Polskie Towarzystwo Ochrony Przyrody „Salamandra”
 


„Salamandra” a CITES podczas prezydencji

Pomiędzy posiedzeniami Konferencji Stron Konwencji o Międzynarodowym Handlu Dzikimi Zwierzętami i Roślinami Gatunków Zagrożonych Wyginięciem (CITES) odbywają się spotkania stałych Komitetów tej Konwencji. W tym roku udział krajów Unii Europejskiej w spotkaniach tych Komitetów był koordynowany przez Polskę, w ramach trwającej prezydencji naszego kraju w Radzie Wspólnoty.

Dwaj specjaliści z PTOP „Salamandra” (Andrzej Kepel i Borys Kala) wspierają w tym roku Ministerstwo Środowiska jako oficjalni eksperci polskiej prezydencji w sprawach związanych z CITES. Między innymi przygotowywali oni projekty stanowisk Polski i całej Unii w sprawach, które były przedmiotem obrad Komitetu ds. Zwierząt i Komitetu Stałego (Komitety ds. Roślin i ds. Zwierząt to oficjalne organy naukowe CITES, a Komitet Stały to organ zarządzający CITES pomiędzy posiedzeniami Konferencji Stron). Dr Kepel wchodził także w skład oficjalnej polskiej delegacji na posiedzenia tych Komitetów jako przedstawiciel polskiego organu naukowego CITES. Współprzygotowywał też i uczestniczył w licznych unijnych spotkaniach przygotowawczych, koordynacyjnych i podsumowujących, związanych z tymi wydarzeniami.

Działalność „Salamandry” dotycząca CITES w roku polskiej prezydencji jest jednak szersza. Towarzystwo opracowało m.in. na potrzeby Ministerstwa projekt rozwiązań dotyczących kontroli produkcji i handlu kawiorem w Polsce, a w pierwszym tygodniu grudnia zorganizowało w Poznaniu międzynarodowe seminarium dot. przestrzegania CITES, w którym w grudniu 2011 r. wzięli udział przedstawiciele oficjalnych organów administracyjnych i naukowych oraz organizacji pozarządowych z Europy Środkowej i Wschodniej.

Ericka Ceballos
Ten adres pocztowy jest chroniony przed spamowaniem. Aby go zobaczyć, konieczne jest włączenie w przeglądarce obsługi JavaScript.

Jak na ptaki, to do… Afganistanu!

Afganistan jest zapewne ostatnim miejscem, do którego przeciętny miłośnik ptaków chciałby się wybrać. Tymczasem, pośród rejonów słynących z mniej lub bardziej regularnych walk, krwawych zamachów, a w najlepszym razie nie niepokojonych przez policję monokultur makowych, w państwie tym znajduje się miejsce zupełnie wyjątkowe.

Orłosęp codziennie patroluje swój rewir

Orłosęp codziennie patroluje swój rewir
Fot. Jakub Rybicki>

To Dolina Wachanu – wąski przesmyk na północnym wchodzie kraju, jakby wciśnięty między Tadżykistan, Pakistan i Chiny. Nigdy nie toczyła się tam żadna wojna, nigdy nie widziano tam talibów, nigdy nie wybuchła żadna bomba. Ze względu na wysokość nie uprawia się tam nawet maku, a z powodu panującej tam nędzy niedostępne są produkty zeń wytwarzane. Co ważniejsze, jest to kraina niemal niezamieszkała, gdzie tradycyjne, nad wyraz prymitywne rolnictwo (trójpolówka; wypas owiec i jaków), nie zniszczyło jeszcze krajobrazu. Gdzie, mimo regularnych polowań, myśliwy rzadko kiedy wraca ze zdobyczą, dysponując nierzadko strzelbą jeszcze z czasów królowej Wiktorii. Nade wszystko jest to jednak kraina potężnych, rozległych gór. Gór, z których setki pozostają jeszcze niezdobyte; gór, które były niegdyś kolebką polskiego himalaizmu – zdobywane nowymi drogami, zimą, w czystym alpejskim stylu. Gór, których kształty – czasami ostrych iglic strzelających ponad chmury, czasami łagodnych owalnych kamieni – w połączeniu z zielenią hal, błękitem rzek i potoków, dają krajobraz niezwykle piękny. Godny poznania, niezależnie nawet od swych ptasich przymiotów.

