Polskie Towarzystwo Ochrony Przyrody „Salamandra”
 


Nocek – wędrownik

Podczas tegorocznych inwentaryzacji nietoperzy w Poznaniu, w jednym z badanych obiektów znaleziono hibernującego nocka dużego, zaobrączkowanego latem 2007 r. w Szkole Podstawowej w Kopankach (znajduje się tam duża kolonia rozrodcza tego gatunku i jedyne w Europie obserwatorium nietoperzy – „Batmanówka”). Nietoperz ten (młody samiec) przebył ok. 50 km, co jak na nocka dużego nie jest wielkim wyczynem, ale dzięki temu dowiedzieliśmy się czegoś nowego o nockach z „Batmanówki” – wcześniej nie były one obrączkowane i nie wiedzieliśmy, gdzie spędzają zimę. Zapewne część z nich jesienią kieruje się do poznańskich podziemi. Czekamy na kolejne stwierdzenia.

Radosław Jaros














































Międzynarodowa wystawa CITES

W ramach prowadzonego przez PTOP „Salamandra” programu dotyczącego ograniczania nielegalnego handlu okazami zagrożonych gatunków roślin i zwierząt ujętych w załącznikach Konwencji Waszyngtońskiej (CITES), przygotowujemy międzynarodową wystawę poświęconą temu zagadnieniu. Wystawa prezentowana będzie w 8 krajach: Polsce, Ukrainie, Słowacji, Rumunii, Bułgarii, Chorwacji, Serbii i na Węgrzech. Informacje gdzie i kiedy będzie ją można zobaczyć zamieścimy na naszej stronie internetowej.

Borys Kala
















































Ohar – czarno-biała kaczka

Pierwsza połowa maja, środek chłodnej, wiosennej nocy. Odpoczywamy w namiocie ustawionym na zboczu wąwozu, w samym środku ukraińskiego stepu. Po całodziennych obserwacjach żurawi stepowych, dropi, kulonów, kobczyków i krasek trudno zasnąć. Wreszcie dyskusje milkną i można wsłuchać się w odgłosy nocy. Kilka z nich rozpoznajemy od razu. Niedaleko od naszej siedziby samiec żurawia stepowego pilnuje swojej wysiadującej jaja partnerki, obwieszczając swoją straż głosem przypominającym ściszone parskanie konia. Tuż za namiotem odzywa się uszatka, która założyła gniazdo w opuszczonym gnieździe sroki. Zewsząd dobiegają tęskne nawoływania kulonów, dla których jechaliśmy tutaj dobre 1300 km. W krystalicznie czystym powietrzu wyczuwa się wiele zapachów. Mimowolnie przypominam sobie widziane w ciągu dnia łany dzikich tulipanów, storczyki oraz dziki len.

Ohary należą do najbardziej kontrastowo ubarwionych kaczek, choć można powiedzieć, że są swego rodzaju ogniwem pośrednim między kaczkami a gęsiami...
Fot. Cezary Korkosz

Ohar przepływający obok dużo większego łabędzia musi mieć się na baczności
Fot. Cezary Korkosz

Nagle tuż nad namiotem przelatuje para ptaków. Ich lot jest powolny i towarzyszą mu przypominające gwizdy nawoływania jednego z nich, na co drugi odpowiada nosowym, brzmiącym dłużej „ak-ak-ak...”. Wybiegam z namiotu i patrzę za odlatującą parą. Ta oddala się w kierunku pobliskiego zbocza i nagle załamując lot, siada w sąsiedztwie wielkich, sterczących z niego głazów. Rano obserwujemy to miejsce i szybko okazuje się, że pomiędzy kamieniami, w norach wykopanych przez lisy, zakładają swoje gniazda ohary (Tadorna tadorna).

Mamy szczęście; pierwsza dekada maja to szczyt ich zalotów. Są w tym okresie bardzo ruchliwe i gorączkowo poszukują odpowiednich miejsc do założenia gniazda. Odtąd każdego dnia mamy sposobność obserwować te piękne ptaki lecące środkiem dużego wąwozu – widok jest niesamowity. Ze względu na swoje kontrastowe ubarwienie są doskonale widoczne, nawet z dużej odległości.

Ornitologiczna rzadkość

W Polsce ohar jest skrajnie nielicznym ptakiem lęgowym. Jego lęgowiska rozmieszczone są głównie na wybrzeżu, gdzie także częściej jest obserwowany w trakcie wędrówek. Liczebność polskiej populacji lęgowej tego gatunku kształtuje się na poziomie 120–140 par, z czego 90–110 występuje na wybrzeżu, a pozostałe w głębi kraju. Ohar objęty jest ścisłą ochroną gatunkową, z zaleceniem ochrony czynnej. Jest wymieniany w Polskiej czerwonej księdze zwierząt, jako gatunek mniejszego ryzyka.

