Polskie Towarzystwo Ochrony Przyrody „Salamandra”
 


Z bocianiego punktu widzenia

Bocian biały jest chyba najlepiej rozpoznawalnym gatunkiem ptaka w Polsce. Większości ludzi nie trzeba go przedstawiać. Jego charakterystyczna sylwetka i duże gniazdo umieszczone blisko osad ludzkich to nieodłączny element polskiego krajobrazu rolniczego. Polskie bociany stanowią około 20% światowej populacji tego gatunku. Zatem co piąty bocian na świecie jest Polakiem. Mimo że jest to gatunek dobrze znany, to szczegóły z jego życia są dla wielu osób zagadką.

Podczas wspólnego żerowania, niekiedy dochodzi do utarczek i walk między polującymi bocianami. Starcia są czasem tak energiczne, że dosłownie pióra lecą.

Podczas wspólnego żerowania, niekiedy dochodzi do utarczek i walk między polującymi bocianami. Starcia są czasem tak energiczne, że dosłownie pióra lecą.
Fot. Tomasz Ogrodowczyk

Skąd pochodzą bociany?

Bociany białe (Ciconia ciconia) zasiedliły Europę po ustąpieniu lodowca. Gnieździły się wtedy jednak w miejscach bardziej odosobnionych. Zasiedlały podmokłe doliny rzeczne, a gniazda budowały na drzewach połamanych podczas burz czy silnych wiatrów. Były też wówczas ptakami kolonijnymi, podobnie jak czaple. Stopniowo zaczęły się jednak osiedlać coraz bliżej ludzi. Zaczęły też wykorzystywać pastwiska i łąki koszone przez człowieka, jako miejsce zdobywania pokarmu. Pierwsze udokumentowane informacje mówiące o zasiedlaniu przez bociany terenów zamieszkałych przez ludzi pochodzą ze Średniowiecza.

Obecnie bocian biały jest gatunkiem bardzo bliskim człowiekowi. Świadczy o tym fakt, że aż ponad 80% jego gniazd jest zlokalizowanych w odległości nie większej niż 100 m od zabudowań. Występowanie bociana jest nierozerwalnie związane z gospodarką rolną. Dzięki koszeniu i wypasaniu łąk ptak ten ma dostęp do odpowiednich żerowisk.

Bocian klekocze na skutek różnych podniet, np. gdy wyląduje na gnieździe, na powitanie partnera lub na widok rywala. Klekot wydawany w duecie jest częścią rytuału godowego.

Bocian klekocze na skutek różnych podniet, np. gdy wyląduje na gnieździe, na powitanie partnera lub na widok rywala. Klekot wydawany w duecie jest częścią rytuału godowego.
Fot. Tomasz Ogrodowczyk

Skąd biorą się małe bociany?

Pierwsze bociany wracają z zimowisk już na początku marca, choć zdarzają się też obserwacje pierwszych ptaków pod koniec lutego. Po przylocie na tereny lęgowe wybierają zwykle to samo gniazdo, które zajmowały w roku poprzednim. Z reguły samce przylatują kilka dni wcześniej, aby spenetrować terytorium, zregenerować siły i czasami również podreperować gniazdo. Gdy przyleci samica, oba ptaki przystępują do gruntownego remontu i rozpoczynają gody. Wkrótce potem samica znosi jaja. Zdarza się jednak, że na to samo gniazdo jest więcej chętnych. Wtedy nierzadko dochodzi do walk między parami. Bywa nawet, że walki te kończą się śmiercią dla niektórych ptaków, szczególnie gdy toczą się na gniazdach umiejscowionych na słupach energetycznych. Często też podczas walk dochodzi do zniszczenia lęgów.