Choć nasza przygoda z Afganistanem miała raczej himalaistyczny charakter, w miejscu tak niezwykłym nie mogło zabraknąć lornetki, notesu z ołówkiem oraz klucza „Birds of Pakistan” wydanego niedawno w serii Helm Field Guides. Prawie dwa miesiące spędzone w Dolinie pozwalają na sformułowanie kilku poniższych uwag.

Zaskakująco wiele ptaków widzianych w Wachanie spotkać można również w Polsce; przy czym w Dolinie spotkania te niemal zawsze wyglądają zupełnie inaczej. Wilga (Oriolus oriolus) jest tam ptakiem ogrodowym, potrafiącym skakać po trawniku zupełnie jak nasz kos (Turdus merula). Dziwonii (Carpodacus erythrinus) nie przeszkadzają gwałtowne śnieżyce – siedzi sobie spokojnie na uginających się pod śniegiem gałązkach na podobieństwo odwiedzających nas zimą jemiołuszek (Bombycilla garrulus). Dudek (Upupa epops) potrafi latać na wysokości ponad 4700 m n.p.m. i doskonale radzi sobie z wydobywaniem pokarmu nawet spod głębokiego na kilka centymetrów śniegu.

Wyżej w górach, na wysokości ponad 4 tys. metrów, spotkać można właściwie tylko trzy gatunki. Niemal co chwilę natykaliśmy się na pleszkę kaukaską (Phoenicurus erythrogaster). Kontrastowo ubarwione samczyki, przesiadujące chętnie na czubkach kamieni, widać było już z daleka. Choć kilkakrotnie udało nam się spotkać pospolite w Alpach wieszczki (Pyrrhocorax graculus), zdecydowanie liczniejsze wydają się wrończyki (P. pyrrhocorax) – nie było chyba godziny, w której nie zobaczylibyśmy przynajmniej jednego. Wreszcie, niemal każdego dnia nad naszymi głowami pojawiały się orłosępy (Gypaetus barbatus). One też zachowywały się dość osobliwie – zbliżały się do ludzi, latając bardzo nisko nad zboczami gór, w sposób przypominający polującego orła przedniego (Aquila chrysaetos).

Okolice Sarhad-e Broghil. Pogoda potrafi zmieniać się błyskawicznie - śnieg pokrył w ciągu kilku godzin jeszcze wczoraj słoneczne stoki

Okolice Sarhad-e Broghil. Pogoda potrafi zmieniać się błyskawicznie - śnieg pokrył w ciągu kilku godzin jeszcze wczoraj słoneczne stoki
Fot. Jakub Rybicki>

Kilkakrotnie obserwowaliśmy gatunki himalajskie i wschodnioazjatyckie, których spotkanie w jakichś bliższych nam, bardziej cywilizowanych częściach świata, byłoby prawie niemożliwe. Wspomnieć by tu należało przede wszystkim o stadkach niezwykle płochliwych gołębi górskich (Columba rupestris), żyjących nad rwącymi potokami pleszkach białogłowych (Chaimarrornis leucocephalus) czy trznadlach skalnych (Emberiza buchanani). Nie udało nam się natomiast spotkać rzadkich, zagrożonych, wyłącznie himalajskich gatunków: sępa (Gyps himalayensis) i ułara (Tetraogallus himalayensis).