Ohar jest kaczką nieznacznie większą od krzyżówki. Ma czarno-białe upierzenie z rdzawobrązową szeroką obrożą na piersi. Samce są nieco większe od samic. Dorosłe ptaki mają czarną głowę z zielono-fioletowym połyskiem i jaskrawoczerwony dziób. Samiec jest intensywniej ubarwiony, z wyraźną jaskrawoczerwoną naroślą u nasady dzioba i rdzawymi piórami pod ogonem. Dziób samicy nie ma tak intensywnego koloru i przybiera brudnoczerwony odcień. U nasady dzioba i wokół oka samica ma dodatkowo białawe obramowanie.

Para oharów (z lewej samiec)

Para oharów (z lewej samiec)
Fot. Cezary Korkosz

Pisklę ohara już wkrótce po wykluciu potrafi sprawnie biegać

Pisklę ohara już wkrótce po wykluciu potrafi sprawnie biegać
Fot. Cezary Korkosz

Ciekawe są zwyczaje lęgowe oharów. Ptaki te gnieżdżą się najczęściej w norach ziemnych wykopanych przez lisy, dzikie króliki, borsuki, a także w jamach pod korzeniami drzew. Czasami zakładają gniazda pod podłogą budynków, w stogach siana czy w umocnieniach brzegów nadmorskich. Gniazda oharów znajdują się najczęściej w pobliżu wody, chociaż zdarzają się przypadki, że są one oddalone od najbliższych zbiorników o 1–3 km. Z informacji uzyskanych od ornitologów ukraińskich wynika, że ptaki te mogą prowadzić swoje pisklęta do wody nawet 10 km, co naraża je na ataki drapieżników, szczególnie lisów czy jenotów.

Ohary znoszą średnio 8–10 jasnokremowych jaj, których wysiadywanie trwa od 27 do 31 dni. Młode ptaki wykluwają się najczęściej w czerwcu. Są typowymi zagniazdownikami* i są wodzone przez obydwoje rodziców. W miejscach, gdzie gniazduje kilka par oharów, mogą tworzyć się stadka liczące do 20 młodych.

Toki na pasie startowym

Na Krymie miałem też okazję obserwować tokujące ohary. Ich zaloty odbywały się w miejscu dość nietypowym. Ptaki zlatywały się w liczbie 2–6 osobników na stary pas startowy lotniska i tam samce zalecały się do samic, drepcząc wokół nich i kiwając śmiesznie głowami. Zaaferowane sobą ptaki nie zwracały zupełnie uwagi na samochód i pozwalały się fotografować. Zaniepokojone czymś bardziej podrywały się niespiesznie do lotu, by po jednym okrążeniu zapaść niedaleko sterty kamieni i podjąć przerwane toki.

Zrywający się do lotu ohar robi wrażenie zbyt ciężkiego, aby się wznieść

Zrywający się do lotu ohar robi wrażenie zbyt ciężkiego, aby się wznieść
Fot. Cezary Korkosz

Ze względu na fakt, że ohar jest w Polsce gatunkiem zagrożonym, podejmuje się próby ratowania jego populacji. Od roku 2004 nad Zatoką Pucką jest realizowany program jego ochrony. Polega on na zwiększeniu bazy potencjalnych miejsc lęgowych, poprzez rozmieszczenie sztucznych nor. Nory zostały wykonane z plastikowych beczek i rur drenarskich, które wkopano w ziemię lub umieszczono w trzcinowisku i odpowiednio zamaskowano. Sztuczne nory rozmieszczono w miejscach, gdzie ohary przystępują zwykle do lęgów, jak również tam, gdzie od pewnego czasu dorosłych ptaków z pisklętami już nie obserwowano. W trakcie trwania projektu prowadzony był monitoring dotyczący liczebności oharów oraz zajmowania przez nie sztucznych nor. Ważnym elementem projektu były także prelekcje w szkołach, w miejscowościach położonych nad Zatoką Pucką.

Dalsza pomyślna egzystencja ohara oraz wielu innych gatunków zależy od człowieka. Łagodzenie skutków nieustającej presji ludzkiej oraz wpływu czworonożnych drapieżników, może przyczynić się do zachowania tego gatunku w jego naturalnym środowisku. Ptak ten w pełni zasługuje na naszą ochronę i powinniśmy zrobić wszystko, by jego nawoływania nigdy nie stały się jeszcze jednym zapomnianym głosem dzikiej przyrody.


Ireneusz Kaługa
Towarzystwo Przyrodnicze „Bocian”

*) Zagniazdowniki to ptaki, których pisklęta zaraz po wykluciu są pokryte gęstym puchem, sprawnie chodzą, biegają (niektóre także pływają), potrafi ą utrzymać stałą temperaturę ciała, opuszczają gniazdo w trakcie pierwszych dni od wyklucia, samodzielnie zbierają pokarm (wskazywany przez rodziców).