Bociany znoszą od dwóch do siedmiu jaj. Jednak najczęściej lęgi są 4–5 jajowe. Rodzice wysiadują je naprzemian. Po około 30–33 dniach, najczęściej w pierwszej połowie maja, z jaj wykluwają się pisklęta. Jednak nie są one wcale podobne do osobników dorosłych – mają czarne dzioby i czarne lub cieliste nogi. Wydają również bardzo specyficzny głos, w niczym nie przypominający głosu ptaka. W ogóle bardziej przypominają małe dinozaury niż piękne dostojne ptaki. Pisklęta rosną błyskawicznie, przybierając na wadze kilkanaście lub kilkadziesiąt gramów dziennie. Początkowo są jednak bardzo nieporadne. Po około sześciu tygodniach próbują same stawać, a po około sześćdziesięciu dniach zaczynają latać. Zwykle ma to miejsce w drugiej połowie lipca. Młode bociany pozostają w okolicy swojego rodzinnego gniazda jeszcze przez około dwa tygodnie. Uczą się wtedy, jak zdobywać pokarm i ćwiczą latanie. Są w tym czasie ciągle dokarmiane przez rodziców. Na noc wracają do gniazda. W końcu jednak odlatują na dobre. Rodzice zwykle pozostają jeszcze kilka dni na miejscu, by zregenerować siły po wyczerpującym sezonie i przygotować się do wędrówki na zimowisko.

Ptaki tworzące parę przez cały okres lęgowy przynoszą materiały, rozbudowują i umacniają gniazdo

Ptaki tworzące parę przez cały okres lęgowy przynoszą materiały, rozbudowują i umacniają gniazdo
Fot. Tomasz Ogrodowczyk

Mniej więcej na początku drugiej połowy sierpnia bociany gromadzą się w duże, liczące po kilkaset osobników stada (tzw. sejmiki) i odlatują do Afryki. Młode ptaki najczęściej zostają w Afryce przez następny rok, żywiąc się szarańczą. Natomiast osobniki dorosłe i trochę starsze, ale jeszcze niedojrzałe młode, wracają na tereny lęgowe. Starszyzna zajmuje gniazda i przystępuje do lęgów, a młodzież w tym czasie łączy się w małe i średnie grupy, latając na dużym obszarze kraju i penetrując różnorodne siedliska, noce spędzając zwykle zbiorowo, z dala od osad ludzkich, najczęściej na suchych drzewach. Takie zgrupowania mogą liczyć nawet ponad sto ptaków.

Dokąd lecą nasze bociany?

Polskie bociany należą do tzw. wschodniej populacji migracyjnej. W odróżnieniu od ptaków z populacji zachodnioeuropejskiej, które migrują przez Gibraltar do Zachodniej Afryki, nasze boćki pokonują znacznie większy dystans. Lecą przez Ukrainę, Rumunię, Bułgarię, Grecję, Turcję, Syrię, Izrael, Egipt i dalej do Afryki Centralnej, a nawet RPA. Dlaczego lecą aż tak daleko? Przede wszystkim dlatego, że na terenach lęgowych w okresie zimy brakuje pożywienia. W Afryce w tym czasie jest pod dostatkiem szarańczy. Tu od razu nasuwa się pytanie, dlaczego w takim razie nie zostają tam na stałe, tylko narażają się na trudy długiej wędrówki? Otóż, w porze letniej w Afryce panuje susza, a więc niedostatek pokarmu. Bociany nie mogłyby tam odchować potomstwa.

W okresie godowym, podczas znoszenia jaj, bociany potrafią wielokrotnie kopulować w ciągu dnia

W okresie godowym, podczas znoszenia jaj, bociany potrafią wielokrotnie kopulować w ciągu dnia
Fot. Tomasz Ogrodowczyk