Kończąc, należy zwrócić uwagę na rzecz bodaj najważniejszą. Dolina Wachanu, zwłaszcza jej wschodnia część, zdaje się stanowić doskonałe miejsce do prowadzenia badań naukowych. Tysiące kilometrów kwadratowych wysokich gór, pełne odosobnionych dolin strumieni, samotnych niekiedy szczytów, liczących być może nawet tysiące lat zadrzewień iglastych, pozostają właściwie całkowicie niezbadane. O ile udało się to trafnie ustalić, poza ludźmi zajmującymi się ochroną wielkich kotów i owiec Marco Polo, nie dotarł tam właściwie jeszcze nikt zajmujący się badaniem przyrody. Szansa na odkrycie nowych gatunków, jeśli nie strunowców, to przynajmniej owadów i roślin, wydaje się więc spora. Ponadto, przez Dolinę biegnie prawdopodobnie ważny szlak migracyjny ptaków – choć również i o tym nikt jeszcze raczej nie pisał. Dość wspomnieć, że liczba „fyloskopów”* na jednym krzaku w pierwszej lepszej wiosce bywała w połowie września większa niż w sieci ornitologicznej na Akcji Bałtyckiej. Zbędnym byłoby zaznaczać, że nikt nigdy żadnych ptaków tam nie obrączkował. Można być więc niemal pewnym dokonania szeregu interesujących obserwacji faunistycznych i fenologicznych.

Pozostaje więc serdecznie polecić to fascynujące miejsce każdemu, kto kocha przyrodę i komu nieobce są trudy podróżowania. Nade wszystko zaś tym, którzy spragnieni są naukowych odkryć i niezwykłej satysfakcji, jaką owe odkrycia przynoszą!

Krzysztof Mularski
Ten adres pocztowy jest chroniony przed spamowaniem. Aby go zobaczyć, konieczne jest włączenie w przeglądarce obsługi JavaScript.

Jakub Rybicki
Ten adres pocztowy jest chroniony przed spamowaniem. Aby go zobaczyć, konieczne jest włączenie w przeglądarce obsługi JavaScript.

*) Ptaków wróblowych z rodzaju Phylloscopus.


Puerto Rico – żabia wyspa

W Puerto Rico, jak śpiewała Kora Jackowska, „żaby głośno, ptaki cicho”. Ptaki wprawdzie tak całkiem cicho nie są, ale żab nie byłyby w stanie zagłuszyć. Co noc na wyspie rozbrzmiewa koncert na miliony płazich gardeł, w wykonaniu maleńkich żabek o onomatopeicznej nazwie Coquí. Jest to grupa endemicznych dla Puerto Rico gatunków płazów, które są nieoficjalnym symbolem wyspy.

Żabka Couqi w trakcie przyokiennego koncertu

Żabka Couqi w trakcie przyokiennego koncertu

Emitowany przez każdego samca dźwięk przekracza 100 dB, a więc można go porównać do hałasu, jaki wytwarza pracujący młot pneumatyczny. Donośne kuki! kuki! dominuje nad wszystkimi innymi dźwiękami i dochodzi nawet z pojedynczych drzew na skwerkach w środku miast. Gdy wilgotność powietrza wzrasta, pojedyncze osobniki odzywają się nawet w dzień. A wilgotności w tym klimacie nie brakuje – portorykański las należy do rzadkiego w skali świata typu mglistego, charakteryzującego się intensywną kondensacją pary wodnej, w wyniku czego jest on stale spowity mgłą.

W tamtejszym Parku Narodowym El Yunque, którego nazwa oznacza „las w chmurach”, epifityczna roślinność zachwyca swą różnorodnością. Puerto Rico, czyli „bogaty port”, od początku hiszpańskiej kolonizacji stanowiło ważny punkt przeładunkowy, stąd powstała tam ciekawa zbieranina roślin i zwierząt z różnych zakątków świata. Dorodne paprocie drzewiaste, sagowce i palmy kokosowe, wszędobylskie bromelie, pnąca wanilia i złowrogo trzeszczące, gigantyczne bambusy, a do tego szereg gatunków storczyków, z których dziesięć to endemity – wszystko to jest zaledwie małym procentem tamtejszych botanicznych atrakcji.