Kolejny rok nad Notecią

Instalowanie skrzynki lęgowej dla pustułki

Instalowanie skrzynki lęgowej dla pustułki
Fot. Marek Maluśkiewicz

W tym roku członkowie Nadnoteckiego Koła PTOP „Salamandra” rozpoczęli prace terenowe już w styczniu, wieszając kolejną partię skrzynek lęgowych dla pustułki i wiklinowe kosze gniazdowe dla sowy uszatej. Budki i kosze będą w maju kontrolowane, a znalezione pisklęta – obrączkowane.

Wiosną rozpoczęły się też działania w ramach projektu „Ochrona płomykówki nad Notecią”. Projekt ten zakłada instalowanie skrzynek lęgowych dla tej pięknej sowy oraz badanie stanu populacji gatunku w regionie.

Nasze Koło weźmie też udział w projekcie ochrony błotniaka łąkowego, koordynowanym przez Towarzystwo Przyrodnicze „Bocian”. Wśród zadań, jakie będziemy realizować na terenie nadnoteckich gmin, będą: wyszukiwanie gniazd błotniaków i zabezpieczanie ich przed zniszczeniem w okresie żniw, obrączkowanie tych ptaków oraz działania edukacyjne.

W planach na ten sezon jest też wydanie dwóch płyt CD – na pierwszej znajdzie się krótki film prezentujący przyrodę Doliny Noteci, druga zawierać będzie około 30 głosów ptaków spotykanych w północnej Wielkopolsce. Prowadzony będzie również monitoring sowy włochatki w lasach północnej Wielkopolski – zarówno nocny, jak i dzienny (wyszukiwanie zajętych dziupli z pisklętami). W czerwcu planowana jest szczegółowa inwentaryzacja dwóch gatunków ptaków w dolinie Noteci – derkacza (to już 4. rok badań!) oraz podróżniczka.

Marek Maluśkiewicz
Nadnoteckie Koło PTOP „Salamandra”




























Nie ma już „później” dla ich ochrony
Ty też zabijasz orangutany – przestań!

„Myślcie o rzeczach wielkich, zacznijcie od małych,
ale działajcie już – zanim wszystko okaże się spóźnione.”
Barnabas Suebu, gubernator indonezyjskiej prowincji Papua,
podczas XIII Sesji Konferencji Stron Ramowej Konwencji Narodów Zjednoczonych w sprawie Zmian Klimatu,
Bali, grudzień 2007 r.

Słońce wzeszło już prawie dwie godziny temu. Podążamy w głąb Parku Narodowego Gunung Leuser w północnej części Sumatry. Pomimo że na dnie lasu wciąż panuje półmrok, nocny „chłód” już dawno znikł i powrócił codzienny lepki upał. Po paru tygodniach w Indonezji zdążyłem się już do tego przyzwyczaić. Zresztą cel dzisiejszej wyprawy całkowicie zajmuje moje myśli i nie zwracam uwagi na stróżki potu torujące sobie drogę przez włókna koszuli między plecami a plecakiem z wodą i sprzętem fotograficznym. Dziś jego zwykle nieznośny ciężar zdaje się wbrew prawom grawitacji ciągnąć mnie pod górę. Wąska ścieżka pnie się ku szczytom wzgórz, ku zachowanym resztkom pierwotnej dżungli. Przed oczami migają mi gołe stopy przewodnika, bezbłędnie znajdujące bezpieczne miejsca między korzeniami i kolczastymi roślinami, podczas gdy ich właściciel podąża wpatrzony w korony drzew. – Tam gniazdo człowiek lasu zrobić tydzień temu! – przewodnik wskazuje ręką nagromadzenie gałęzi i zwiędłych liści w koronie jednego z niebotycznie wysokich drzew. – Tu niedaleko żyć kobieta człowiek lasu, ja obiecać ja znaleźć, a ty być szczęśliwy szczęśliwy! – uśmiech przewodnika dodaje mi wiary, że dziś zobaczę orangutana na wolności.

Człowiek lasu

Orangutan żebrzący o łakocie u odwiedzających zwierzyniec na 7 i 8 piętrze domu towarowego w Bangkoku, w Tajlandii

Orangutan żebrzący o łakocie u odwiedzających zwierzyniec na 7 i 8 piętrze domu towarowego w Bangkoku, w Tajlandii

W językach indonezyjskim i malezyjskim orang to człowiek, a hutan – las. Orangutan (orang-hutan) to rzeczywiście najbardziej leśny przedstawiciel człowiekowatych (Hominidae), do których należą także: goryl, szympans i człowiek. Praktycznie całe życie spędza w koronach drzew tropikalnych lasów, na ziemię schodząc rzadko i niechętnie. Jeśli nie liczyć wszędobylskich ludzi, którzy zwykle nie lubią przyznawać się do pokrewieństwa z innymi gatunkami, orangutany są jedynymi małpami człekokształtnymi zamieszkującymi Azję. Niegdyś żyły na znacznych obszarach Azji Południowowschodniej – aż po Chiny, a zapewne także na innych wyspach tego regionu – np. z pewnością na Jawie. Obecnie zachowały się jedynie na dwóch wyspach – na Borneo i Sumatrze. Na każdej z nich występuje odrębny gatunek tych zwierząt.