„Łączka ci szykuje żabki na śniadanie” – o diecie bociana słów kilka

Wbrew obiegowym opiniom, żaby nie są głównym składnikiem diety bocianów. Nie znaczy to jednak, że ptaki w ogóle ich nie jedzą. Większość badań nad pokarmem bocianów opiera się na analizie wypluwek*. Bociany natomiast mają tak silne soki trawienne, że praktycznie żadne kości nie zachowują się w wypluwkach, a tym bardziej delikatne kości płazów. Poza tym w ostatnich latach liczebność płazów na terenie naszego kraju, ale też i całej Europy, drastycznie spadła. Nie są więc one łatwo dostępnym pokarmem, a bociany wybierają ofiary, których jest w danym momencie najwięcej. Zwykle są to gryzonie, które stanowią nierzadko 80% diety, oraz owady (chrząszcze, szarańczaki). Bociany potrafią też polować na ryby czy gady, a także inne ptaki, szczególnie te gniazdujące na ziemi. Pisklęta bocianów są najczęściej karmione dżdżownicami, ślimakami, szarańczakami, a czasem też kijankami. Ale bywa i tak, że rodzice przynoszą do gniazda zaskrońce czy krety, które mogą utknąć w małych przełykach piskląt i wtedy dochodzi do tragedii.

Dramaty długodystansowców

Długodystansowe wędrówki, wiążące się z przelotem w trudnych warunkach pogodowych (susze, silne wiatry i burze piaskowe), nad terenami niesprzyjającymi odpoczynkowi (pustynie), są prawdziwym wyzwaniem, szczególnie dla młodych i niedoświadczonych ptaków. Wiele z nich wtedy ginie. Wędrujące ptaki są też w niektórych krajach masowo zabijane, albo dla sportu (np. na Malcie zgodnie z odwieczną tradycją w okresie sezonowych wędrówek zabija się wszystko, co ma pióra – w wyniku tych „polowań” ginie od dwóch do trzech milionów ptaków rocznie), albo dla wprawy w strzelaniu (w Izraelu i Turcji stanowią ruchome tarcze dla wojska). Gdy po wielu trudach dotrą w końcu do Afryki, narażone są na strzały i kule miejscowych plemion. Znane są przypadki bocianów powracających do Polski z utkwionymi w ciele grotami. Podczas wędrówek mogą więc przetrwać tylko najsilniejsze i najbardziej doświadczone ptaki, ale nawet one muszą mieć dodatkowo sporo szczęścia.

Niewesoły los bociana, czyli o zagrożeniach

Bociany od kilkuset lat są nierozerwalnie związane z gospodarką rolną człowieka. Jako miejsca żerowania wykorzystują koszone łąki oraz pastwiska. Niestety, po wejściu Polski do Unii Europejskiej wiele łąk zostało przekształconych w grunty orne. Nastąpiły również inne, dość drastyczne zmiany w zagospodarowaniu gruntów. Przykładowo wiele małych pól i łąk zostało scalonych, a rolnictwo stało się bardziej intensywne. Wszystkie te zmiany niekorzystnie wpływają na bociana. W związku z tym w Polsce liczebność populacji tego gatunku od kilku lat systematycznie spada.

Młode bociany rosną szybko. Pod koniec ósmego tygodnia życia opuszczają gniazdo.

Młode bociany rosną szybko. Pod koniec ósmego tygodnia życia opuszczają gniazdo.
Fot. Tomasz Ogrodowczyk

Kolejnym poważnym problemem jest zła melioracja. W Polsce nadal panuje pogląd, że wodę z łąk i naturalnych terenów zalewowych należy jak najszybciej odprowadzić. Zamiast więc wyznaczać obszary, na których będzie prowadzona ekstensywna gospodarka rolna i wprowadzi się zakaz zabudowy, podwyższa się wały, reguluje brzegi rzek i buduje zbiorniki retencyjne. W efekcie znikają miejsca, gdzie rzeka może się swobodnie wylewać, a w bezpośrednim jej sąsiedztwie łąki zamieniane są na grunty orne. Nie mogąc zdobyć dostatecznej ilości pokarmu dla swoich młodych, bociany opuszczają takie tereny.

Również chemizacja rolnictwa nie sprzyja temu gatunkowi. Bocian stoi na szczycie piramidy troficznej. Wszystkie substancje toksyczne i metale ciężkie kumulują się w jego ciele. Często w okresie opryskiwania upraw dochodzi do zatrucia osobników dorosłych polujących w pobliżu, lub młodych, które otrzymały skażony pokarm.