Epifity z rodziny Bromeliaceae - niezwykle dekoracyjny element portorykańskiej przyrody

Epifity z rodziny Bromeliaceae - niezwykle dekoracyjny element portorykańskiej przyrody

Jeśli chodzi o zwierzęta, również nie brakuje gatunków specyficznych tylko dla Puerto Rico. Ssaki, poza nietoperzami (łącznie trzynaście gatunków, z czego sześć endemicznych), zostały sprowadzone na wyspę przez człowieka – celowo bądź przypadkiem. Niezbyt udanym pomysłem było wypuszczenie na wyspie mangust, które miały tępić zawleczone wcześniej szczury, a zamiast tego zdziesiątkowały populacje rodzimej awifauny. Z ptaków najbardziej znanym gatunkiem jest portorykańska papuga – amazonka niebieskoskrzydła (Amazona vittata), poza nią występuje jeszcze 17 gatunków endemicznych z 349 gatunków łącznie stwierdzonych na wyspie. Są to między innymi dwa gatunki kolibra, jeden gatunek dzięcioła, sowa i lelek. Najpospolitszym ptakiem jest kolorowy cukrzyk (Coereba flaveola), którego ćwierkanie słychać z niemal każdego krzaka. Wszędzie roi się od drobnych jaszczurek, których kolorowe podgardla, prezentowane dumnie przez samce, mienią się jak klejnoty. Na wyspie występuje również endemiczny wąż z rodziny dusicieli – boa portorykański (Epicrates inornatus), obecnie niezwykle rzadki, dawniej jednak tak pospolity, że z jego tłuszczu wytapiano olej do lamp, który eksportowano. Znaczna eksploatacja, w połączeniu z utratą naturalnych siedlisk oraz wprowadzeniem mangust, spowodowała, iż gatunek ten na początku XX wieku stanął na granicy wymarcia. Obecnie sytuacja się poprawia, jednak nadal wąż ten wymaga ochrony.

Fauna bezkręgowa Puerto Rico również obfituje w endemity (80 gatunków samych pająków!), tudzież gatunki, które w innych miejscach są o wiele mniej liczne. W słodkiej wodzie tamtejszych strumieni, piętrzącej się w licznych wodospadach, żyją wspaniałe słodkowodne krewetki filtrujące, w zbutwiałych liściach grasują spawęki, a po drzewach spacerują kolorowe wije, gotowe strzyknąć w oczy potencjalnym napastnikom drażniącą wydzieliną. Portorykańska przyroda jest jednak jak na tę strefę klimatyczną bardzo przyjazna – brak niebezpiecznych chorób, jak choćby malarii; praktycznie nie ma jadowitych zwierząt, jak i tych dużych, groźnych, które mogłyby skrzywdzić człowieka (o tamtejszych gigantycznych krabach mówi się wprawdzie, że jedzą kozy, ale nie ma co wierzyć plotkom...). Jedyne niebezpieczeństwo niesie ze sobą sam człowiek – egzotyczni uciekinierzy z amatorskich hodowli przy tamtejszych temperaturach bez problemu się aklimatyzują, i pół biedy, jeżeli chodzi o łagodne legwany zielone, gorzej, gdy rzecz tyczy kajmanów, które już się pojawiły na wyspie.

Niewątpliwie jednak warto odwiedzić Puerto Rico, którego fauna i flora każdemu przyrodnikowi z pewnością zaprze dech w piersiach, a dzięki hałaśliwym płazom – spędzi sen z powiek.

Tekst i zdjęcia: Agnieszka Graclik
Ten adres pocztowy jest chroniony przed spamowaniem. Aby go zobaczyć, konieczne jest włączenie w przeglądarce obsługi JavaScript.
Instytut Zoologii
Uniwersytet Przyrodniczy w Poznaniu


Barycz – kraina stawów

Skarbem Doliny Baryczy są budowane od XIII wieku stawy, rozległe lasy i zielone łąki. Największe stawy rybne w zjednoczonej Europie są jednocześnie ptasim rajem o randze światowej. Bogactwo Doliny Baryczy jest współtworzone przez człowieka i może być przez niego wykorzystywane również dla wzbogacenia oferty turystycznej, związanej w szczególności z obserwacją przyrody. Kluczem do harmonijnego rozwoju jest wykorzystanie wiedzy o przyrodzie, świadome planowanie i aktywność lokalnych liderów.

