często wymawiana tak samo... Szkoda, że teksty aktów prawnych tłumaczone są anonimowo. Gdyby dzieła te były podpisane, można by przyznawać specjalne wyróżnienia najbardziej twórczym tłumaczom – np. nagrody imienia Andersena albo braci Grimm.

Andrzej Kepel

  1. Zobacz np.: Niezauważona rewolucja (SALAMANDRA 2/2007) – w jednej z dyrektyw tłumacz skrócił czas odpowiedzialności za powstanie szkody przyrodniczej z 30 lat do 30 dni.
  2. § 2 pkt 3 i § 6 Rozporządzenia Ministra Rolnictwa i Rozwoju Wsi z dnia 16 lutego 2005 r. w sprawie szczegółowych wymagań weterynaryjnych mających zastosowanie do niektórych gatunków zwierząt (Dz.U. z 2005 r. Nr 37 poz. 332).

Wybór numeru

Aktualny numer: 1-2/2019

Aktualny numer