Bociany, jak wiele innych ptaków, znoszą do gniazd sznurki nylonowe i inne śmieci pozostawiane przez ludzi. Są one powodem uduszenia lub amputacji kończyn u piskląt. Ptaki giną w wielkich cierpieniach albo zostają kalekami na całe życie. Nie są więc w stanie normalnie funkcjonować w naturze.

Polujący na łące bocian, to realne zagrożenie dla jaj i piskląt innych ptaków, szczególnie siewkowców. Czajka zdecydowanym atakiem stara się przepędzić intruza.

Polujący na łące bocian, to realne zagrożenie dla jaj i piskląt innych ptaków, szczególnie siewkowców. Czajka zdecydowanym atakiem stara się przepędzić intruza.
Fot. Tomasz Ogrodowczyk


Dużym problemem są gniazda umieszczone bezpośrednio na drutach energetycznych. Niestety część z nich nie posiada specjalnych platform. Często dochodzi do kolizji zarówno młodych, jak i dorosłych ptaków z elementami sieci. W Polsce około 60% gniazd zbudowanych jest na słupach energetycznych, więc jest to tutaj duży problem. Sytuację może poprawić zakładanie platform pod gniazdami umieszczonymi bezpośrednio na drutach, albo przenoszenie gniazd na słupy wolnostojące. Również w okresie migracji kolizje z liniami energetycznymi są jedną z najczęstszych przyczyn śmierci bocianów.

Wiele gniazd zlokalizowanych jest na drzewach. Gałęzie żywych drzew często przerastają gniazda, co uniemożliwia ptakom dolot. Z drugiej strony, gdy drzewa są martwe, to po pewnym czasie próchnieją i przewracają się. Warto wtedy w miejsce przewróconego drzewa postawić słup wolnostojący.

Innym problemem jest drapieżnictwo kuny (Martes sp.). Gniazda na słupach bez platform, dachach budynków i na drzewach, są szczególnie na nie narażone.

Obecnie w naszym kraju prowadzi się wiele akcji czy programów, które mają na celu poprawienie losu bocianów. Miejmy nadzieję, że nasza populacja nadal będzie najliczniejszą w Europie i bocian biały nie zniknie z krajobrazu polskiej wsi.

Marcin Tobółka
Instytut Zoologii
Uniwersytet Przyrodniczy w Poznaniu

*) Wypluwka to zlepek niestrawionych części pokarmu, np. kości, sierść, pancerzyki owadów, wydalany ruchami wymiotnymi przez otwór gębowy przez wiele gatunków ptaków, m.in. sowy i ptaki szponiaste. Na podstawie analizy wypluwek można określić skład pokarmu ptaka.


Seminarium przyrodnicze w Czarnkowie

Dwugodzinne spotkanie cieszyło się dużym zainteresowaniem uczniów okolicznych szkół

Dwugodzinne spotkanie cieszyło się dużym zainteresowaniem uczniów okolicznych szkół
Fot. Marek Maluśkiewicz

W październiku w Czarnkowskim Domu Kultury odbyło się Seminarium Przyrodnicze organizowane przez Nadnoteckie Koło PTOP „Salamandra”. Dwugodzinne spotkanie cieszyło się sporym zainteresowaniem, szczególnie wśród uczniów okolicznych szkół. W programie imprezy znalazło się kilka krótkich wykładów m.in. o komunikacji zwierząt, przyrodzie doliny Noteci oraz działaniach podejmowanych przez „Salamandrę” na tym terenie. Podczas seminarium odbył się III Nadnotecki Konkurs Wiedzy Przyrodniczej dla Szkół Podstawowych. W tym roku pytania dotyczyły ptaków krajobrazu rolniczego. Jego uczestnicy musieli rozwiązać test, oznaczyć gatunki przedstawione na rysunkach, a także rozpoznać ptaki po głosach. Poziom tegorocznego konkursu był bardzo wysoki, tym bardziej cieszy duża liczba punktów zdobyta przez uczniów. Pierwsze miejsce w rywalizacji zajął Mikołaj Dziedzic (SP 2 w Trzciance), na drugim uplasowała się Zuzanna Fryska (SP w Hucie), na trzecim – Anna Adamska (również SP w Hucie). Kolejne miejsca zajęli: Bartłomiej Pawłowski (SP w Sarbi), Angelika Surma (SP w Sarbi), Natalia Dymek (SP w Śmieszkowie), Monika Jóźwiak (SP w Sarbi) oraz Hubert Dolny (SP w Hucie). Zwycięzcy otrzymali cenne nagrody – albumy przyrodnicze oraz klucze do rozpoznawania roślin i zwierząt. Nagrody sponsorowała firma JAWOR. Impreza nie odbyłaby się, gdyby nie pomoc licznej grupy wolontariuszy Towarzystwa.