Orangutany to samotniki. Nie tworzą stad. Samice spotykają się z samcami praktycznie wyłącznie w celu odbycia godów, które często bardziej przypominają gwałt niż romantyczne zaloty. Jednak samice są bardzo opiekuńczymi matkami – nie rozstają się ze swoim potomkiem do około ósmego roku życia, co jest najdłuższym dzieciństwem u małp człekokształtnych (nie licząc człowieka). Uczą swoje pociechy, co można jeść i gdzie to znaleźć, jak wytwarzać przydatne narzędzia, jak pleść gniazda, unikać niebezpieczeństw, pozbywać się pasożytów itp. Są bardzo inteligentne – niektórzy naukowy uważają, że pod niektórymi względami (np. elastyczności umysłowej i innowacyjności) przewyższają szympansy. Potrafią rozwiązywać praktyczne problemy za pomocą prostych narzędzi, np. aby wydobyć owady z ukrycia, stosują patyki o odpowiednio dobranej grubości, wchodząc na drzewa o kolczastych gałęziach, owijają sobie dłonie liśćmi, inne duże liście wykorzystują jako parasole czy poduszki. Potrafią też wykazać się wyobraźnią – np. wytwarzając z liści zabawki („lalki”) i opiekując się nimi. Swoje odkrycia i wynalazki potrafią przekazywać z pokolenia na pokolenie, dzięki temu poszczególne izolowane subpopulacje orangutanów często różnią się między sobą kulturowo.

Żyjące samotnie, mające niewielu naturalnych wrogów, są też dość ciekawskie. Dlatego bywa, że głośne zachowanie człowieka przywabia orangutany, które jak duchy pojawiają się nagle nad jego głową – patrząc, któż to przybył do ich królestwa. Zazwyczaj odznaczają się też łagodnością, a wyjątkowe przypadki zachowań agresywnych czy złośliwych dotyczą niemal wyłącznie osobników, które wychowały się wśród ludzi i od nich przejęły „złe nawyki”.

Rozmiary i marsowa mina samca orangutana borneańskiego budzą respekt

Rozmiary i marsowa mina samca orangutana borneańskiego budzą respekt

Populacja orangutanów w rezerwacie Semenggoh na Borneo została odtworzona w wyniku ich reintrodukcji. Orangutaniątka rodzące się na wolności świadczą o powodzeniu tego programu.

Populacja orangutanów w rezerwacie Semenggoh na Borneo została odtworzona w wyniku ich reintrodukcji. Orangutaniątka rodzące się na wolności świadczą o powodzeniu tego programu.

Biologia i zwyczaje orangutanów wciąż jeszcze kryją wiele tajemnic. Są to np. jedyne naczelne, u których występują dwa rodzaje dojrzałych płciowo samców. Niektóre są dwa razy większe od samic (osiągają ponad 150 cm wzrostu i nawet do 125 kg wagi), mają długie, ciemniejsze włosy na plecach, szerokie talerze policzkowe otoczone fałdami skóry wypełnionymi tłuszczem, duże worki krtaniowe służące do wydawania charakterystycznych, niskich odgłosów, i nie tolerują w swoim pobliżu innych samców. Większość dojrzałych samców jest jednak wielkości dużej samicy (do ok. 120 cm wzrostu i 50–70 kg wagi), nie ma tych drugorzędowych cech płciowych i nie wykazuje się agresywnością wobec innych osobników. Oba rodzaje samców uczestniczą w reprodukcji, a przeistoczenie się w samca „wielkiego” może nastąpić u samca „małego” w bardzo różnym wieku i do dziś nie wiadomo dokładnie, co stanowi impuls do takiej metamorfozy.

Coraz mniej

Orangutany sumatrzańskie są uważane za gatunek krytycznie zagrożony wyginięciem (kategoria CR). Obecnie ich całkowitą światową populację szacuje się na ok. 5000–7000 osobników (czyli tyle, ile w przypadku innego człowiekowatego – Homo sapiens – zamieszkuje jedno niewielkie miasto gminne w Polsce, np. Kórnik). Orangutany borneańskie wciąż jeszcze są nieco liczniejsze. Ich całkowitą liczebność szacuje się obecnie na ok. 45–60 tys. osobników (taka jest mniej więcej oficjalna pojemność widowni Stadionu Śląskiego w Chorzowie). Gatunek ten wg klasyfikacji IUCN ma kategorię EN – zagrożony. Szacuje się jednak, że obecnie populacje tych zwierząt kurczą się o około 10% rocznie. Przy zachowaniu tej tendencji orangutany mogą zniknąć na wolności za około 20 lat.

