Polskie Towarzystwo Ochrony Przyrody „Salamandra”
 

Nietoperze w storczykowym lesie

Owocowiec z gatunku Dermanura ravus – ten owocożerny nietoperz mieszka pod samodzielnie wykonanymi namiotami z liści drzew

Owocowiec z gatunku Dermanura ravus – ten owocożerny nietoperz mieszka pod samodzielnie wykonanymi namiotami z liści drzew
Fot. Zuzanna Wikar

Kilkugodzinna przerwa w opadach. Choć jesteśmy prawie na równiku, wcale nie jest ciepło – przydaje się kurtka, a po północy nawet polar. Coś za coś – te same niskie temperatury sprawiają, że można tu bezkarnie usiąść na trawie, a nawet wsadzić rękę pod korzenie drzewa, nie ryzykując bliskiego kontaktu z jadowitym wężem czy pająkiem wielkości dłoni. Chłód nie przynosi jednak szczególnej ulgi twarzy i dłoniom pokłutym przez chmary meszek. Na szczęście znajdujemy się na wysokości 2500 m n.p.m., dokuczliwe owady nie przenoszą malutkiego nicienia, który w tej części świata infekuje oczy i wywołuje chorobę zwaną ślepotą rzeczną. Szum górskiej rzeki tłumi odgłosy rozmów, ale w otaczających zaroślach niosą się dziwne dla ucha Europejczyka powtarzające się dźwięki, produkowane przez tutejsze owady i płazy. Czas na kontrolę rozstawionych w pobliżu sieci na nietoperze. Idziemy, ślizgając się w błocie – kalosze są w tutejszych warunkach jedynym sensownym obuwiem. Światło czołówki omiata pokręcone, niskie drzewa porośnięte ociekającymi wodą girlandami mchów, porostów i ogrodami epifitycznych bromelii, kępy nadrzecznych bambusów i wielkie pióropusze drzewiastych paproci. Żółte kwiatostany afelandry sterczącej (Aphelandra acanthus) wznoszą się nad liśćmi o zębatych, kolczastych brzegach. W sieci widoczne są wielkie, puchate, brązowo-fioletowo-żółte ćmy Manduca pellenia1, które przyleciały odwiedzić kwitnący nocą krzew i nasycić się jego nektarem. Zaplątały się również trzy małe nietoperze, które też żywią się nektarem nocnych kwiatów. To właśnie te ssaki ściągnęły nas z drugiego końca świata do zapomnianej doliny w kolumbijskich Andach.


Więcej w drukowanym wydaniu SALAMANDRY...

Mateusz Ciechanowski
Ten adres pocztowy jest chroniony przed spamowaniem. Aby go zobaczyć, konieczne jest włączenie w przeglądarce obsługi JavaScript.

  1. Rodzina zawisakowatych (Sphingidae).


Zielony skarb „Pucyfiku”

O jakości usług ekosystemowych świadczonych przez daną łąkę stanowi jej zagęszczenie i powierzchnia całkowita

O jakości usług ekosystemowych świadczonych przez daną łąkę stanowi jej zagęszczenie i powierzchnia całkowita

Polski Ocean Spokojny, polskie Bahamy… Tak nazywana jest często Zatoka Pucka – płytkowodny subregion w zachodniej części Zatoki Gdańskiej, ograniczony z trzech stron lądem. Oficjalnie wydziela się jej dwie części: wschodnią – zewnętrzną – i zachodnią – wewnętrzną, czyli Małą Zatokę Pucką, ograniczoną przez Cypel Rewski i biegnącą w jego przedłużeniu półzatopioną mieliznę, zwaną Rybitwią bądź Ryfem Mew. Ten odizolowany obszar wodny jest uznany za najbardziej wartościowy kawałek polskiego wybrzeża pod względem charakteru siedlisk, ich bogactwa gatunkowego, biomasy i liczebności organizmów. Należy on do sieci NATURA 2000. W jego granicach znajduje się zarówno obszar specjalnej ochrony ptaków, jak i specjalny obszar ochrony siedlisk, a jego brzegi graniczą z kilkoma znanymi (Beka, Mechelińskie Łąki, Słone Łąki) i mniej znanymi (Uroczysko Każa, Torfowe Kłyle) rezerwatami przyrody oraz Nadmorskim Parkiem Krajobrazowym. Latem oblegany przez tłumy turystów, wind- i kitesurferów, zwolenników „Marszu Śledzia”1(!), jest jednocześnie miejscem morskiego wysypiska śmieci, dawnego poligonu morskiego i lotniczego, zalegania wraków i amunicji (w tym kryp minowych, torped, ale i cennych stanowisk archeologicznych), zrzutu oczyszczonych ścieków i solanki, planowanego portu gazowego, intensywnego rybołówstwa i jednej z większych morskich katastrof ekologicznych w naszej historii. Jak wynika z tego krótkiego opisu, nie trudno tu o konflikty na linii człowiek–przyroda. Jak się zatem ma dzisiaj największy skarb Zatoki skrywany w jej wodach?