Marek Maluśkiewicz
Nadnoteckie Koło PTOP „Salamandra”

























Wakacje z susłami

Budowa wolier aklimatyzacyjnych, w których susły spędziły pierwsze dni na nowym stanowisku

Budowa wolier aklimatyzacyjnych, w których susły spędziły pierwsze dni na nowym stanowisku
Fot. Grzegorz Wojtaszyn

Miłośnicy aktywnego wypoczynku mogli w tym roku połączyć przyjemne z pożytecznym i poświęcić część swoich wakacji na pomoc przy pracach związanych z czynną ochroną przyrody. „Salamandra” zorganizowała w tym roku dwa obozy susłowe – w Kamieniu Śląskim koło Opola oraz w Trzcinicy Wołowskiej na Dolnym Ślasku.

Podczas obozu w Kamieniu Śląskim monitorowaliśmy populację susła moręgowanego, którą, dzięki programowi ochrony tego gatunku, udało się odtworzyć na tym stanowisku. Uczestnicy obozu prowadzili obserwacje mające na celu oszacowanie liczby osobników występujących na łące w Kamieniu Śląskim. Wygląda na to, że suseł zadomowił się na dobre na tym stanowisku i jego populacja ma się całkiem dobrze.

Podczas drugiego obozu odbywającego się w okolicach Wołowa, wypuszczane były susły na zupełnie nowym stanowisku (na gruntach należących do zaprzyjaźnionej organizacji przyrodniczej PTPP „Pro Natura”). Jest to kolejny etap mający na celu odtworzenie populacji tego ssaka na terenie Polski. Podczas obozu przygotowywaliśmy miejsce pod wsiedlenie susłów, obserwowaliśmy zachowanie i adaptację zwierząt na nowym stanowisku. Wstępne obserwacje wskazują, że i w tym miejscu susły czują się dobrze. Mamy nadzieję, że nasze działania przyczynią się do stworzenia stabilnej populacji susła moręgowanego na terenie Polski.

Grzegorz Wojtaszyn


























Prawo (nie)doskonałe

Futro z psa futrem z wilka?

15 listopada 2008 r. weszła w życie nowelizacja ustawy o ochronie przyrody. Wprowadza ona wiele istotnych, a w niektórych wypadkach wręcz rewolucyjnych zmian w organizacji i zasadach prawnych ochrony naszego naturalnego dziedzictwa. Warto jednak zwrócić uwagę także na korekty pozornie drobne, które w konkretnych przypadkach mogą mieć duże znaczenie praktyczne. Jedną z licznych takich zmian jest wprowadzenie pojęcia „okaz gatunku”.

W artykule 5 ustawy o ochronie przyrody, zawierającym definicje niektórych stosowanych w tym akcie pojęć, dodano punkt 11a. Zgodnie z nim, ilekroć w ustawie pojawia się pojęcie „okaz gatunku”, oznacza ono: „roślinę, zwierzę lub grzyb z danego gatunku, żywe lub martwe, każdą ich część, formę rozwojową, jajo lub wydmuszkę, a także produkt pochodny również zawarty w innych towarach oraz towary, które zgodnie z dołączonym dokumentem, opakowaniem, oznakowaniem lub etykietą, lub jeżeli wynika to z jakichkolwiek innych okoliczności, mają zawierać lub zawierają części lub produkty pochodne z roślin, zwierząt, lub grzybów z danego gatunku”. Jednocześnie w dalszych przepisach – przede wszystkim w artykułach dotyczących ochrony zagrożonych gatunków – wprowadzono zmiany polegające na tym, że większość zakazów czy ograniczeń dotyczy właśnie „okazów gatunków”. Jakie są skutki takiej zmiany?