Resztki lasów deszczowych w Sarawak – malezyjskiej prowincji w północno-zachodniej części Borneo

Resztki lasów deszczowych w Sarawak – malezyjskiej prowincji w północno-zachodniej części Borneo

Warto zaznaczyć, że orangutany nie są osamotnione w swojej drodze ku wyniszczeniu. Jak to zwykle bywa w przypadku dużych, dobrze znanych zwierząt – są one doskonałym wskaźnikiem sytuacji, w jakiej znajduje się zamieszkiwany przez nie typ siedliska i wszystkie inne związane z nim gatunki roślin, grzybów i zwierząt. Wraz z orangutanami giną tysiące innych gatunków, a ochrona tych wielkich małp oznacza ochronę wielu różnorodnych organizmów.

Drewno

Zasadniczym powodem wymierania obu gatunków orangutanów jest fragmentacja i zanik ich siedlisk – tropikalnych lasów. Tempo kurczenia się ich powierzchni na Borneo i Sumatrze jest przerażające. Dzieje się tak zarówno poza obszarami chronionymi (czyli tam, gdzie żyje większa część populacji orangutanów), jak i w parkach narodowych, w których skala nielegalnego wyrębu drzew nieraz niewiele odbiega od tej legalnej, poza parkami.

Taksonomia

Do niedawna orangutany sumatrzańskie (Pongo abelii) i borneańskie (Pongo pygmaeus) były uważane za podgatunki jednego gatunku. Dopiero badania genetyczne przeprowadzone w roku 1996 wykazały, że są to odrębne gatunki, które rozdzieliły się ok. 1,5–1,7 milionów lat temu, na długo przed tym, zanim wyspy Borneo i Sumatra straciły lądową łączność.

Orangutany sumatrzańskie są nieco mniejsze od borneańskich, ich futro jest dłuższe i nieco jaśniejsze, mają także bardziej wydłużoną twarz, a talerze policzkowe pokryte są drobnymi, białymi włoskami, których nie mają ich kuzyni z Borneo. Gatunki te różnią się także zwyczajami. Choć oba żywią się głównie owocami, kwiatami i pędami roślin, orangutany sumatrzańskie znacznie częściej uzupełniają swoją dietę owadami, jajami ptaków czy innymi drobnymi zwierzętami. Z kolei orangutanom na Borneo, gdzie poza człowiekiem niewiele jest drapieżników mogących zagrozić tym małpom (nie ma tam np. tygrysów sumatrzańskich), znacznie częściej zdarza się schodzić z drzew na ziemię.

Orangutany borneańskie dzieli się obecnie na 3 podgatunki, między którymi zachodzi ograniczony przepływ genów. Najliczniejsze są jeszcze orangutany środkowoborneańskie (P. p. wurmbii), zamieszkujące środkową i południową część Kalimantanu – indonezyjskiej części wyspy; orangutany sarawaskie (P. p. pygmaeus) spotykamy w północnozachodnim Kalimantanie i malajskiej prowincji Sarawak; orangutany wschodnioborneańskie (P. p. morio) występują we wschodnim Kalimantanie i malajskiej prowincji Sabah.

Pożary indonezyjskich lasów tropikalnych są często wywoływane celowo – aby uzyskać miejsce pod kolejne uprawy

Pożary indonezyjskich lasów tropikalnych są często wywoływane celowo – aby uzyskać miejsce pod kolejne uprawy

Dlaczego lasy są wycinane? Oczywiście pierwsza odpowiedź, która przychodzi do głowy – drewno! – jest prawdziwa. Zapotrzebowanie na różne egzotyczne rodzaje drewna jest ogromne – zwłaszcza w bogatych krajach Europy i Ameryki. Również Polska, wraz z rozwojem gospodarczym, sprowadza coraz większe ilości drewna różnych drzew tropikalnych, w tym także tych z Sumatry i Borneo. Przeciętnemu nowobogackiemu nie wystarcza już parkiet bukowy czy dębowa szafa. Aby wyróżnić się wśród znajomych i im zaimponować (wzbudzić w nich zazdrość), trzeba użyć drewna o bardziej „oryginalnej” fakturze i kolorystyce. A jeśli jest popyt – pojawia się też podaż. A że kosztem orangutanów, tym gorzej dla małp.