Samce żab moczarowych (Rana arvalis) tylko przez jeden tydzień w roku przybierają tą niezwykłą, niebieską barwę

Samce żab moczarowych (Rana arvalis) tylko przez jeden tydzień w roku przybierają tą niezwykłą, niebieską barwę
Fot. Saturnina i Artur Homan

Nazwa rzeki Barycz, dopływu Odry płynącego na pograniczu Wielkopolski i Dolnego Śląska, pochodzi od bagien i podmokłości znajdujących się w jej dolinie. Słowiańskie słowo bara oznacza bowiem właśnie bagno, teren grząski i podmokły. Trudny do kolonizacji charakter doliny decydował o jej historii i możliwościach rozwoju. Przez wieki rzeka, wraz z otaczającymi ją bagnami i lasami, stanowiła granicę pomiędzy krajami. Na mglistych przygranicznych ziemiach bywało niebezpiecznie – wśród trudnych do przebycia ostępów, w czasach wojny trzydziestoletniej, grasował zbój Melchior, który przyznał się do zamordowania 251 osób.

Zwykle jednak ludzie starali się tu współpracować, żyjąc w zgodzie ze sobą i, co ważne, z naturą. Korzystając z bogactwa wody, już od XIII wieku budowano tu stawy rybne, wzorując się na technologii sprowadzonej w te strony przez zakon cystersów. Mozaika stawów, lasów i pastwisk wyraźnie służyła tutejszym mieszkańcom – na ziemiach tych jeszcze dzisiaj spotkać można wiele pałaców, parków i kościołów, stanowiących dziedzictwo historyczne i kulturowe. Obecnie najcenniejszym skarbem Doliny Baryczy jest największy w Unii Europejskiej kompleks stawów rybnych i związana z nimi przyroda. Jest to przede wszystkim raj dla ptaków: stwierdzono tu dotychczas występowanie aż 297 gatunków, z czego 172 lęgowe. To właśnie dzięki bogactwu ptaków i różnorodności siedlisk przyrodniczych spora część obszaru Doliny Baryczy objęta jest ochroną w ramach sieci Natura 2000. Znajduje się tu również największy w Polsce park krajobrazowy.

Unikatowe walory przyrodnicze Doliny Baryczy są szansą na lokalny rozwój w zgodzie z naturą. Poszukiwanie drogi harmonijnego i naturalnego rozwoju, to dzisiaj nie lada wyzwanie. Można jednak prowadzić działalność gospodarczą na obszarze cennym przyrodniczo i jednocześnie nie pozwolić na zamknięcie w skansenie.

Film Rytmy natury w Dolinie Baryczy ukazuje naturę w rocznym cyklu - ujęcia kręcone były z wody, lądu, bagna i powietrza

Film „Rytmy natury w Dolinie Baryczy” ukazuje naturę w rocznym cyklu - ujęcia kręcone były z wody, lądu, bagna i powietrza
Fot. Saturnina i Artur Homan

Krajobraz natury i człowieka

Dolina Baryczy, podobnie jak większość obszarów Europy, nie przypomina dzikich ostępów Amazonii. Walory przyrodnicze tego terenu są w znacznym stopniu związane z działalnością człowieka. To on tworzył przez wieki tutejszy krajobraz, który z lotu ptaka przypomina kratę wzorzystej spódnicy. Błękit stawów, świeża zieleń pastwisk i ciemny odcień lasów, przedzielone są charakterystycznymi dla Doliny Baryczy wiekowymi alejami drzew rosnących wzdłuż dróg, grobli oraz cieków. W starych, sadzonych często jeszcze w czasach niemieckich dębowych alejach mieszkają kolejne skarby Doliny. Jest ona bowiem miejscem życia największej w naszym kraju populacji kozioroga dębosza (Cerambyx cerdo) oraz chronionej prawem unijnym jako gatunek priorytetowy pachnicy dębowej (Osmoderma eremita). Choć w świetle znanych w kraju konfliktów brzmi to niewiarygodnie, to właśnie obecność tych rzadkich owadów sprowokowała przyrodników, samorządowców i drogowców do podjęcia wspólnych działań przy odtwarzaniu dębowych alei. Dzisiaj zarówno dęby, jak i unikatowe chrząszcze, stają się symbolem współpracy.