Fot. Internet

Przede wszystkim takie rozwiązanie jest zgodne z prawem Unii Europejskiej. Podobna definicja „okazu” znajduje się zarówno w art. 1 lit. m Dyrektywy Siedliskowej, jak i w art. 2 lit. t rozporządzenia Rady (WE) nr 338/97. W obu tych aktach dalsze przepisy odnoszą się zwykle właśnie do „okazów”, a nie do roślin, zwierząt czy ich części lub produktów pochodnych, jak to było do tej pory w naszej ustawie. Jednak efektem nie jest wyłącznie upodobnienie naszych przepisów do uregulowań unijnych, ani uproszczenie tekstu ustawy. Zasadniczą różnicą jest to, że pod pojęciem okazu gatunku chronionego, którego dotyczą przepisy, rozumie się także te towary, które wg towarzyszącej informacji (np. etykiety czy opisu aukcji internetowej), mają zawierać części lub produkty pochodne z chronionych gatunków, niezależnie od tego, czy rzeczywiście je zawierają. Przepis ten do tej pory obowiązywał wyłącznie w odniesieniu do okazów objętych ograniczeniami w handlu na podstawie CITES i przepisów Unii, gdyż rozporządzenie Rady nr 338/97 obowiązuje w Polsce bezpośrednio. Nie obowiązywał jednak w odniesieniu do gatunków objętych „jedynie” krajową ochroną gatunkową.

W Internecie można znaleźć wiele ogłoszeń dotyczących produktów wytwarzanych ze zwierząt chronionych gatunków

W Internecie można znaleźć wiele ogłoszeń dotyczących produktów wytwarzanych ze zwierząt chronionych gatunków
Fot. Internet

Przyczyną, dla której w innych krajach Unii już dawno wprowadzono taką zasadę, jest to, że często w praktyce bardzo trudno ocenić, czy np. dany przedmiot rzeczywiście zawiera części z chronionych gatunków. W handlu można spotkać np. pasztet z niedźwiedzia, maść z sadła świstaka, futro z wilka, mieszankę ziół zawierającą m.in. chronione suszone rośliny... Na oko zwykle nie da się ocenić, czy rzeczywiście zawierają one części organizmów z deklarowanych gatunków. Do tej pory, jeśli w stosunku do danych taksonów wprowadzono zakaz handlu, gdy Policja próbowała interweniować w przypadku handlu takimi „okazami”, handlarz często twierdził, że w rzeczywistości przedmioty te wcale nie zawierały chronionych gatunków, a taki opis zamieszczony był jedynie przez pomyłkę. Czasami można to sprawdzić za pomocą dość drogich badań genetycznych, ale i to nie zawsze jest możliwe. Gdy pojęciem „okaz”, którego dotyczą zakazy, objęto zarówno produkty rzeczywiście pochodzące z chronionych gatunków, jak i ich podróbki – problem ten przestaje istnieć. Ściganiu i karaniu podlegają w jednakowym stopniu wszyscy, którzy reklamują sprzedawane nielegalnie przedmioty jako zawierające części chronionych roślin, grzybów lub zwierząt. Jest to słuszne. Ktoś, kto sprzedaje jedynie podróbki przedmiotów z organizmów objętych ochroną, nie tylko oszukuje potencjalnych klientów, ale także promuje handel zagrożonymi gatunkami.

Zmieniając sformułowania dotyczące zakazów obowiązujących wobec chronionych gatunków, przy okazji poprawiono niefortunny, dwuznaczny zapis, powodujący kłopoty interpretacyjne. Nie było do tej pory jasne, czy ochrona dotyczy całych gatunków dziko występujących (gdzie?), czy też jedynie konkretnych osobników roślin, grzybów i zwierząt, które w danym momencie występują dziko. W wyniku obecnej nowelizacji przepis stanowi już jednoznacznie, że dotyczy ona wszystkich okazów chronionego gatunku, także znajdujących się w hodowli. Ochroną tą mogą być obejmowane gatunki, które występują dziko w Polsce lub gdziekolwiek indziej na terenie Unii Europejskiej.