Na Sumatrze do szybszego wycinania lasów zamieszkiwanych przez orangutany przyczyniły się zniszczenia poczynione przez tsunami w grudniu 2004 r., które dotknęło przede wszystkim prowincję Aceh w północnej części Sumatry – czyli właśnie tę część wyspy, w której żyją pozostałości populacji orangutanów. Drewno potrzebne było do odbudowy zniszczonych domów, a zaniechanie walk w tej ustawicznie zbuntowanej prowincji sprzyja osadnictwu i tworzeniu plantacji. W roku 2005 zlikwidowano obowiązujące kilka lat moratorium na wycinkę i wydano wiele nowych licencji firmom prowadzącym te prace. Ostatnim gwoździem do trumny orangutanów sumatrzańskich może być program budowy sieci dróg dla tej prowincji, o nazwie Ladia Galaska. Przy planowaniu przebiegu tych dróg pominięto oceny oddziaływania na środowisko i spowodują one izolację żyjących w tym regionie resztek populacji orangutanów oraz intensyfikację wycinki pozostałości lasów nizinnych – kluczowych dla przetrwania tych małp.

Olej i mydełko

Samo pozyskiwanie drewna nie musiałoby jednak powodować zanikania tropikalnej dżungli. Przy racjonalnej gospodarce i odtwarzaniu wycinanych lasów, można by doprowadzić do pewnej równowagi przyrodniczej. Problem polega jednak na tym, że wycięte lasy w większości wypadków nie są odtwarzane, lecz zamieniane ma monokulturowe plantacje.

Gdy jedzie się obecnie przez Borneo czy Sumatrę, pomiędzy miejscowościami widzi się przede wszystkim ogromne połacie posadzonych w równych rzędach palm olejowych czy kauczukowców, rzadziej pola ryżowe lub uprawy innych roślin. Lasy rosną jeszcze w miejscach niedostępnych – podmokłych, górskich, wciąż pozbawionych dróg dojazdowych. Jednak z roku na rok jest ich mniej, a tempo zanikania kwalifikuje się do Księgi Rekordów Guinnessa. Na przełomie roku 2007/2008 władze Borneo Środkowego – prowincji, w której występuje największa część populacji orangutana borneańskiego – ogłosiły projekt planu zagospodarowania przestrzeni, który zakłada, że w ciągu najbliższych pięć lat kolejne cztery miliony (sic!) hektarów tropikalnych lasów zostaną zamienione na plantacje – głównie palm olejowych. Aby było „śmieszniej”, tłumaczone jest to między innymi „dbałością o środowisko naturalne” i „walką z globalnym ociepleniem”!

Po wycięciu dżungli na Sumatrze (na zdjęciu) i na Borneo sadzi się najczęściej plantacje olejowców

Po wycięciu dżungli na Sumatrze (na zdjęciu) i na Borneo sadzi się najczęściej plantacje olejowców

Jaką pokrętną argumentację trzeba zastosować, aby wycinanie lasów tropikalnych przedstawić jako korzystne dla środowiska? Otóż olej z palm ma być wykorzystywany między innymi jako „ekologiczne paliwo odnawialne”. Naukowcy wyjaśniają, że straty dla środowiska będą w tym wypadku wielokrotnie wyższe od zysków? A kto by tam słuchał ekologów, skoro rachunek ekonomiczny pokazuje, że za sprzedaż oleju otrzyma się żywą gotówkę, a za produkcję tlenu przez las i utrzymywanie siedlisk zagrożonych gatunków – ani złamanego dolara. Ekoturystyka? Turyści lubią oglądać rzadkości. Im mniej będzie więc orangutanów i tropikalnych lasów – tym więcej będzie chętnych, aby je zobaczyć. Wystarczy kilka zwierząt na ogrodzonym terenie (aby nie uciekały), dobry parking, restauracja i dobra reklama w biurach turystycznych.

Olejowiec

Olejowiec, albo palma olejowa, to rodzaj palm z rodziny Arecaceae, do którego należą dwa gatunki: olejowiec afrykański (Elaeis guineensis) pochodzący z Angolii i Gambii oraz olejowiec amerykański (Elaeis oleifera) rodzimy dla Ameryki Środkowej i Południowej. Obecnie przez ludzi najczęściej wykorzystywany jest olejowiec afrykański. Ponad 100 lat temu został on sprowadzony do Azji Południowowschodniej i to tam obecnie znajdują się największe jego plantacje. Malezja pokrywa około 47% światowej produkcji oleju palmowego, a Indonezja ok. 36%.