Ślady poszukiwania harmonii z naturą znaleźć można również w architekturze Doliny Baryczy. Cieszy oko wykorzystanie naturalnych surowców, takich jak drewno, glina i ruda darniowa, oszczędne i praktyczne konstrukcje szachulcowe stosowane w budowie kościołów, instalacje wykorzystujące energię natury, takie jak wiatraki, młyny, jazy. Budowle, a także układ wielu miejscowości wkomponowanych w krajobraz, stanowi o bogactwie i atrakcyjności obszaru.

Ekoturystyka – nowe szanse

Biorąc pod uwagę ogromne bogactwo przyrodnicze tego regionu, najbardziej oczywistym kierunkiem rozwoju jest ekoturystyka. Potencjałem umożliwiającym jej rozwój jest paradoksalnie nasze zapóźnienie względem tzw. postępu cywilizacyjnego krajów zachodnich. W nowej, dynamicznie rozwijającej się gospodarce, coraz większą wartość zyskują nie materialne produkty, lecz cechy charakterystyczne, wiodące idee i związane z nimi autentyczne emocje. W dobie globalizacji coraz ważniejsze staje się bowiem poszukiwanie autentyczności, unikatowości i źródeł inspiracji. W tej globalnej niszy rynkowej istnieje szansa na rozwój i umiejętne wykorzystanie tego, co mamy w polskiej wsi najcenniejszego: bogactwa krajobrazu, różnorodności przyrody, autentycznej tradycji.

Dolina Baryczy - ptasi raj z lotu ptaka

Dolina Baryczy - ptasi raj z lotu ptaka
Fot. Saturnina i Artur Homan

Dla społeczności lokalnej oraz usługodawców z Doliny Baryczy istotne było odkrycie i wykorzystanie tutejszej specyfiki. Na stosunkowo płaskim i zasobnym w dobre drogi terenie, wprowadzenie turystyki rowerowej było tylko kwestią czasu. Z kolei bogactwo wód skłaniało do rozwoju turystyki kajakowej. Oferty te są ważne, jednak nie wyróżniają Doliny Baryczy na tle innych regionów. Oryginalnym pomysłem są z pewnością szlaki konne prowadzące duktami leśnymi, alejami między stawami i drogami wśród łąk. Można z nich korzystać zarówno jadąc wierzchem, jak i będąc wiezionym bryczką czy też konnym wozem.

Jednak kierunkiem o największym potencjale rozwoju jest birdwatching – oferta turystyczna skierowana do miłośników przyrody i podglądaczy ptaków. To właśnie dla nich stworzono w Dolinie Baryczy system czatowni i wież obserwacyjnych. Od popularnych wież widokowych różni je inna, pełniejsza konstrukcja, zapewniająca ukrycie obserwatora, co pozwala uniknąć płoszenia ptaków. Turystyka ptasia jest wielce obiecującą ofertą. W krajach o bardziej rozwiniętych tradycjach ornitologicznych, takich jak Anglia, Holandia czy bliższe nam Niemcy, potencjalnych klientów birdwatchingu – choćby członków organizacji zajmujących się ochroną ptaków – są setki tysięcy. To olbrzymi i dysponujący poważnymi środkami finansowymi rynek.

Korzyści ekologiczne z rozwoju ekoturystyki w Dolinie Baryczy są znaczne. Jedną z jej kluczowych zasad jest bowiem umiarkowane i oszczędne wykorzystanie naturalnych zasobów (np. korzystanie z odnawialnych źródeł energii, preferowanie ekologicznych form transportu, recykling odpadów) oraz poszanowanie walorów przyrodniczych, stanowiących podstawę rynkowej oferty ekoturystycznej. Rozwój ekoturystyki przyrodniczej obejmuje tworzenie infrastruktury służącej obserwacji ptaków oraz promocję i edukację przyrodniczą. Szczególnie ważny jest też system strefowania ruchu turystycznego i odsuwania go od najbardziej wrażliwych obszarów. Podejmowane w tym kierunku działania są możliwe m.in. dzięki wsparciu Programu Operacyjnego Infrastruktura i Środowisko w ramach projektu „Turystyka przyjazna przyrodzie w Dolinie Baryczy”. To dobry przykład wykorzystania funduszy unijnych z pożytkiem dla ludzi i przyrody.

