Kontuzjowany bocian we Władysławowie

Na stronie PTOP „Salamandra” i w kilku innych serwisach można oglądać bezpośrednią transmisję z gniazda bocianów na Szkole Podstawowej we Władysławowie k. Turku. Tysiące osób z przejęciem obserwuje losy tej skrzydlatej rodziny. Ostatnio poważna kontuzja jednego z rodziców bardzo zaniepokoiła i zasmuciła wszystkich obserwatorów.

Para boćków zajęła gniazdo na początku kwietnia. Samica złożyła 4 jaja. Młode, które się wylęgły, były w zróżnicowanej kondycji. Rodzice z poświęceniem je karmili i osłaniali przed niesprzyjającymi warunkami pogodowymi, jednak do lipca przetrwały tylko dwa najsilniejsze z piskląt. U bocianów jest to sytuacja normalna. Z gniazdach, w których złożono 4 jaja, przeciętnie udaje się ostatecznie wyfrunąć 2-3 ptakom.

11 lipca jeden z dorosłych ptaków doznał poważnej kontuzji nogi (prawdopodobnie złamał ją), a być może także poobijał skrzydło. Przyczyną mogła być np. kolizja z linią energetyczną. Mimo tego jeszcze co najmniej przez dwa dni skutecznie zdobywał pokarm i wraz z drugim rodzicem karmił młode. Jednak 13 lipca nie widziano już go na gnieździe.

Niezwłocznie po zauważeniu problemu ornitolodzy z „Salamandry” zaczęli uważnie przyglądać się kontuzjowanemu ptakowi i rozważać możliwości pomocy. Niestety – obecnie niewiele można zrobić. Interwencja na gnieździe odpadała od samego początku. Młode ptaki są już w takim stadium rozwoju, że każda próba podejścia człowieka do gniazda spowoduje ich próbę ucieczki, co oznacza skok z wysokości. Ale boćki te jeszcze nie umieją latać, więc efekt takiego działania byłby zapewne tragiczny. Poza tym taka interwencja byłaby bezcelowa. Kontuzjowany dorosły ptak nie ma bowiem kłopotów z lataniem – nie było więc możliwości jego bezpiecznego (dla piskląt i jego samego) odłowienia w celu udzielenia pomocy weterynaryjnej.

Jeśli kontuzja nie zaleczy się sama, jest szansa, choć niewielka, że osłabiony ptak, nie mogący już latać, zostanie zauważony przez ludzi. Wówczas można podjąć próbę jego schwytania i udzielenia mu pomocy weterynaryjnej. Dlatego zwracamy się do wszystkich z apelem o baczne obserwowanie bocianów w szeroko rozumianych okolicach Turku i Konina. Należy szczególnie zwracać uwagę na ptaki zachowujące się nietypowo – stojące nieruchomo przez dłuższy czas lub poruszające się z trudnością. W przypadku zauważenia takiego boćka, prosimy o kontakt telefoniczny (nr. 661250157 lub ew. 600913149) w celu konsultacji dalszego postępowania.

Bocki-Wlad-1

A co z młodymi w gnieździe? Jeśli okolica zapewnia wystarczająco pokarmu, warunki pogodowe są dobre, a rodzice są doświadczonymi ptakami, para bocianów jest w stanie wychować 4-5, a czasem nawet 6 młodych. W sprzyjających okolicznościach jeden rodzic powinien więc wykarmić pozostałe w gnieździe dwa pisklęta. Biorąc pod uwagę wiek młodych, a także to, że jeden z nich podejmuje już pierwsze próby lotu, za parę dni zapewne zaczną opuszczać gniazdo, a po kolejnych ok. 2 tygodniach będą już mogły samodzielnie się żywić.

Bocki-Wlad-3

Dokarmianie podrośniętych bocianów w gnieździe przez ludzi z opisanych wyżej powodów jest niemożliwe. A ponieważ dorosły bocian poluje w promieniu kilku kilometrów od gniazda – nie ma także realnych możliwości, by skutecznie wspomóc jego wysiłki. Warto zaznaczyć, że w przeciętnej rodzinie bocianiej, gdy młode są już w wieku „tuż przed wylotem” (jak to ma miejsce obecnie we Władysławowie), rodzice zwykle zmniejszają częstotliwość karmienia i przynoszą pokarm jedynie co około 5 godzin. Powoduje to, bocianiątka są nieco wygłodzone, ze wzrastającym zniecierpliwieniem czekają na powrót rodziców i ostro rywalizują o przyniesiony pokarm. Takie zachowania będziemy więc obserwować także w tym gnieździe. W tym czasie często młode już nie tylko nie przybierają na masie, ale wręcz nieco chudną. Za to rozwijają im się skrzydła, a głód zachęca je do wcześniejszych prób opuszczenia gniazda. W tym przypadku obeserwujemy, że pozostały rodzic (prawdopodobnie ojciec) przylatuje do gniazda z pożywieniem nawet co niespełna godzinę, więc młode mają zapewne wystarczająco pokarmu.

Specjaliści z „Salamandry” na bieżąco obserwują wydarzenia w gnieździe i jeśli pojawi się sytuacja wymagająca interwencji, która będzie miała szanse na powodzenie – bez wątpienia zostania ona podjęta. Póki co pozostaje nam jednak jedynie trzymanie kciuków za pogodę i skuteczność łowiecką pozostałego rodzica.

Andrzej Kepel