Pojedynczy pień olejowca zwieńcza pióropusz około 30 liści. U ich nasady przez cały rok tworzą się ważące do 50 kg owocostany, na które może składać się do ok. 2000 czerwonych owoców wielkości dużej śliwki. Zarówno miąższ tych owoców, jak i tkwiąca w środku pojedyncza pestka, zawierają duże ilości tłuszczu, który może być wykorzystywany do rozmaitych celów – spożywczych (do produkcji oleju czy margaryny), technicznych, kosmetycznych (do produkcji mydeł wykorzystuje się przede wszystkim tłuszcz z nasion olejowca), a ostatnio także jako biopaliwo do silników Diesla. Z jednego hektara plantacji olejowca można uzyskać rocznie nawet 7500 litrów oleju, a także duże ilości wytłoczyn wykorzystywanych jako pasza dla bydła.

Uprawa olejowca ma niszczycielski wpływ na środowisko. Na jej potrzeby wycina się lub wypala ogromne powierzchnie tropikalnych lasów. Na plantacjach pali się duże ilości zbędnego materiału roślinnego, zanieczyszczając atmosferę, a odpady po produkcji oleju trafiają do rzek, powodując ich silne zanieczyszczenie.

Susza i ogień

Orangutany tragicznie odczuwają także skutki globalnego ocieplenia. Na Sumatrze i Borneo jest ono przede wszystkim przyczyną dotkliwych susz, które z kolei sprzyjają pożarom. Przykładowo pożary w Parku Narodowym Kutai, które miały miejsce w latach 1983 i 1998, pochłonęły 90% powierzchni lasów tego parku, wskutek czego populacja orangutanów zmniejszyła się w nim z ok. 4000 osobników do zaledwie 500. Szacuje się, że pożary, które szalały w południowej części Borneo przez 6 miesięcy na przełomie roku 1997 i 1998, spowodowały śmierć 33% populacji orangutanów z tej wyspy. Ostatnia susza, która miała miejsce w roku 2006 w indonezyjskiej części Borneo (Kalimantan), spowodowała śmierć kilkuset orangutanów.

Warto zaznaczyć, że część pożarów jest wywoływanych celowo, gdyż stanowią pretekst do zamiany kolejnych obszarów w plantacje.

Jak je policzyć?

Ktoś, kto nigdy nie był w tropikalnym lesie, może być zdziwiony, dlaczego dane dotyczące liczebności orangutanów są obarczone tak dużym stopniem niepewności. Mogłoby się wydawać, że tak duże i dość jaskrawo ubarwione zwierzęta powinny być łatwe do wypatrzenia i policzenia. Jednak kto spotkał je w naturze, wie, że jest to wrażenie zupełnie mylne. Pojawiają się nagle z ciemnej, pstrokatej gęstwiny i w ciągu paru sekund potrafią się w nią ponownie wtopić. Przy dużym szczęściu, jeśli stoi się bezpośrednio pod nimi, można ewentualnie zobaczyć ich ciemne sylwetki na tle nieba, gdy przeskakują z drzewa na drzewo.

Dlatego do szacowania liczebności stosuje się metodę liczenia gniazd. Każdy orangutan co wieczór buduje nowe gniazdo z gałęzi i liści, w którym nocuje. Po stanie gniazda można oszacować, ile dni temu zostało zbudowane. Gniazda liczy się na tak zwanych transektach (wzdłuż linii przecinających potencjalne siedliska małp), a następnie na podstawie otrzymanych informacji o gęstości występowania stanowisk orangutanów szacuje się ich liczebność na danym terenie.

Nie tylko zanik lasów

Orangutany padają też ofiarą celowych działań ludzkich, skierowanych przeciwko nim. Pracownicy firm wycinających (leganie lub nielegalnie) lasy oraz mieszkańcy coraz liczniejszych osad w znacznej części żywią się mięsem pozyskiwanym w lasach. Kłusują oni także na orangutany (brak tutaj kulturowych barier ograniczających zjadanie małp). Zdarza się też, że gdy leśne wyspy stają się zbyt małe, by wyżywić żyjące na nich orangutany, zwierzęta, nie mając wyboru, opuszczają las, by pożywić się na sąsiadujących z nim plantacjach owocowych. Tam są zabijane jako szkodniki.

Powszechny widok wzdłuż wszystkich większych rzek na Borneo – umożliwiają one transport drewna z masowo wycinanych lasów

Powszechny widok wzdłuż wszystkich większych rzek na Borneo – umożliwiają one transport drewna z masowo wycinanych lasów

Wciąż poważnym zagrożeniem jest też wyłapywanie młodych orangutanów na sprzedaż różnym zwierzyńcom, prywatnym „hodowcom” czy do celów działalności reklamowej lub widowiskowej. Przykładowo na początku roku 2004 skonfiskowano w Tajlandii około 100 małych orangutanów pochodzących z Borneo. Masowym odbiorcą tych zwierząt są np. prywatni hodowcy na Tajwanie. Wiele zwierząt jest też nielegalnie trzymanych ku uciesze turystów na miejscu – w różnych osadach na Borneo i Sumatrze. Aby zdobyć uroczo wyglądające orangutaniątka, zwykle zabija się ich matkę. Zwierzęta są „przydatne” zwykle do wieku około 6–7 lat. Gdy podrosną, nie wyglądają już tak atrakcyjnie i stają się nieposłuszne (w tym wieku w naturze zaczynają samodzielne życie). Ich dalszy los jest wówczas zwykle tragiczny. Nawet jeśli mają duże szczęście i po skonfiskowaniu trafią do ośrodków próbujących przywrócić je naturze, człowiek nie potrafi w pełni skutecznie zastąpić wieloletniej edukacji na temat metod przetrwania, której powinna udzielić im matka.