Czynna ochrona przyrody

Dolina Baryczy jest jedną z najważniejszych w Polsce ostoi lęgowych dla perkoza zausznika (Podiceps nigricollis)

Dolina Baryczy jest jedną z najważniejszych w Polsce ostoi lęgowych dla perkoza zausznika (Podiceps nigricollis)
Fot. Saturnina i Artur Homan

Potrzeba ochrony unikatowych wartości przyrodniczych Doliny Baryczy jest oczywista. Jednym z pomysłów mających temu służyć jest idea utworzenia parku narodowego. Obecnie istniejący tu obszar chroniony w formie największego w kraju rezerwatu przyrody „Stawy Milickie”, ma większą powierzchnię niż niektóre z naszych parków narodowych. Jego wyspowy charakter może budzić wątpliwości, jednak biorąc pod uwagę cele ochrony, którymi w tym wypadku są ptaki, oraz doświadczenia innych krajów, w których takie podzielone parki narodowe skutecznie funkcjonują, fragmentacja ochrony nie powinna stanowić problemu. Wbrew utartym opiniom, park narodowy w Dolinie Baryczy służyć może również ludziom. W przypadku objęcia tą formą ochrony obszaru podobnego zasięgiem do obecnego rezerwatu przyrody, praktycznie nie pojawią się dodatkowe ograniczenia. Zyskiem dla obszaru i jego mieszkańców może być natomiast dodatkowa promocja i rozwój przyrodniczego ruchu turystycznego oraz zapewnienie nowych miejsc pracy i rozwoju infrastruktury.

Dbanie o naturę nie może się oczywiście kończyć na prawnej ochronie. Potrzebne są czynne działania – w tym podejmowane przez różnych partnerów. W Dolinie Baryczy od wielu lat rozwój w zgodzie z naturą odbywa się dzięki inicjatywie organizacji pozarządowych – w tym Fundacji EkoRozwoju i Stowarzyszenia proNatura. Do ruchu ochrony przyrody Doliny Baryczy przyłączają się kolejne organizacje i partnerstwa międzysektorowe. To dobry sygnał – współpraca z naturą zaczyna się opłacać.

Marketing dla przyrody

W Dolinie Baryczy zdecydowano się wykorzystać metody marketingowe dla wykorzystania potencjału przyrody i jej promocji. Wykorzystywane do promocji obszaru i przyjaznych dla środowiska produktów i usług, logo Doliny Baryczy nawiązuje do najistotniejszych jej walorów: ptaków oraz bogactwa wody, lasów i drzew w krajobrazie. Dzięki funkcjonowaniu niezależnego systemu certyfikacji oraz precyzyjnym kryteriom, oznakowanie produktu lub usługi znakiem „Dolina Baryczy poleca” gwarantuje wysoką jakość oraz świadczy o pozytywnym oddziaływaniu produktu lub usługi na środowisko naturalne.

Dla ludzi, oprócz zysków finansowych czerpanych z natury, istotne są też korzyści społeczne. Nie do przecenienia jest wzmocnienie więzi oraz świadomości wspólnego dziedzictwa, a także aktywizowanie społeczności lokalnej do realizacji wspólnych celów rozwojowych. Bezcenna jest również duma z miejsca, w którym się żyje – to ona może powstrzymać odpływ najbardziej wartościowych mieszkańców, a tych, którzy już wyjechali, choćby po wykształcenie, nakłonić do powrotu. Bo naturalnie warto.

Krzysztof Smolnicki
Ten adres pocztowy jest chroniony przed spamowaniem. Aby go zobaczyć, konieczne jest włączenie w przeglądarce obsługi JavaScript.
Fundacja EkoRozwoju FER

Więcej o Dolinie Baryczy na stronie www.barycz.pl

Ilustracje pochodzą z planu filmowego „Rytmy Natury w Dolinie Baryczy”. Film prezentujący w poruszający sposób walory Doliny Baryczy polecany jest m.in. przez Sir Davida Attenborough (BBC) i Adama Wajraka. Zachęcamy do odwiedzin strony film.barycz.pl: można tu obejrzeć zwiastun filmowy, dowiedzieć się więcej o filmie, a także zamówić go.