Więcej w drukowanym wydaniu SALAMANDRY...

Tekst i zdjęcia: Piotr Bałazy
Instytut Oceanologii PAN w Sopocie
www.piotrbalazy.com

  1. „Marsz Śledzia” – kontrowersyjna impreza cykliczna polegająca na masowym przemarszu przez środek Zatoki po Ryfie Mew – naturalnej ostoi ptaków, dawniej fok.


Sosna zwyczajna

Pinus sylvestris

rys. Grzegorz Kozik

rys. Grzegorz Kozik

Zimą na łąkach, polach i w lasach liściastych jest szaro i pusto. Jeśli nie ma śniegu, to nawet o tej mało przyjaznej porze roku możemy znaleźć trochę roślin jadalnych – zielone listki gwiazdnicy w ogrodzie czy rzeżuchy gorzkiej na źródliskach... Ale na poszukiwanie prawdziwych skarbów, które przydadzą nam się w kuchni, najlepiej udać się w miejsce, gdzie nawet zimą jest zielono, czyli do boru – lasu iglastego.


Więcej w drukowanym wydaniu SALAMANDRY...

Marta Jermaczek-Sitak
Ten adres pocztowy jest chroniony przed spamowaniem. Aby go zobaczyć, konieczne jest włączenie w przeglądarce obsługi JavaScript.
facebook.com/sciezkasojki
Autorka prowadzi kursy botaniczne on-line

Morscy wędrowcy

Kiedy niebo do morza przytula się z płaczem,
Liche sosny garbate do reszty wykrzywia,
Brzegiem morza wędrują bezdomni tułacze
I nikt nie wie, skąd idą, jaki wiatr ich przywiał...
Grzegorz Bukała, z piosenki „Tawerna pod Pijaną Zgrają”

Biegus płaskodzioby to rzadki, ale dość regularny gość na naszym wybrzeżu. Spotykane tu ptaki zamieszkują Skandynawię i północno-zachodnią Rosję

Biegus płaskodzioby to rzadki, ale dość regularny gość na naszym wybrzeżu. Spotykane tu ptaki zamieszkują Skandynawię i północno-zachodnią Rosję

Niemal każdego roku pod koniec lata, zwykle na przełomie sierpnia i września, wewnętrzny głos każe mi wyruszyć nad morze. Ale nie nad jakikolwiek akwen, tylko na nasze rodzime wybrzeże, szczególnie w okolice ujściowego odcinka Wisły. To właśnie tam spotkać można w tym czasie wielu ptasich wędrowców, którzy gniazda zakładają z dala od naszego kraju, czasem nawet tysiące kilometrów stąd. Jest też jeszcze wtedy szansa na zażycie kąpieli słonecznych na opustoszałych plażach i wypluskanie się wśród morskich fal. Prawie cały swój czas, szczególnie we wczesnych godzinach porannych oraz popołudniowo-wieczornych (bo wtedy jest najlepsze światło), poświęcam tam jednak obserwacjom i fotografowaniu ptaków, które na piaszczystych, od czasu do czasu zalewanych brzegach znajdują dogodne warunki do żerowania i odpoczynku przed dalszą, bardzo długą, a często również niebezpieczną podróżą na zimowiska. Ujściowy odcinek Wisły to dla nich jeden z głównych przystanków na tej trasie.


Więcej w drukowanym wydaniu SALAMANDRY...

Tekst i zdjęcia: Adriana Bogdanowska
Ten adres pocztowy jest chroniony przed spamowaniem. Aby go zobaczyć, konieczne jest włączenie w przeglądarce obsługi JavaScript.

Rośliny bez chlorofilu – sztuka survivalu w praktyce

Łuskiewnik jest pasożytem wielu gatunków drzew i krzewów liściastych, z których za pomocą ssawek pobiera wodę, sole mineralne i substancje organiczne

Łuskiewnik jest pasożytem wielu gatunków drzew i krzewów liściastych, z których za pomocą ssawek pobiera wodę, sole mineralne i substancje organiczne
Fot. Adriana Bogdanowska

Już na pierwszych lekcjach biologii można się dowiedzieć, że najważniejszym procesem umożliwiającym roślinom rozwój i zapewniającym im życie jest fotosynteza (czyli proces wytwarzania przy udziale światła związków organicznych z materii nieorganicznej w komórkach zawierających chlorofil). Tymczasem niektóre gatunki są zmuszone radzić sobie bez niej. Nie mają zielonych organów (z chlorofilem), a do przetrwania wykorzystują zupełnie inne mechanizmy. Takie rośliny-cudaki można spotkać również w naszym kraju.


Więcej w drukowanym wydaniu SALAMANDRY...

Michał Mazik
Ten adres pocztowy jest chroniony przed spamowaniem. Aby go zobaczyć, konieczne jest włączenie w przeglądarce obsługi JavaScript.

Wybór numeru

Aktualny numer: 2/2021