Co robić, by pomóc orangutanom?

Czytając o wycinaniu tropikalnych lasów i wyłapywaniu orangutaniątek, często oburzamy się na mieszkańców odległych, egzotycznych krajów – „jak oni mogą być tacy zachłanni i okrutni?”. Tymczasem, jeśli się zastanowimy, może się okazać, że nasza wina jest o wiele większa! Często ludzie, którzy bezpośrednio wycinają lasy czy zabijają zwierzęta, żyją w skrajnej nędzy i jest to dla nich metoda na przetrwanie. A robią to, by zaspokoić ekskluzywne potrzeby zachłannych mieszkańców Zachodu. Rozejrzyj się, Drogi Czytelniku, wokół siebie. Czy na pewno nie ma w Twoim domu jakiegoś mebla wykonanego z egzotycznego drewna? Jeśli jest, to masz pewność, że na tym drzewie już żaden orangutan nie założy nocnego legowiska ani nie pożywi się jego owocami. Masz w tym swój udział.

Większość naszych działań szkodzących przyrodzie nie wynika ze złej woli, lecz z prostej niewiedzy. Spróbujmy więc zastanowić się, co my – obywatele Polski – możemy zrobić, by przyczynić się do przetrwania orangutanów i innych zwierząt związanych z tropikalnymi lasami?

Warto przestrzegać następujących zasad:

  • Nie kupuj kartek ani innych publikacji przedstawiających orangutany w niewoli, przebrane w ludzkie ubrania itp.; bojkotuj produkty, w reklamach których występują tresowane małpy; podróżując po egzotycznych krajach nigdy nie odwiedzaj menażerii ani nie płać za oglądanie pokazów, w których występują orangutany.
  • Unikaj kupowania przedmiotów z drewna drzew tropikalnych, a jeśli już musisz, to zadbaj, aby pochodziło z lasów gospodarowanych w sposób zrównoważony, o czym np. może świadczyć posiadanie przez produkt certyfikatu FSC.
  • Unikaj kupowania produktów spożywczych i kosmetycznych wyprodukowanych z oleju palmowego*
  • Stosuj powszechnie znane zasady postępowania zapobiegające globalnemu ociepleniu – np. oszczędzaj energię, stosuj recykling papieru, szkła, metali i plastiku.

Orangutanica sumatrzańska w Parku Narodowym Gunung Leuser

Orangutanica sumatrzańska w Parku Narodo- wym Gunung Leuser

Jeśli chcesz zrobić coś więcej, możesz także wspierać finansowo organizacje zajmujące się ochroną przyrody, np. wykupujące lasy zamieszkane przez orangutany w celu ich ochrony przed wycięciem (ich adresy można znaleźć w Internecie), a także podpisywać lub wysyłać proponowane przez te organizacje petycje do rządów Indonezji czy Malezji, dotyczące ich aktualnych niekorzystnych dla przyrody decyzji.

Podróżując w ubiegłym roku po Borneo i Sumatrze miałem niezwykłą okazję oglądać oba gatunki orangutanów w ich naturalnym środowisku. Spotkałem także wiele innych gatunków małp i niezwykłych stworzeń. Przede wszystkim jednak widziałem zniszczenia. Dzika przyroda przetrwała tam już jedynie w często izolowanych enklawach, otoczonych przez wciąż rosnące połacie plantacji i osad ludzkich, które wkraczają nawet do parków narodowych. Czy dla „ludzi lasu” i zamieszkiwanych przez nie ostatnich skrawków pierwotnej dżungli jest już za późno? Przekonamy się za kilka, może kilkanaście lat. Chciałbym być optymistą, ale jeśli te unikatowe świątynie przyrody mają przetrwać, działać powinniśmy wszyscy i to natychmiast.

Tekst i zdjęcia: Andrzej Kepel

*) Listę przykładowych firm, niestosujących surowców, których uzyskiwanie przyczynia się do niszczenia tropikalnych lasów, można znaleźć w Internecie, np. pod adresem: www.rblandmark.com.

Wybór numeru

Aktualny numer: 1-2/2019

Aktualny numer