Jesienne misterium

Wrzesień, brzask i zimna, lepka wilgoć. Jesienna, spóźniona zorza pojawiła się na wschodnim niebie. Świeża, różowa, rzuciła pastelowy snop światła w stronę przeciwległego lasu. Ostatnie, zwiewne strzępy siwych mgieł przyklejały się do wszędobylskich pajęczyn, a rosa ogromnymi, zimnymi kroplami osiadała na wąskich liściach trzcin. Gdy cały ten urok tonął w jakiejś niewysłowionej, nabożnej ciszy, oczekując pełnego blasku słońca, nagle, ni stąd, ni zowąd, przewalił się przez las gromki ryk. Trwoga, strach, chęć ucieczki, chwila namysłu, opamiętanie, uśmiech i... ten ostry snop światła kłujący w oczy... Takie były pierwsze wrażenia z pierwszego w moim życiu rykowiska. A było to z górą ćwierć wieku temu.

Rozejrzałem się bacznie po okolicy, by dostrzec właściciela tego, jak mi się wtedy zdawało, potężnego ryku. Dłonią zrobiłem daszek nad oczami i długo spoglądałem w kierunku samotnej olszy, rosnącej pośrodku rozległego trzcinowiska. Nic nie widziałem oprócz pokręconej gmatwaniny olchowych gałęzi wiszących nad wierzchołkami trzcinowych wiech. Wtem, jeden z konarów oderwał się od pnia i popłynął nad łanem nieruchomych trzcin. Zaskoczenie mieszało się z ogromnymi emocjami, wszak był to mój pierwszy w życiu jeleń obserwowany podczas rykowiska.

Okres godowy jeleni to dla mnie jedno z dorocznych, najpiękniejszych misteriów przyrody, porównywalnych z tokami cietrzewi, z jesiennymi zlotami żurawi czy wiosennymi ciągami słonek. Bieszczadzkie czy to, z nizin, każde i każdego roku jest inne (czy aby na pewno?), zawsze przyrodniczo podniecające i uruchamiające w człowieku najbardziej skrywane emocje. Przeżycia, jakie temu towarzyszą, nie dadzą się porównać z żadnymi innymi.


Minęło – jak wspomniałem – z górą ćwierć wieku... Rykowisko, jakie przeżyłem w tym roku, było tak niezwyczajnie podobne do tego pierwszego. Zastanawiam się, ileż ich dotychczas było – kilka, kilkanaście? Tak czy inaczej, od siedmiu lat świętuję je corocznie. Rykowisko we mgle, zalotnik z niedwuznaczną propozycją, byk zaciekle pilnujący swojej chmary – to było w Bieszczadach. Pozostałe zdjęcia, to już niziny z moich rodzinnych wielkopolskich stron, ze szczególnym uwzględnieniem płynącego nad trzcinowiskiem poroża, w okresie i miejscu dla mnie magicznym.


Wrześniowe gody

Rykowisko to okres godowy jeleni, który odbywa się od września do połowy października. Z końcem sierpnia byki rezygnują z życia samotniczego i dążą ku samicom – łaniom. Dojrzałe samce gromadzą się w tym okresie w określonym miejscu, ściągając nierzadko z odległych terenów. Silny byk gromadzi wokół siebie chmarę łań, której zazdrośnie strzeże przed rywalami. Stale okrąża swoją gromadę, wciąż bardzo zajęty przepędzaniem innych samców, które zamierzają uprowadzić pojedyncze samice. Jelenie-byki oznajmiając swą potęgę i siłę, ryczą w tym okresie donośnym głosem (stąd nazwa „rykowisko”), a walcząc o łanie odbywają widowiskowe pojedynki. Po ustaleniu hierarchii samców i zapłodnieniu łań, okres godowy się kończy.

Tekst i zdjęcia: Tomasz Ogrodowczyk
Ten adres pocztowy jest chroniony przed spamowaniem. Aby go zobaczyć, konieczne jest włączenie w przeglądarce obsługi JavaScript.

Wybór numeru

Aktualny numer: 2/2021