W Internecie można znaleźć wiele ogłoszeń dotyczących produktów wytwarzanych ze zwierząt chronionych gatunków.

Fot. Internet

Opisane wyżej zmiany są korzystne – ułatwiają przestrzeganie przepisów. Jednak w nowelizacji znalazł się też zapis, który budzi zdziwienie. Został on przyjęty pomimo negatywnej opinii Państwowej Rady Ochrony Przyrody. Otóż zgodnie z art. 10 ustawy nowelizującej „posiadacze spreparowanych zwierząt lub ich części są obowiązani do uzyskania zezwolenia, o którym mowa w art. 56 ust. 2 ustawy zmienianej w art. 1 (ustawy o ochronie przyrody – przyp. AK), w okresie roku od dnia wejścia w życie niniejszej ustawy.” Chodzi o zezwolenie na posiadanie takich spreparowanych okazów. Obowiązek uzyskania takiego zezwolenia istniał do tej pory. Już raz (w roku 2004) wprowadzono taką amnestię. Jaki jest sens jej ponawiania? Pomysłodawcy argumentują, że ma ona dać kolejną szansę wszystkim, którzy posiadają stare spreparowane okazy „po dziadku”, a do tej pory o zezwolenie nie wystąpili. Jednak ten przejściowy przepis nie wprowadza żadnych nowych, szczególnych zasad czy ułatwień dotyczących uzyskiwania takich zezwoleń. Można je było uzyskiwać i do tej pory. Jedynym skutkiem prawnym jest to, że nagle przez rok ponownie można bezkarnie posiadać spreparowanie okazy zwierząt bez zezwolenia. W świetle stosunkowo często obserwowanych przypadków nielegalnego zabijania i preparowania chronionych gatunków – zwłaszcza ptaków – jest to przepis niebezpieczny, gdyż w pewnym sensie czasowo legalizujący ten proceder.

Choć nowelizacja jak zawsze ma pewne wady, wydaje się, że zmian pozytywnych jest więcej. Miejmy nadzieję, że omówione wyżej uregulowania pozwolą np. skutecznie ukrócić rozwijający się ostatnio w Polsce nielegalny handel futrami z wilków czy przemycanymi z Ukrainy maściami zawierającymi sadło świstaka lub niedźwiedzia.

Andrzej Kepel


Nadal chronimy pustułkę

Młode pustułki, wcześniej zaobrączkowane, trafiły na wolność w dolinie Noteci

Młode pustułki, wcześniej zaobrączkowane, trafiły na wolność w dolinie Noteci
Fot. Marek Maluśkiewicz

Realizowany już drugi rok projekt „Ochrona pustułki nad Notecią” zaczyna przynosić efekty. Wiosną członkowie Nadnoteckiego Koła PTOP „Salamandra” dowiesili kolejne skrzynki lęgowe. W maju, spośród 34 skontrolowanych skrzynek, lęgi stwierdzono w 4 z nich, natomiast w czerwcu zaobrączkowano pisklęta – w sumie 17 ptaków. Ciekawostką jest fakt, że na dachu jednej ze skrzynek gniazdo założył myszołów, któremu udało się tam wychować pisklęta. Tego roku, podobnie jak w latach poprzednich, odbyła się akcja wypuszczania młodych pustułek z poznańskiego ogrodu zoologicznego (tylko w lipcu tego roku wypuściliśmy około 40 ptaków). Obecnie prowadzimy starania o pozyskanie funduszy na dowieszenie kolejnych skrzynek w krajobrazie rolniczym doliny Noteci.

Marek Maluśkiewicz
Nadnoteckie Koło PTOP „Salamandra”































Wybór numeru

Aktualny numer: 1/2021

Aktualny numer